Francja, Niemcy i Wielka Brytania przygotowały protest przeciw planom reformy.
Neelie Kroes, komisarz Unii ds. konkurencji, wsadziła kij w mrowisko, zapowiadając w ubiegłym tygodniu zmiany w rozdziale pomocy publicznej. Proponowana drastyczna redukcja wsparcia dużych skostniałych przedsiębiorstw na rzecz małych firm innowacyjnych byłaby prawdziwą rewolucją. Na reakcję wielkiej trójki, która hojnie korzysta z obecnego systemu, nie trzeba było długo czekać. Paryż, Berlin i Londyn skierowały do pani komisarz list, w którym odrzucają propozycje zmian.
Konflikt z państwami UE, które walczyły o prawo do pomocy publicznej m.in. dla takich gigantów, jak francuski Alstom, brytyjski British Energy czy niemiecki Landesbanken, był tylko kwestią czasu.
Teraz tego czasu nie pozostało zbyt wiele, bo energiczna pani komisarz zapowiedziała, że do połowy roku przygotuje program reformy. Reformy, która będzie jednym z jej priorytetów na całą pięcioletnią kadencję.
— Mówię o mniejszej i bardziej racjonalnej pomocy, która powinna ona trafiać do biedniejszych regionów, które rzeczywiście jej potrzebujących. Tę pomoc można oferować małym i średnim firmom, najsłabszym regionom, a także wszędzie tam, gdzie będą wspierane nowoczesne technologie i innowacje — podkreśla Neelie Kroes.
Jej zdaniem, pomoc powinna trafiać głównie do nowych krajów członkowskich.
Zgodnie z obecnymi zasadami, bogate kraje mogą otrzymać zgodę na subsydiowanie firm w swych słabszych regionach, niezależnie od zasobności reszty kraju. Na reformie mogłyby stracić szczególnie Niemcy, bo biedne tereny b. NRD są właściwie wyłączone z zakazu pomocy publicznej. I to martwi m.in. Güntera Verheugena, niemieckiego komisarza odpowiedzialnego za politykę przemysłową, który ostro skrytykował pomysły swojej koleżanki z KE.