Wielka gra o miejsce w radzie

PO zastawiła egzaminacyjną pułapkę na kandydatów do rad nadzorczych. Zdaje jedna osoba na 150, a urzędnicy nieźle zarabiają

— Zemsta Platformy zza grobu — złorzeczą młodzi, wykształceni, często z wielkich miast, opuszczając gmach Ministerstwa Skarbu Państwa przy ul. Kruczej w Warszawie. W rękach ściskają powód frustracji — kwitek potwierdzający, że właśnie wyrzucili kilka tysięcy złotych w błoto, szykując się do egzaminu uprawniającego do pełnienia funkcji członka rady nadzorczej spółki skarbu państwa.

Według informacji „PB”, do lata pisemną część egzaminu zdawało 20-40 proc. jego uczestników. Po wakacjach nastąpiła rewolucja: zmieniono osoby układające pytania testowe i merytorykę testu. Efekt? Z około 150 osób, które w ostatnich miesiącach podchodziły do egzaminu, zdała go… jedna.

Pula bólu

Szczęśliwiec to, według naszych informacji, elita elit — główny doradca podatkowy jednej z największych firm w Polsce, legitymujący się świeżutkim dyplomem MBA z renomowanej amerykańskiej uczelni. Do kursu na kandydata do rad nadzorczych edukował Marcin Reszka, licencjonowany doradca inwestycyjny, od lat prowadzący odpłatne kursy przygotowujące m.in. do egzaminów do rad nadzorczych. Dziś sam pomstuje na nowe zasady, powodujące, że prawie nie sposób zdać egzamin.

— Na egzamin kosztujący 850 zł nie przychodzą przypadkowe osoby. Wcześniej wydają około 3 tys. zł na kurs przygotowawczy, nierzadko to absolwenci studiów MBA, pracujący w zarządach znanych firm. Obecnie dużo łatwiej jest dostać licencję maklera niż dyplom upoważniający do zasiadania w radzie nadzorczej spółki skarbu państwa — twierdzi Marcin Reszka.

Jak doszło do takiej sytuacji? Przez ostatnie lata około 80 proc. ze 150 egzaminacyjnych pytań pochodziło z puli ponad 1,1 tys. pytań publikowanych (bez odpowiedzi) na stronach internetowych MSP. Pozostałe 20 proc. było spoza puli. To dość szczegółowe pytania z zakresu ponad 30 aktów prawnych, a do wyboru są cztery odpowiedzi. Jesienią proporcje znanych pytań z puli i spoza puli uległy odwróceniu.

— Podchodziłem do tego egzaminu dwukrotnie. Teraz odpuściłem, bo mimo kilkumiesięcznych przygotowań wiem, że w obecnej formule jest to bez sensu. Na egzaminie pojawiły się pytania z błędami logicznymi, interpunkcyjnymi albo bardzo szczegółowe, dotyczące np. rozporządzeń do ustaw. Całość testu ułożona jest bardzo nieprofesjonalnie pod kątem rzetelności pytań — ocenia Michał Wachowski, do niedawna konsultant w firmie Deloitte i członek rad nadzorczych kilku spółek.

Biznes w rodzinie

— Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) ignoruje nasze uwagi dotyczące nowej formuły egzaminów. Zdający dostają jedynie suchy wynik testu bez zaznaczenia, na które pytania odpowiedzieli błędnie. Protestujących komisja egzaminacyjna odsyła do MSP i koło się zamyka — zżyma się Marcin Reszka.

Ministerstwo postępuje zgodnie z duchem rozporządzenia premiera Marka Belki z 2004 r., opisującego, jak mają wyglądać egzaminy dla kandydatów na członków rad nadzorczych. Jest zatem 150 pytań, próg zaliczenia to 100 poprawnych odpowiedzi. Tych, którzy go osiągnęli, czeka egzamin ustny. Z bliska widać jednak, że egzaminy to nieźle prosperujący biznes — także dla ministerialnych urzędników. Okazuje się bowiem, że ci, którzy mają wpływ na kształt egzaminu, czyli właśnie urzędnicy MSP, są równocześnie wykładowcamina kursach, których program i harmonogram jest akceptowany przez… MSP. Za kilka weekendów pracy można zarobić nawet kilka tysięcy złotych. Kolejnym źródłem zarobku dla urzędników są same egzaminy — kilkuosobową komisję wskazuje minister, a ta za weekendową pracę inkasuje stawki godzinowe wyraźnie wyższe niż za urzędniczym biurkiem. W 2015 r. przewodniczący komisji egzaminacyjnej jednorazowo inkasował 5,6 tys. zł, członek komisji 4,4 tys. zł, a sekretarz 2,4 tys zł. — Komisje się zmieniają, od ich członków nie jest wymagana wybitna wiedza, lecz obecność. Gdy prosiłem o wyjaśnienie sensu logicznego jednego z pytań na egzaminie, zostałem wręcz wyśmiany. Nie jest tajemnicą, że urzędnicy tę fuchę lubią, traktowana jest jako nagroda od ministra — mówi „PB” jeden z uczestników ostatniego egzaminu.

Bezruch w pułapce

Nie bez znaczenia jest kontekst polityczny. Bez egzaminu do rady nadzorczej w spółce skarbu państwa można się dostać tylko w kilku przypadkach: jeśli posiada się tytuł co najmniej doktora habilitowanego nauk prawnych/ekonomicznych lub jeśli jest się wpisanym na listę radców prawnych, adwokatów albo biegłych rewidentów księgowych. Stąd też domniemanie niektórych, że zmiany w egzaminie to pułapka zastawiona przez odchodzącą władzę. Zatrzymanie napływu świeżych kandydatów miałoby utrudniać i spowalniać odwoływanie rad z nadania koalicji PO-PSL.

— Nie każdy z podchodzących do egzaminu jest ze świata polityki — zaznacza Marcin Reszka, którego 250 kursantów w przeszłości zdało egzamin do rad.

ZDANIEM MINISTERSTWA

Absolwentów nie ma ale jest kontrola

Po pytaniach ze strony „PB” do MSP w resorcie zawrzało. Dawid Jackiewicz, jego szef, zlecił właśnie kontrolę wewnętrzną procesu zmiany bazy pytań (ten mieli pod swoją pieczą jego poprzednicy mianowani przez PO) oraz monitoring zdawalności na kolejnych egzaminach. „Jego celem będzie sprawdzenie, czy niski odsetek zdawalności jest chwilowy, i rzeczywiście powodowany koniecznością zmiany podejścia kandydatów do egzaminu, czy też tendencja spadkowa ma szersze podłoże” – informuje MSP. Jednocześnie przedstawiciele resortu bronią się, tłumacząc, że aktualizacja dotyczyła 2/3 pytań z bazy, a podobny ruch odbył się w 2008 r. (wówczas zmieniono wszystkie pytania). „Egzamin powinien być weryfikacją merytorycznego przygotowania, dlatego intencją ówczesnego kierownictwa resortu była chęć wyeliminowania przypadków, kiedy kandydaci uczą się odpowiedzi na pamięć i bez zrozumienia” – podkreślają przedstawiciele MSP i przyznają, że już w czerwcu 2015, gdy pojawiła się pierwsza pula nowych pytań, zdawalność była niemal dwukrotnie niższa niż w całym 2014 r. (24 proc. wobec 44 proc.). Na grudniowych egzaminach zdawalność sięgnęła dna: żaden z przystępujących nie osiągnął wymaganej liczby punktów potrzebnej do otrzymania uprawnień.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Wielka gra o miejsce w radzie