Na starcie dzisiejszych notowań, inwestujących nad Wisłą WIG20 powitał stratą całego swojego wtorkowego dorobku. Żmudna praca kupujących w jednej chwili została zniweczona. Krajowe blue chipy, na „dzień dobry” zleciały w dół o 2,35 proc., pokonując z hukiem barierę 1,8 tys. pkt. Kiedy sytuacja zaczęła się stabilizować, argumenty kupującym całkowicie odebrała decyzja Narodowego Banku Węgier. Od godz. 11-tej WIG20 toczył się coraz szybciej po równi pochyłej. Na finiszu było jeszcze gorzej, bo Wall Street na otwarciu poszła ostro w dół. WIG20 stracił ostatecznie 7,6 proc.
Oprócz rynku akcji, podaż atakowała również rynek surowców. Cena miedzi, notowana na giełdzie metali w Londynie, zjechała w trakcie sesji na GPW z ponad 4,4 tys. USD za tonę do nieco ponad 4,2 USD za tonę. Coraz tańsza jest również ropa naftowa. Kontrakty terminowe na ten surowiec są najniżej od blisko 13 miesięcy. Tuż po zakończeniu sesji na Książęcej za jedną baryłkę ropy naftowej notowanej na Nymex trzeba było zapłacić około 68 dolarów.
Za tak głęboką przecenę WIG20 odpowiada przede wszystkim KGHM oraz dwa największe polskie banki. Na fali taniejącej miedzi lubiński koncern miedziowy staniał o 10,3 proc. Za jedną akcję KGHMU płacono już tylko 22,2 zł (najmniej od ponad 3 lat!). Wśród sektora finansowego fatalnie wypadł bank Pekao SA, który zanurkował o 9,8 proc. Tak głęboka przecena była zupełnie nieuzasadniona, uwzględniając chociażby notowania jego głównego akcjonariusza, włoskiego Unicredit. Inwestujący w Mediolanie przecenili akcje tamtejszego banku o około 6 proc. W nieco lepszej sytuacji znalazł się państwowy PKO, który staniał o 6,4 proc. Cóż, w jego przypadku można doszukać się pocieszenia. Niedoszły partner PKO, węgierski OTP odnotował „tylko” 5,9 proc. przecenę.
Na parkiet trafiła dzisiaj informacja, że Wiener Boerse kupi większościowy
pakiet akcji giełdy w Pradze. Giełda we Wiedniu była faworytem rywalizacji o
przejęcie kontroli nad operatorem czeskiego rynku akcji. GPW również złożyła
ofertę, ale poza oficjalnym przetargiem, bo nie spełniała jego podstawowego
wymogu, bycia spółką prywatną. Ludwik Sobolewski, prezes warszawskiej GPW
powiedział, że „przejęcie giełdy praskiej przez wiedeńską może doprowadzić do
jej upadku.” A jeszcze niedawno szef giełdy w Pradze, Petr Koblic, stwierdził że
„…GPW w Warszawie byłaby - najgorszym z dających się wyobrazić - właścicielem
czeskiej giełdy.