Wielkanocna zapowiedź eskalacji wojny paliwowej

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-04-07 10:16

Rozpętana przez USA i Izrael wojna, w której Iran odwetowo rozdaje razy arabskim sojusznikom USA nad Zatoką Perską, niszczy wszelkie cywilizowane normy.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jakie kosmiczne osiągnięcia ludzkości przyćmiły tegoroczne wydarzenia wielkanocne

- dlaczego Donald Trump otwarcie zapowiada zbrodnie wojenne i jak to zmienia postrzeganie prawa międzynarodowego

- które kluczowe państwa nie akceptują międzynarodowej konstytucji morskiej regulującej ruch w Cieśninie Ormuz

- czy pomysł pobierania opłat za tranzyt przez strategiczną Cieśninę Ormuz ma jakiekolwiek podstawy prawne

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W okresie Wielkanocy nominalnym centrum świata, przynajmniej zachodniego, chrześcijańskiego, naturalnie jest Stolica Apostolska. W tym roku jednak priorytetami w odbiorze globalnym stały się wieści ze Stanów Zjednoczonych. Przy czym ich wydźwięk oraz znaczenie dla ludzkości były zróżnicowane wręcz biegunowo.

Kosmiczna chwała, przyziemna wojna

Z jednej strony agencja federalna National Aeronautics and Space Administration (NASA) po ponad pół wieku od zakończenia programu Apollo ponownie zwróciła ludzkość ku Księżycowi. Załogowa misja Artemis II na statku Orion dotarła w bezpośrednie otoczenie naszego satelity i zajrzała na jego niewidoczną stronę, ustanawiając rekord odległości przebywania ludzi od Ziemi – ponad 406 tys. kilometrów. Któraś kolejna amerykańska wyprawa Artemis ponownie miękko posadzi – pierwszy raz od 1972 r. – wysłanników naszej planety na Księżycu. Notabene podobny cel na najbliższe lata komunistyczna partia wytyczyła Chińczykom.

Na drugim amerykańskim biegunie coraz mocniej okopuje się najwyższy urzędnik federalny, uzurpujący sobie władztwo boskiego faraona. Donald Trump właśnie w Wielkanoc zintensyfikował groźby bombardowania Iranu, zapowiadając zniszczenie elektrowni, mostów, odsalarni wody morskiej i podobnych obiektów, co miałoby republikę teokratyczną – napadniętą 28 lutego przez USA wspólnie z Izraelem – zawrócić do „epoki kamienia łupanego”.

Pierwszy raz od 1945 r. urzędujący prezydent USA tak otwarcie i agresywnie zapowiada z wyprzedzeniem popełnienie zbrodni wojennych i podeptanie fundamentów prawa międzynarodowego. Od ośmiu dekad Stany Zjednoczone prowadziły wiele wojen, w których tysiącami ginęła ludność cywilna (oraz niemało żołnierzy amerykańskich), ale zawsze bywało to propagandowo maskowane i uzasadniane jakąś górnolotną argumentacją. Żadnej z wojen po 1945 r. nie wypowiedział zgodnie z jego wyłącznymi kompetencjami konstytucyjnymi Kongres USA, ale też żadna nie została przez wywołującego ją prezydenta nazwana z taką porażającą szczerością – furią.

Kwestionowana konstytucja morska

Z oczywistych powodów Donald Trump domaga się od Iranu kapitulacji oraz natychmiastowego otwarcia Cieśniny Ormuz. Jego żądania da się zrozumieć, albowiem zorientował się jak ogromne spustoszenie w światowej gospodarce wywołała amerykańsko-izraelska wojna rozpoczęta z naiwnym założeniem, że szyicki ortodoksyjny reżim w Teheranie padnie na kolana przed bezbożnym szatanem.

W cieniu piekielnych wręcz gróźb Donalda Trumpa wypada przypomnieć elementarz prawny, który do 28 lutego 2026 r. regulował ruch statków w newralgicznej cieśninie. Prawo morza reguluje Konwencja Narodów Zjednoczonych, po wielu latach sporów i trudnych negocjacji podpisana 10 grudnia 1982 r. w Montego Bay na Jamajce. Jej ratyfikowanie trwało długie lata, do tej pory cały proces ukończyły 172 podmioty (łącznie z UE), w tym 170 ze 193 państw członkowskich ONZ. Polska przystąpiła do konwencji po przemianach ustrojowych dopiero w 1998 r., przy czym w UE czy NATO wcale nie byliśmy ostatni.

Bardzo obszerna konstytucja morska zawiera wiele zapisów kompromisowych, które nie podobają się różnym sygnatariuszom. Jednym z najbardziej drażliwych punktów jest uregulowanie wykorzystywania do żeglugi międzynarodowej cieśnin pomiędzy obszarami tzw. morza pełnego lub wyłącznymi strefami ekonomicznymi. Konwencja ustaliła prawo przejścia tranzytowego, czyli nieprzerwanego i szybkiego przepłynięcia wytyczonym torem wodnym w tzw. trybie nieszkodliwym, czyli nienaruszającym porządku i bezpieczeństwa państwa nadbrzeżnego. Akademickim przykładem uregulowania konwencją ruchu w bardzo ważnym akwenie jest właśnie Cieśnina Ormuz. Jednym ze strategicznych ustaleń konwencji ONZ jest bezprawność pobierania za nieszkodliwy tranzyt jakichkolwiek opłat, naturalna morska cieśnina to przecież nie przekopany komercyjnie i należący do konkretnego państwa kanał – Sueski, Panamski, Koryncki czy Kiloński.

Bardzo ważna jest okoliczność, kto znajduje się na krótkiej liście około 20 państw nieakceptujących konwencji. Z triady położonej bezpośrednio nad Cieśniną Ormuz nie są jej stronami ani Iran, ani Zjednoczone Emiraty Arabskie, ratyfikował jedynie całkiem neutralny mały Oman. Stany Zjednoczone kiedyś ją parafowały, ale absolutnie nie ratyfikowały i tego nie zrobią, natomiast Izrael nigdy nie podpisał i nie chce słyszeć, podobnie jak o wielu innych aktach prawa międzynarodowego. Mimo niezaakceptowania konwencji przez Iran i Emiraty ruch w Ormuz przez lata odbywał się w pełni zgodnie z jej przepisami, zdarzające się czasami epizodyczne incydenty miały charakter głównie nawigacyjny, co zdarza się na morzu. Paliwowy spokój światowy zniszczyli 28 lutego Donald Trump z Benjaminem Netanjahu.

Punktowy sukces przykrywa niepowodzenia

Wielkanocne ultimatum Donalda Trumpa dla władz Iranu upływa we wtorek wieczorem czasu waszyngtońskiego. Priorytetowym żądaniem ma być otwarcie Cieśniny Ormuz dla wszystkich statków bez względu na ich własność i banderę. Lokator Białego Domu rzucił absurdalny pomysł, aby to Amerykanie a nie Irańczycy mogli w przyszłości naliczać opłaty za wykorzystywanie strategicznego, ale naturalnego szlaku wodnego przez statki. Bez względu na to, skąd pochodzą takie pomysły – są one niezgodne z morską konstytucją z Montego Bay. Do tej pory nie przychodziły Iranowi do głowy, a przynajmniej nie były nagłaśniane. Rozpętana przez Stany Zjednoczone i Izrael wojna, w której Iran odwetowo rozdaje razy wobec arabskich sojuszników USA nad Zatoką Perską, niszczy wszelkie cywilizowane normy.

Donald Trump podczas Wielkanocy wyjątkowo podniecił się i umocnił swoje ego geniusza dowódczego operacją uratowania amerykańskiego lotnika. W ogromnej i kosztownej akcji, z zaangażowaniem podobno aż 155 samolotów, odnaleziono oraz skutecznie ewakuowano z terytorium Iranu rannego członka załogi zestrzelonego samolotu F-15. Stany Zjednoczone w realu odniosły zatem sukces, dotychczas znany z pokrzepiających naród wojennych filmów takich jak na przykład „Operacja Świt”. Spektakularnym, ale punktowym sukcesem Donald Trump przykrywa generalną nieskuteczność rzucenia przez USA na Iran bombowej i rakietowej armady. Kolejne uderzenia po upłynięciu terminu ultimatum poskutkują tylko kolejnymi ofiarami, ale nie zapalą światełka w wojennym tunelu.