Wisła jak Missisipi

Kamil Kosiński
opublikowano: 22-02-2007, 00:00

Amerykański sport, amerykański sponsor, amerykańskie dziewczyny. Polska tradycja. I w końcu polski sukces.

Koszykarki Wisły Can-Pack pokonały 13 grudnia 2006 r. w Moskwie tamtejszego Spartaka Region 65:78. Zupełna niespodzianka. Zarówno dlatego że pierwsze spotkanie obu drużyn w rozgrywkach Euroligi zakończyło się zwycięstwem moskwianek 72: 58, jak i dlatego, że była to w ogóle pierwsza porażka Spartaka w tej edycji Euroligi.

— Odbiła się echem w Rosji. Z rozmów z naszymi handlowcami wynikało, że wzrósł poziom uznania dla Can-Packu — zapewnia Jerzy Sarna, wiceprezes krakowskiej firmy, tytularnego sponsora koszykarek Wisły.

Tym samym osiągnięto jeden z głównych celów zaangażowania firmy w finansowanie sportu wyczynowego.

— Nie działamy na rynku towarów dla klientów indywidualnych. Produkujemy puszki na środki chemiczne i napoje oraz kapsle i nakrętki do butelek. Dlatego nasza marka jest stosunkowo mało znana. Współpracę z renomowanym klubem o pięknej historii i perspektywach na przyszłość nawiązaliśmy po to, aby to zmienić. Nawet w segmencie business to business nie można na dłuższą metę działać, kiedy znają cię tylko kontrahenci. Jeśli przekroczy się pewien próg wielkości, postrzeganie marki przez ludzi niezwiązanych z tym biznesem też okazuje się istotne — wyjaśnia Jerzy Sarna.

Uczciwość popłaca

Wisła należy do najbardziej utytułowanych zespołów polskiej żeńskiej koszykówki. W latach 1963-1988 wiślaczki nie stanęły na podium mistrzostw Polski tylko dwa razy. Zdobyły 17 tytułów mistrzyń Polski, a w 1970 r. wicemistrzostwo Europy. Jednak sytuacja drużyny, w którą w 2003 r. zainwestował Can-Pack, przedstawiała się zupełnie inaczej. Lata chwały stanowiły odległą przeszłość, a zespół bronił się przed degradacją do drugiej ligi. Mimo to Can-Pack postawił na żeński basket, chociaż dostawał propozycje sponsorowania innych drużyn. Koszykówka mężczyzn, hokej, piłka ręczna, siatkówka, piłka nożna. Ta ostatnia odpadła pierwsza. I nie tylko dlatego że ciężar utrzymania zespołu jest nieporównywalnie większy niż w innych dyscyplinach.

— Podstawowym celem naszego związku ze sportem miało być wypromowanie marki. A atmosfera wokół piłki nożnej od dłuższego czasu nie jest dobra i wejście w obszar, w którym mimowolnie można stać się uczestnikiem niechlubnych wydarzeń, uznaliśmy za zbyt ryzykowne — tłumaczy Jerzy Sarna.

Inni też odpadali. Z różnych powodów. Niekiedy propozycja sprowadzała się do „dajcie pieniądze i do niczego się nie wtrącajcie”.

— Zdarzyło się, że przedstawiciel klubu siatkarskiego zdziwił się, że oczekujemy zagwarantowanych w umowie instrumentów kontroli wydawania pieniędzy. Dlatego nie widziałem sensu dalszych rozmów — wspomina Jerzy Sarna.

Wisła nie miała takich oporów.

— Podpisywane przeze mnie rachunki kontrasygnuje przedstawiciel Can-Packu. Nie stanowi to dla mnie problemu. Wręcz przeciwnie. To wentyl bezpieczeństwa, gwarancja dobrej współpracy — podkreśla Ludwik Miętta-Mikołajewicz, prezes Towarzystwa Sportowego Wisła.

Can-Pack nie wtrąca się w pracę trenera. Nie ustala składu. Chce tylko mieć kontrolę nad tym, jak wydawane są pieniądze przekazywane klubowi w ramach umowy sponsorskiej. Co roku ustala się budżet sekcji z rozbiciem wydatków na poszczególne miesiące. Dodatkowo, każdy wydatek nieuwzględniony w planie — a wynikający z jakichś specjalnych okoliczności — musi zaaprobować sponsor. Wszystko jak w dobrze zarządzanej firmie.

Rodem ze Stanów

Można by rzec, amerykańskiej, bo właściciele Can-Packu (P&F Holding) pochodzą zza oceanu. Z Can-Packiem Wisła stawała się zaś coraz bardziej amerykańska. Kiedy producent puszek zaczynał współpracę z klubem, grała w nim jedna zawodniczka z amerykańskiej ligi WNBA. Teraz występują trzy. Dzięki porozumieniu Can-Packu z lokalnym dilerem w czasie pobytu w Polsce korzystają one z fordów focusów — aut, których marka jest symbolem amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego. Od tego sezonu stroje i piłki dostarcza klubowi firma Spalding. Ta sama, której piłka jest od 1983 r. oficjalną piłką ligi NBA. I to chyba najlepszy przykład ewolucji organizacyjnej żeńskiego basketu Wisły po zaangażowaniu się w sekcję Can-Packu. Bo Spalding ubrał drużynę za darmo. Będąca wcześniej dostawcą Wisły amerykańska firma Nike tylko część wyrobów przekazywała w barterze. A jeszcze w 2003 r. Wisła zaopatrywała się w polskiej firmie P&J Sport z Tczewa i za wszystko musiała płacić.

— Nikt nie chce się promować przez drużynę z ogona tabeli. Jeśli zespół gra o mistrzostwo Polski i pokazuje się w Eurolidze, to producenci sprzętu inaczej patrzą na umowy z takim klubem. Dlatego pozyskanie stabilnego sponsora, jakim jest Can-Pack, było wielkim sukcesem. Otworzyło kolejne drzwi — zauważa Ludwik Miętta-Mikołajewicz.

Sportowe sukcesy przyszły dość szybko. Już w drugim sezonie. Pierwszy firma potraktowała jako przetarcie szlaku. Zabezpieczyła podstawowe potrzeby sekcji, ale nie oczekiwała sukcesów. Chciała rozejrzeć się, jak takie sportowe przedsięwzięcie działa w praktyce. Wiślaczki zajęły piąte miejsce w lidze. W drugim sezonie postawiono konkretny cel: miejsce na podium. Udało się. Wicemistrzostwo Polski i występy w Eurolidze. W sezonie 2005/06 Wisła miała być najlepsza w kraju. Cel osiągnęła. W Eurolidze, jak rok wcześniej, odpadła jednak na początku fazy play-off.

To dopiero początek

— To pewnego rodzaju niedosyt. Ale wygrany mecz ze Spartakiem wskazuje, że drużyna ma możliwości. Brakuje jej doświadczenia. Trzeba lepiej poznać sposób gry zespołów z zagranicy. Na to potrzeba czasu. A my nie zaangażowaliśmy się w sport, by po jednym czy dwóch sezonach zrezygnować — zapewnia Jerzy Sarna.

Pozostaje poczekać do następnego sezonu. Może wtedy koszykarkom spod Wawelu nie tylko uda się wyjść z grupy w Eurolidze, ale także przejść przynajmniej pierwszą rundę rozgrywek systemem pucharowym. Zobaczymy.

Przypadkowa zbieżność barw

Tytularny sponsor, zawodniczki, samochody, stroje. Nie tylko to łączy sekcję żeńskiej koszykówki krakowskiej Wisły z USA. Tak się złożyło, że historyczne godło klubu jest utrzymane w tych samych barwach co amerykańska flaga. Nawet biała gwiazda kojarzy się z gwiazdami symbolizującymi amerykańskie stany lub z samotną gwiazdą Teksasu.

Męska legenda żeńskiego basketu

Osobą, która namówiła Can-Pack do współpracy z sekcją żeńskiej koszykówki Towarzystwa Sportowego Wisła, jest prezes klubu Ludwik Miętta-Mikołajewicz. Przygodę z kobiecym basketem rozpoczął w 1956 r. Jako trener zdobył 14 tytułów klubowego mistrza Polski. Przez 15 lat prowadził też reprezentację narodową, z którą w 1980 i 1981 r. zdobył wicemistrzostwo Europy. Po zakończeniu kariery trenerskiej został komisarzem międzynarodowej federacji koszykówki, czyli osobą nadzorującą pracę sędziów. To dość nietypowe, bo na to stanowisko powoływani są z reguły byli sędziowie.

Dzięki mawiązaniu w 2003 r. kontaktów z Can-Packiem on i jego ukochany klub znów mogą prezentować najnowsze trofea.

Czekając na tytuł

18

Dzięki zaangażowaniu finansowemu Can-Packu po tylu latach koszykarki Wisły ponownie zdobyły mistrzostwo Polski.

Pół roku tam, pół roku tu

W rozgrywkach Euroligi klub ma prawo wystawić dwie zawodniczki spoza Europy. W polskiej lidze mogą grać trzy. Tyle Amerykanek występuje w Wiśle Kraków. Anna DeForge jest jedną z nich. Gra jednocześnie w lidze WNBA. To możliwe, gdyż rozgrywki w Stanach Zjednoczonych prowadzone są latem, a w Europie zimą.

Wiceprezes na trybunach

Pracownikom, którzy na początku sezonu zadeklarują chęć regularnego bywania na meczach, Can-Pack funduje karnety. Spośród członków zarządu halę Wisły najczęściej odwiedza Jerzy Sarna, wiceprezes odpowiedzialny za marketing. Od rozpoczęcia współpracy z Wisłą opuścił tylko dwa mecze rozegrane w Krakowie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu