Wittchen szuka okazji do przejęć w Rosji i na Ukrainie

Magdalena Laskowska
opublikowano: 2008-04-16 00:00

Sprzedawca luksusowej galanterii potrzebuje pieniędzy na rozwój poza krajem. Dlatego za rok liczy na 50-60 mln zł z giełdy.

Przyszłoroczny debiut na giełdzie umożliwi spółce zagraniczną ekspansję

Sprzedawca luksusowej galanterii potrzebuje pieniędzy na rozwój poza krajem. Dlatego za rok liczy na 50-60 mln zł z giełdy.

W przeszłości uznawany za niemiecki lub angielski brand polski Wittchen, oferujący elegancką galanterię skórzaną, planuje debiut w przyszłym roku na warszawskiej gieldzie. Dlaczego? Marka stała się na tyle rozpoznawalna, że jej właścicielowi nie przeszkadzają już internacjonalne skojarzenia, więc Wittchen chce silniej działać poza krajem.

Kierunek Wschód

— Bardziej liczymy na Wschód, bo w Rosji czy na Ukrainie dopiero zaczynają powstawać centra handlowe. To jest odpowiedni moment, żeby tam zaistnieć — mówi Jędrzej Wittchen, prezes i właściciel spółki.

Za granicą spółka chce rozwijać się nie tylko organicznie.

— Chcemy przejmować sieci kilkunastu sklepów różnych branż. Jedynym kryterium ich oceny będą lokalizacje, bo sklepy opatrzymy naszym szyldem — informuje Jędrzej Wittchen.

Problem w tym, że takich sieci spółka jeszcze nie znalazła, choć od dwóch lat bada zagraniczne rynki.

— Dzięki upublicznieniu staniemy się bardziej rozpoznawalni i wiarygodni dla kontrahentów i wtedy właścicele prestiżowych sieci sami się do nas zgłoszą — mówi Jędrzej Wittchen.

Z giełdy spółka chce zebrać 50-60 mln zł.

Zagraniczny debiut Wittchen dawno ma już za sobą. W Rosji prowadzi kilkanaście, a na Ukrainie pięć franczyzowych sklepów. Od wielu lat sprzedaje produkty w Niemczech, Anglii i Francji w sklepach multibrandowych. W kraju spółka ma 45 własnych, jej oferta jest też dostępna w ponad 100 multibrandowych.

— Polski rynek jest już prawie nasycony, dlatego postanowiliśmy wejść na giełdę i dynamiczniej działać poza krajem — wyjaśnia prezes.

W 2007 r. spółka miała 60,8 mln zł przychodów ze sprzedaży i 6,4 mln zł zysku netto. Prognozy finansowe na ten rok wynoszą 74,7 mln zł i 8,3 mln zł. Ponad 15 proc. przynosi działalność zagraniczna.

Największym konkurentem Wittchena w kraju jest Ochnik z Garwolina. Spółka ma 29 sklepów w Polsce. Ubiegły rok zakończyła 31,5 mln zł obrotów i 2 mln zł zysku netto.

Pomocna dłoń

Wittchen, który kolekcje portfeli, toreb czy butów szyje w Chinach (ponad 50 proc.), we Włoszech i w Polsce, zaczynał działalność w 1990 r. od importu z Azji.

— Na początku miałem wielki problem z wzięciem kredytów. Pieniądze na rozwój firmy pożyczałem od rodziny i znajomych. Od kilku lat nie mam już takich zmartwień — przekonuje Jędrzej Wittchen.

Po tych doświadczeniach wraz z Maciejem Grabskim z Wirtualnej Polski i Maciejem Dudą z Polskiego Koncernu Mięsnego stworzył Business Angel SeedFund (BAS), fundusz kapitału zalążkowego, który pomaga rozwijać się firmom nowych technologii. BAS finansuje, wspiera doświadczeniem i kontaktami, pomaga w budowie i realizacji strategii oraz zapewnia pomoc prawną.

Okiem analityka

Rafał Salwa, niezależny analityk

Dobra decyzja

Wejście na rynek publiczny pomoże Wittchenowi zbudować zagraniczną sieć. Spółka powinina skupić się na rozwoju w Rosji i Ukrainie oraz krajach UE. Uzyskane z publicznej emisji akcji pieniądze powinny wpłynąć na wzrost sprzedaży. Giełda to dobra decyzja Wittchena, zwłaszcza że firmy handlujące dobrami luksusowymi, które Wittchen ma w ofercie, są bardziej odporne na słabą koniunkturę. Wynika to z tego, że zamożne osoby żyją na ponadprzeciętnym, wysokim poziomie.