Wjechali do Europy

Marek Nocny
19-01-2006, 00:00

Z ponad 40 państwowych Pekaesów przetrwało kilka. Wśród nich PKS Gdańsk-Oliwa — dziś jeden z najprężniejszych przewoźników pomorskich.

— Gdy w 1993 r. objąłem kierownictwo firmy, była ona na skraju bankructwa. Jej majątek stanowiły zaniedbane warsztaty, place i przestarzały, bardzo awaryjny tabor, głównie wyeksploatowane jelcze i liazy — wspomina Rafał Olszewski, prezes PKS Gdańsk-Oliwa.

Nowy szef zaczął restrukturyzację. Zmniejszył zatrudnienie i znalazł dla taboru zajęcie: przewozy z Polski do Rosji i państw WNP.

— W drugiej połowie lat 90. niewielu krajowych przewoźników miało odwagę wozić ładunki w tym kierunku. Podjęliśmy wyzwanie i okazało się to nie tylko bardzo intratne, ale także przyniosło jeszcze rozgłos. To nasze ciężarówki dotarły z — organizowaną przez Janinę Ochojską i jej Polską Akcję Humanitarną — pomocą dla mieszkańców ogarniętej wojną Czeczenii. Wraz z Caritasem woziliśmy też pomoc do Sarajewa — opowiada Rafał Olszewski

W 1995 r. spółka została sprywatyzowana. Udało się zagospodarować należące do niej nieruchomości. Na atrakcyjnie położonym terenie dawnej bazy przy ul. Kołobrzeskiej w Gdańsku dziś mieści się hipermarket budowlany — po prostu spółka wynajęła zbędne pomieszczenia w gruntownie zmodernizowanym siermiężnym biurowcu z lat 60. Ciężarówki z centrum miasta przeniosły się do bazy przy drodze krajowej nr 7 i rafinerii Grupy Lotos — jednego z najważniejszych klientów spółki.

Rafał Olszewski przed przyjściem do PKS w Oliwie pracował w branży budowlanej jako kierownik robót wysokościowych.

— Nie miałem doświadczeń z branżą transportową i może dzięki temu patrzyłem na ten biznes inaczej niż wielu ówczesnych szefów firm transportowych, którzy działali w ciasnych ramach gospodarki planowej. Może dlatego moja firma przetrwała najgorsze chwile i mogła się rozwinąć — zastanawia się prezes.

Pieniądze ze sprzedaży i dzierżawy nieruchomości w większości poszły na inwestycje. Jelcze i liazy zostały zastąpione przez nowoczesne maszyny. Dziś ciągniki i naczepy — w większości marki DAF — mają średnio po 3,5 roku.

— Tylko w ubiegłym roku kupiliśmy dwadzieścia nowych zestawów. Stałą wymianę taboru wymusza konkurencja i klienci, którzy określają, jakie wymagania techniczne muszą spełniać nasze samochody — mówi Rafał Olszewski.

Najpierw ludzie

Wzrost przewozów i zwiększenie taboru przełożyły się na zatrudnienie. Na początku lat 90. pracowało w firmie prawie 200 osób, po głębokiej restrukturyzacji zostało 70, teraz jest ich 171.

— Pracownicy to największy kapitał firmy, bo od ich umiejętności zależy, czy samochód i ładunek bezpiecznie i w terminie dotrą do celu — podkreśla prezes Olszewski.

Firma motywuje ludzi, m.in. wybierając kierowcę roku, który — jak ostatnio Jerzy Walaszkowski — otrzymuje dyplom i nagrodę finansową. Tak samo dużo jak od innych prezes wymaga jednak i od siebie.

— Kierowania firmą transportową, działającą na międzynarodową skalę, nie można zamknąć w ośmiu godzinach. To przekłada się na życie rodzinne i publiczne. Z tego powodu wycofałem się m.in. z polityki — wyznaje Rafał Olszewski.

Dobry, trudny rok

Miniony rok był dla PKS Gdańsk-Oliwa wyjątkowy. Dzięki wejściu Polski do Unii Europejskiej może szybciej pokonywać granice państw i konkurować na unijnym rynku. Obecnie większość przychodów spółki pochodzi z przewozów na szlakach z Polski do Niemiec, Holandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Pojawiły się też problemy dotykające zresztą całego sektora transportu drogowego w Polsce: mocny złoty, wzrost cen paliw, nowe opłaty za przejazdy niemieckimi autostradami, wzrost wynagrodzeń kierowców i spadek cen frachtów, wywołany rosnącą konkurencją wewnętrzną. A i to nie wszystko, co analizuje się w PKS Gdańsk-Oliwa, decydując o przewozie ładunku.

— W transporcie liczy się nie tylko to, za ile i na jaki dystans wiezie się ładunek, ale także — ile będzie kosztował dojazd do załadowcy i jakie są szanse na ładunek powrotny. Dopiero to wszystko decyduje, czy kurs się opłaca — wyjaśnia prezes Olszewski.

Nie tylko przewozy

Z usług przewozowych pochodzi 40 proc. przychodów spółki. Zajmuje się ona także spedycją i rezerwacją miejsc na pokładach ładunkowych promów pasażersko-towarowych pływających po Bałtyku, Morzu Północnym i kanale La Manche. Zmiany na rynku przewozów powodują, że stale szuka nisz, które dałyby dodatkowe przychody.

— Chcemy zainwestować w turystykę. Rośnie liczba turystów krajowych i zagranicznych na Pomorzu, więc zdecydowaliśmy o gruntownej modernizacji w 2006 roku naszego ośrodka wczasowego na Kaszubach i będziemy wynajmowali miejsca noclegowe — zapowiada Rafał Olszewski.

Firma nie zrezygnuje z inwestycji w podstawową działalność. W tym roku chce wymienić co najmniej 10 proc. pojazdów i wprowadzić rozwiązania teleinformatyczne, które ułatwią zarządzanie taborem, a przede wszystkim usprawnią kontakty z klientami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Nocny

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wjechali do Europy