Wieś rzuci miastu koło ratunkowe

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 04-12-2012, 00:00

Sektor rolniczy to ogromna rezerwa rąk do pracy. Może zlikwidować część skutków starzenia się społeczeństwa

Według prognoz Komisji Europejskiej (KE), do 2030 r. liczba osób aktywnych zawodowo w Polsce skurczy się o 1,4 mln. Ekonomiści ostrzegają, że taki ubytek rąk do pracy może spowalniać wzrost gospodarczy i jest zagrożeniem dla systemu emerytalnego. Proste symulacje urodzeń pomijają jednak zwykle fakt, że demograficzną bombę w dużej mierze jest w stanie rozbroić sektor rolniczy. Mieszkańcy wsi to niedoceniany, ogromny potencjał siły roboczej, który może w znacznym stopniu złagodzić skutki starzenia się społeczeństwa.

Nowa droga

Jak wyliczył Paweł Strzelecki, ekonomista Szkoły Głównej Handlowej i Narodowego Banku Polskiego, w latach 2010-30 sektor rolniczy może dostarczyć innym sektorom gospodarki 840 tys. młodych pracowników.

— Część z tych osób może zasilić grono bezrobotnych lub wyemigrować, ale zdecydowana większość z nich powinna znaleźć zatrudnienie poza rolnictwem, czyli będzie łagodzić brak rąk do pracy w innych sektorach, głównie w usługach, a w okresachożywienia też w przemyśle — wyjaśnia Paweł Strzelecki.

Nie chodzi o obecnych rolników, ale o ich dzieci. Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że tylko ich niewielki odsetek po osiągnięciu pełnoletniości idzie drogą rodziców, czyli wybiera aktywność zawodową w sektorze rolniczym. Większość decyduje się na zupełnie inną drogę życiową, czyli rozpoczyna pracę w firmach usługowych i produkcyjnych lub w instytucjach państwowych.

Nawet jeśli nie wyemigrują do miasta, zostaną na wsi, raczej zatrudniają się w lokalnych firmach, niż prowadzą gospodarstwa rolne. Autor badania zakłada w swoich wyliczeniach, że w najbliższych dekadach ta skłonność do wybierania ścieżki kariery poza rolnictwem utrzyma się na stałym poziomie. Jeśli tak się stanie i rzeczywiście 700-800 tys. „niedoszłych rolników” zasili rynek pracy, zmniejszy to prognozowany przez KE spadek liczby osób aktywnych zawodowo o około połowę.

Wiejska kuźnia kadr

W 2011 r. w rolnictwie zatrudnionych było 12,7 proc. aktywnych zawodowo Polaków — w UE tylko Rumunia i Bułgaria mają wyższe odsetki.

— Rolnictwo to ogromny rezerwuar pracy w Polsce. Fakt, że mamy tak duży odsetek osób w tym sektorze, jest obecnie słabością naszej gospodarki, ale jednocześnie może to być naszą szansą w przyszłości. Inne kraje nie mogą liczyć na taki impuls — mówi Ryszard Petru, przewodniczący rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Jego zdaniem, największe ryzyko dotyczy tego, jak duży będzie popyt na osoby z sektora rolniczego.

— Popyt ten będzie zależał od kompetencji takich pracowników. Jeśli nie będą one spełniały oczekiwań pracodawców, potencjał drzemiący w ludności rolniczej zostanie zmarnowany. To jest wyzwanie dla naszego systemu kształcenia — mówi Ryszard Petru.

Paweł Strzelecki zwraca uwagę, że choć potencjał rolnictwa jest duży, nie rozwiązuje całkowicie problemu starzenia się społeczeństwa. Nawet jeśli dzięki młodym osobom wybierającym inny zawód niż rolnik zasoby pracy skurczą się do 2030 r. o 600-700 tys. (a nie — jak prognozuje KE — o 1,4 mln osób), i tak będzie to miało poważne konsekwencje dla gospodarki. Ponadto, rolniczy „dopalacz” rynku pracy do 2030 r. się wyczerpie i w kolejnych latach nie będziemy mogli już liczyć na rezerwy zatrudnienia w rolnictwie.

— Struktura wieku i aktywności w rolnictwie wskazuje, że po 2030 r. ten potencjał wygaśnie, a negatywne przemiany demograficzne w Polsce będą dalej następować. Łącznie do 2060 r. liczba osób aktywnych zawodowo spadnie prawdopodobnie o 6 mln — mówi Paweł Strzelecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu