Wielka dziura w ubraniach

ML
opublikowano: 2007-10-09 00:00

Prywatni producenci odzieży i tkanin mają w firmach ponad 5 tys. wakatów i mnóstwo zamówień. Pieniądze przeciekają im przez palce.

Prywatni producenci odzieży i tkanin mają w firmach ponad 5 tys. wakatów i mnóstwo zamówień. Pieniądze przeciekają im przez palce.

Zdaniem przedstawicieli Związku Pracodawców Prywatnych Producentów Odzieży i Tkanin, polscy producenci tekstyliów tracą rocznie zamówienia warte 560 mln zł (150 mln EUR) z braku chętnych do pracy. W ostatnich 2-3 latach 10 tys. szwaczek straciło pracę lub odeszło z niej dobrowolnie. Powodem były niskie zarobki, brak zleceń i strach przed bezkonkurencyjnym Dalekim Wschodem.

— Czarne wizje Polaków o zalewie taniej odzieży produkowanej w Chinach spowodowały masowe zwolnienia i zamykanie zakładów. Prognozy okazały się na szczęście nietrafione, bo nie da się wszystkiego uszyć w Azji. Polskie firmy na brak zleceń nie narzekają, brakuje im jednak rąk do pracy — mówi Bogusław Słaby, prezes Związku Pracodawców Prywatych Producentów Odzieży i Tkanin.

Na szyjące osoby czeka ponad 5 tys. miejsc pracy w ponad 600 zakładach. Związek ma pomysł, jak zachęcić młode osoby do pracy.

— Przede wszystkim — zamierzamy szwaczki przemianować na konfekcjonerki odzieży i poprawić system ich szkoleń — twierdzi Bogusław Słaby.

Pracodawcy chcą również nakręcić film promujący zawód konfekcjonerów.

— Dziełem polskich szwaczek są także kolekcje międzynarodowych marek dostępne w salonach np. Burberry, Escada czy Hugo Boss — mówi Bogusław Słaby.

Zdaniem przedstawicieli związku, to może być argument za podjęciem pracy w tym zawodzie.