WIG20 powinien utrzymać lepszą formę

Waldemar Borowski
opublikowano: 2008-10-28 08:05

Bardzo dobre zakończenie sesji na czołowych parkietach Azji wesprze handel w Europie i stwarza szansę na przekroczenie 1600 pkt. na głównym indeksie w Warszawie.

Wczorajszy mini rajd kupujących, który spowodował  skok indeksu WIG20 ze znacznych spadków rzędu 4 proc. do symbolicznych plusów blisko 1 proc., może sugerować próbę powstrzymania ostatniej gigantycznej fali przeceny. Znaczna część inwestorów nie bardzo widzi motywację na sprzedaż akcji po takich cenach, a ryzyko, że się ich nie odkupi na niższych poziomach znacznie wzrasta wraz z ustanawianiem nowych dołków bessy. Trochę niepokojące jest to, że warszawski indeks należał do niewielu, który skończył w zielonej strefie wśród wszystkich europejskich. Na ostatnich sesjach widać było korelację parkietów od Warszawy do Aten. Tym razem ta spójność została dość znacznie naruszona. Obok nas świetnie wypadła Grecja oraz przyzwoicie Turcja, natomiast pozostałe z tej osi zakończyły fatalnie. O ile węgierski BUX łatwo wytłumaczyć dwudniową przerwą i nadrabianiem zaległości, to bardzo ostra zniżka czeskiego PX50 budzi niepokój. Wzrosty na GPW  były co prawda wsparte przez polską walutę, która wzmocniła się do głównych walut, ale z jednodniowego odreagowania nie bardzo można wysnuć wnioski  co do jej siły. Niedźwiedzie zdają sobie sprawę ze znacznego oczekiwania na korektę wzrostową i mogą to wykorzystywać. Zastanawiające jest też to, że zwyżki dotyczyły tylko części firm spośród przedstawicieli branż. Wśród banków obok mocno zyskującego BZ WBK mieliśmy spadający PKO BP, a w gronie spółek surowcowych na przeciwległych biegunach znalazły się KGHM i PKN Orlen z PGNiG.

Informacje jakie dotarły na giełdy w poniedziałek, nie budziły entuzjazmu inwestorów. Co prawda sprzedaż nowych domów w USA wzrosła o 2,7 proc., ale ten segment rynku nieruchomości stanowi 15 proc. całości i ma mniejszy wpływ na jego kondycję. Bardzo ponurym prognostykiem za to był podany przez Fed Chicago indeks aktywności przemysłu wytwórczego na środkowym zachodzie. Obniżył się on aż o 2,7 proc., a szczególnie dotkliwy był spadek w przemyśle samochodowym, który opadł o 5,4 proc. do najniższego poziomu od 1966 r  i ponownie odżyły, tym razem poparte słabymi danymi, obawy o zakres spowolnienia gospodarczego w Stanach Zjednoczonych.

W tej atmosferze indeksy na Wall Street rozpoczęły od czerwonego koloru. Popyt wraz upływem czasu podjął walkę i udało się mu wyprowadzić główne indeksy na plusy, jednak w końcówce wyraźnie oddał pole. Inwestorzy zachowują asekuracyjną postawę przed, jak się wydaje, decydującymi i rozstrzygającymi dniami dla  koniunktury giełdowej w najbliższych tygodniach. W efekcie Down Jones spadł o 2,4 proc., a S&P500 o ponad 3 proc. W składzie najbardziej prestiżowego indeksu DJ największą zniżkę zanotował General Motors o więcej niż 8 proc. Inwestorzy coraz bardziej niepokoją się o szanse na przetrwanie gigantów z Detroit. Biały Dom zapewnia o rozmowach jakie prowadzi z przedstawicielami tej branży, odnośnie możliwości wykorzystania części środków z programu TARP, dla wspomożenia przemysłu samochodowego, ale proces ten jest dopiero w fazie przymiarek. Na drugim biegunie znalazł się gigant telekomunikacyjny Verizon, którego notowania podskoczyły o ponad 10 proc.

W środę FOMC podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych i rynek spekuluje o kolejnej obniżce o 25- 50 pkt. Niemniej jednak tego typu informacje, które na wiosnę wywoływały euforię dzisiaj nie robią tak dużego wrażenia na inwestorach. Bez porównania ważniejszy będzie czwartkowy pierwszy odczyt PKB USA za III kw. Wydaje się, że kondycja amerykańskiej gospodarki w poprzednim kwartale zdecyduje o nastrojach na światowych rynkach w najbliższych tygodniach. Oczekuje się, że skurczenie gospodarki wyniesie 0,5 proc. Jeśli odczyt będzie powyżej tej wartości to znacznie wzrosną nadzieje na dłuższe odbicie. Wartość większa niż minus 1 proc. spowoduje pogłębienie spadków pod koniec tygodnia.

GPW po wczorajszej dobrej sesji i lepszym notowaniom w Azji powinna rozpocząć handel od zwyżek. Na akcjach firm surowcowych może pojawić się chęć realizacji poniedziałkowych zysków, tym bardziej, że sprzedający mają argument w postaci wyraźnej przeceny tego sektora za Atlantykiem, ale wyhamowująca deprecjacja cen metali i ropy będzie ograniczyć ich determinację. A zatem, przed bykami otwiera się spora szansa na przejęcie inicjatywy przynajmniej przez najbliższe dwa dni.