Wilbo zarabia też na boku

Michał Śliwiński
opublikowano: 2001-02-06 00:00

Wilbo zarabia też na boku

Władysławowski przetwórca ryb i owoców morza, spółka Wilbo, jak wynika z opublikowanych dla GUS danych, zarobił w 2000 r. ponad 5 mln zł. Jest to na pewno pozytywny sygnał, należy jednak wziąć pod uwagę, że blisko 40 proc. zeszłorocznego zysku pochodziło ze środków przekazanych w zarządzanie jednemu z funduszy inwestycyjnych.

Spółka znacząco poprawiła poziom przychodów, które wyniosły 201 mln zł, podczas gdy rok wcześniej ich wartość osiągnęła poziom około 155 mln zł. W istotny sposób wzrósł także zysk netto, z 3,07 do 5,03 mln zł.

Oceniając wynik finansowy spółki, trzeba wziąć pod uwagę, że spółka cały czas posiada środki z publicznej emisji, które ulokowała w CA IB. W maju zeszłego roku środki te, wysokości 18,5 mln zł, zostały przetransferowane z Asset Managementu do funduszu dywidendowego CA IB. Pod koniec grudnia aktywa zostały z kolei przekonwertowane do funduszu inwestycyjnego otwartego rynku pieniężnego. Wartość wpływu za rok 2000 z tytułu inwestycji środków w CA IB można szacować na ponad 2 mln zł.

Wilbo zmienia swoją strukturę sprzedaży, w której systematycznie spada udział konserw rybnych na korzyść mrożonek. Spółka zaangażowała spore środki na wypromowanie swojego nowego produktu, którym są marynaty firmowane znakiem towarowym Neptun. Na razie wartość sprzedaży marynat jest niewielka. Z kolei nakłady marketingowe związane z Neptunem w istotny sposób wpłynęły na osiągnięte wyniki finansowe.

— Wyniki Wilbo za 2000 rok uważam za bardzo dobre, zwłaszcza na tle całej branży. Spółka stara się wejść z nowym produktem, jakim są marynaty, ale w tym segmencie jest bardzo duża konkurencja i ciężko będzie się wcisnąć pomiędzy Big Fisha i Lisnera — twierdzi Bogna Sikorska, analityk CDM Pekao SA.

Podstawowym rynkiem zbytu dla wyrobów spółki jest rynek krajowy i jedynie w przypadku konserw rybnych kilkanaście procent produkcji trafia do Czech, Rumunii i na Węgry.