GieŁda Rybna firma miała niższą sprzedaż od zeszłorocznej, ale zarobiła na niej więcej. Po pierwszym półroczu ma prawie 2 mln zł zysku netto.
Spółka, która powoli wychodzi z problemów operacyjnych i finansowych, ma za sobą najgorszy kwartał w roku, czyli okres kwiecień-czerwiec.
— Jest dobrze. Jestem bardzo zadowolony z wyników — nie kryje Leszek Stypułkowski, prezes Wilbo.
Jest zadowolony, mimo że w pierwszym półroczu spółka miała 73 mln zł przychodów, czyli o 10 mln zł mniej niż w porównywalnym okresie przed rokiem.
— Ale 80 proc. tej różnicy przypada na pierwszy kwartał, kiedy jeszcze restrukturyzowaliśmy portfel zamówień, rezygnując z tych, które były nierentowne. W drugim kwartale sprzedaż była tylko o 2 mln zł niższa od zeszłorocznej. Z kolei w trzecim kwartale przychody powinny być wyższe w porównaniu z 2007 r. — wyjaśnia Leszek Stypułkowski.
Podkreśla jednak, że jego firma koncentruje się przede wszystkim na rentowności biznesu. Ta wzrosła w minionym kwartale, choć widać to dopiero po „oczyszczeniu” wyników z transakcji jednorazowych. W zeszłym roku na zysku netto osiągniętym w drugim kwartale zaważyła sprzedaż nieruchomości. Gdyby nie ona, zamiast 7,2 mln zł zysku Wilbo miałoby 5 mln zł straty. Tymczasem w tym roku drugi kwartał zamknął się 116 tys. zł zarobku. W całym 2008 r. Firma chce mieć 3 mln zł zysku netto.