Włoch wyśle w świat naszą wołowinę

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-05-21 00:00

Polskie mięso może konkurować z argentyńskim jak równy z równym. Przekonam o tym Europę — zapowiada Romano Pini, właściciel Pini Beef

Mają ubojnię trzody chlewnej, przetwarzają mięso czerwone, produkują plastrowane mięso, próbują też sił w restauracyjnym biznesie. Mowa o włoskiej rodzinie Pini, która nad Wisłą zainwestowała setki milionów złotych. Romano Pini, jeden z braci-biznesmenów, chce być ambasadorem polskiej wołowiny. Zabiera się za to w czasach, gdy Polacy jedzą śladowe ilości tego mięsa. Według danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, Kowalski kupi w tym roku 1,7 kg wołowiny. W ubiegłym roku było to 1,6 kg.

MISJA:
MISJA:
Romano Pini (na zdjęciu z zespołem Pini Beef) nie dziwi się, że Polacy odeszli od wołowiny. Włoski przedsiębiorca chce ich z powrotem przekonać do tego mięsa — poprzez własne restauracje i sklepowe półki.
Marek Wiśniewski

— Nie dziwię się, że Polacy jedzą tak mało wołowiny. Niektórzy producenci zepsuli o niej opinię, sprzedając towar niskiej jakości. To paradoks, bo polska wołowina ma właśnie niesamowity smak. Ten smak jest w stanie spokojnie podbić nie tylko polskie, ale również europejskie stoły. I to jest właśnie nasze zadanie — opowiada Romano Pini. Przedsiębiorca uważa, że argentyńskie steki, synonim najlepszej wołowiny, wcale nie mają nad polskimi przewagi.

— Wypromowanie polskiej wołowiny jest oczywiście możliwe, ale wymaga bardzo dużych nakładów i czasu. W Polsce mało kto się za taką promocję brał, ale też należy pamiętać, że rynek nie znosi próżni. Wiele krajów europejskich jest znacznie bardziej rozwiniętych pod względem spożycia wołowiny i konkurencja jest tam spora — uważa Tomasz Kubik, prezes Zakładu Mięsnego Biernacki.

Najpierw Polska…

Włosi chcą promować polską wołowinę w sektorze horeca. Dwa lata temu Romano Pini kupił kawiarnie W Biegu Cafe. Zmienił szyld, wystrój i menu — do kawy dołożył m.in. wino i deskę wędlin z zakładów rodziny Pini. Ma takie lokale w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi i Sopocie. — Dużo nauczyliśmy się o tym, jak prowadzić biznes gastronomiczny. Teraz jesteśmy gotowi do 6-8 otwarć rocznie. Interesują nas duże miasta — zapowiada Romano Pini. Kawiarniane menu poszerzy się w tym roku o burgery z mięsem produkowanym w Końskowoli. Pini Beef kupiło ten upadły zakład jesienią 2013 r. — W tym roku ubijemy 200 tys. sztuk. Dodatkowo inwestujemy w konfekcjonowanie mięsa — kończymy dostawianie linii za około 30 mln zł. Dzięki temu wejdziemy na rynek z porcjowanymi elementami kierowanymi bezpośrednio do klientów detalicznych — zapowiada Romano Pini. Romano Pini tłumaczy, że polskie mięso jest w inny sposób hodowane i pochodzi z młodszych sztuk, co stanowi o jego przewadze. — Kluczowa jest jednak uczciwość sprzedawcy wobec restauratora, który zazwyczaj nie jest w stanie rozpoznać, czy zamówiona polędwica z jałówki jest nią rzeczywiście, czy nie jest polędwicą z krowy — mówi biznesmen.

…potem Europa

Romano Pini zabiera się za edukację. Pierwszy pomysł to szkolenia dla pracowników gastronomii. Podczas nich Włosi będą uczyć, jak rozpoznać dobre mięso. Drugi to sieć restauracji pod szyldem Pini Beef, która będzie serwować wołowinę z najwyższej półki i — jak zapewnia — podkreślać, że jest to mięso z Polski. Biznes restauracyjny będzie kolejną nogą biznesową, która rozkręci sprzedaż wołowiny z Końskowoli do restauracji i sklepów na całym świecie. — W przyszłym tygodniu otwieramy restaurację w Galerii Mokotów. Planujemy 6-8 otwarć rocznie, nie tylko w Polsce, ale w stolicach Europy. Obecnie eksportujemy do 28 krajów. W naszym interesie jest również promowanie spożycia polskiego mięsa, a nigdzie indziej nie zrobimy tego lepiej niż we własnej restauracji — uważa Romano Pini.

OKIEM EKSPERTA
Australia dała przykład

WITOLD CHOIŃSKI, prezes Związku Polskie Mięso

Jedna restauracja w kraju europejskim nie zmieni wizerunku polskiego mięsa, ale jako jeden z elementów budowania strategii rozwoju ma szanse powodzenia. Polska wołowina może nie jest w stanie konkurować z argentyńską, ale szanse na większą karierę zdecydowanie ma. Problemem branży jest to, że nie wypracowała sobie marki, zresztą nie tylko w wołowinie, ale również wieprzowinie.

Jako że handlujemy mięsem bezmarkowym, konkurujemy ceną, co nie sprzyja rozwojowi sektora, choć jakością moglibyśmy sporo powalczyć, bo nie odstępuje od europejskiej. Powodem takiej pozycji naszej wołowiny jest brak odpowiednich pieniędzy na promocję. Nasz fundusz promocji mięsa wołowego ma rocznie do dyspozycji 4-5 mln zł, Australijczycy wydają na promocję swojej wołowiny... kilkaset milionów dolarów. Z taką skalą nie możemy się więc równać.

OKIEM EKSPERTA
Australia dała przykład

WITOLD CHOIŃSKI, prezes Związku Polskie Mięso

Jedna restauracja w kraju europejskim nie zmieni wizerunku polskiego mięsa, ale jako jeden z elementów budowania strategii rozwoju ma szanse powodzenia. Polska wołowina może nie jest w stanie konkurować z argentyńską, ale szanse na większą karierę zdecydowanie ma. Problemem branży jest to, że nie wypracowała sobie marki, zresztą nie tylko w wołowinie, ale również wieprzowinie.

Jako że handlujemy mięsem bezmarkowym, konkurujemy ceną, co nie sprzyja rozwojowi sektora, choć jakością moglibyśmy sporo powalczyć, bo nie odstępuje od europejskiej. Powodem takiej pozycji naszej wołowiny jest brak odpowiednich pieniędzy na promocję. Nasz fundusz promocji mięsa wołowego ma rocznie do dyspozycji 4-5 mln zł, Australijczycy wydają na promocję swojej wołowiny... kilkaset milionów dolarów. Z taką skalą nie możemy się więc równać.

Z ziemi włoskiej do Polski

Romano Pini to jeden z trzech braci, zajmujących się mięsnym biznesem. Włoska rodzina ma już ponad 30-letnie doświadczenie w tej materii. Na początku rodzina miała Breasole Pini, zakład we Włoszech, produkujące wołową wędlinę — breasolę. W 1997 r. na Węgrzech uruchomiła Hungary Meat, ubojnię trzody chlewnej, mają też firmy w Słowacji i Rumunii. W Polsce pojawiła się w 2006 r. W 2010 r. ruszyła należąca do Piero Piniego Pini Polonia, później uruchomił Pini Hamburgera, a w tym roku Pini Polska.

Z ziemi włoskiej do Polski

Romano Pini to jeden z trzech braci, zajmujących się mięsnym biznesem. Włoska rodzina ma już ponad 30-letnie doświadczenie w tej materii. Na początku rodzina miała Breasole Pini, zakład we Włoszech, produkujące wołową wędlinę — breasolę. W 1997 r. na Węgrzech uruchomiła Hungary Meat, ubojnię trzody chlewnej, mają też firmy w Słowacji i Rumunii. W Polsce pojawiła się w 2006 r. W 2010 r. ruszyła należąca do Piero Piniego Pini Polonia, później uruchomił Pini Hamburgera, a w tym roku Pini Polska.