Rozwleczona na cały świat z Chin nowa broń biologiczna tyle czasu potrzebowała u nas do przeniesienia się na wyższy poziom. Statystycznie potwierdziła swoją zabójczą skuteczność. Naturalnym punktem odniesienia dla nierozpoznanej jeszcze zarazy jest swojska grypa. W sezonie zachorowań zapada na nią w Polsce kilkaset tysięcy osób, spośród których umiera najwyżej kilkadziesiąt — czyli drobna cząstka promila. Tymczasem śmiertelność COVID-19 według stanu z 12 marca bliska jest 2 proc. (jedno zejście na ponad 50 potwierdzonych zachorowań), statystyki światowe wskazują na 3 proc., zatem koronawirus znacznie rzadszy od grypowego okazuje się groźniejszy aż stukrotnie.

Kropelkowe zachorowanie na COVID-19 bezdyskusyjnie jest zatem pechem i zarazem dramatem. W tym kontekście należy postrzegać wszystkie przedsięwzięcia i decyzje obronne — od podejmowanych przez rządzących państwami do indywidualnych zachowań ludzkich. W Polsce za najgroźniejsze uznane zostały najbliższe dwa tygodnie. Do końca marca — to termin optymistyczny — życie publiczne przechodzi w stan letargu. To bardzo ciężka próba społeczna, wystarczy postawić jedno pytanie retoryczne: jak przekonać dzieci i młodzież, że dwutygodniowe zawieszenie zajęć to nie nadprogramowe, luzackie koronaferie…