Przetwórca ryb sprzedał zadłużoną spółkę. Redukuje załogę i rozmawia z bankami o finansowaniu.
Nowy zarząd Wilbo pracuje nad wyprowadzeniem firmy na prostą. Wczoraj udało mu się sprzedać nierentowną spółkę zależną Proryb, specjalizującą się w rybach wędzonych i marynatach.
— Dla Wilbo oznacza to odzyskanie 5 mln zł należności od Prorybu przy zagwarantowaniu dalszej współpracy — podkreśla Tomasz Konewka, od czerwca prezes Wilbo.
Proryb został przejęty w lutym 2010 r. jako firma nierentowna. Ówczesny zarząd Wilbo miał pomysł na jej uzdrowienie. Nie wyszło.
— Od przejęcia do czerwca 2011 r. Proryb poniósł 3,4 mln zł straty na sprzedaży i 3,6 mln zł straty netto. Zadłużenie sięga 13,6 mln zł — wylicza Tomasz Konewka.
Proryb został sprzedany za 14,2 tys. zł szwajcarskiemu Insel Holding. Będzie nadal produkował na potrzeby Wilbo, a wyroby trafią do sprzedaży pod marką Neptun.
— Nie planujemy sprzedaży kolejnych aktywów — twierdzi prezes.
Restrukturyzacja obejmuje też sferę personalną. Wilbo redukuje zatrudnienie, by na koniec roku w grupie pracowało 400 osób (na koniec maja było 470). Trwają też prace nad zapewnieniem firmie finansowania.
— Jesteśmy po rozmowach z bankami, mamy też zgodę walnego na emisję obligacji na maksymalnie 12 mln zł — podkreśla Tomasz Konewka.
Spółka chce przywrócić rentowność sprzedaży.
— Zamierzamy też mocniej wejść w segment ryby mrożonej, ryby świeżej oraz segment horeca [hotele, restauracje i catering — red.] — mówi prezes.
W pierwszym półroczu 2011 wypracowało 82 mln zł przychodów i poniosło 12,3 mln zł straty netto.