Włosi wjadą na polskie drogi

opublikowano: 28-12-2012, 00:00

Drogowa dyrekcja dostała zaledwie dwie oferty na budowę trasy z Torunia do Kowala. Obie poniżej kosztorysu

Cztery lata temu, kiedy ogłaszano przetargi na budowę autostrady z Torunia do Kowala, o zamówienie ubiegało się ponad 20 konsorcjów. Dziś inwestycję dokończyć chcą tylko dwa konsorcja. Przypomnijmy, że trasy nie były w stanie wykonać PBG z Hydrobudową (ogłosiły upadłość) oraz irlandzka SRB (zerwała kontrakty,bo nie mogła dorozumieć się z GDDKiA). Wczoraj drogowa dyrekcja otworzyła oferty w dwóch przetargach (Toruń — Brzezie oraz Brzezie — Kowal). Najtańsze propozycje — odpowiednio 450 i 608 mln zł — złożyło konsorcjum włoskich firm Salini oraz Impregilo i polskiej Kobylarni (zależnej od giełdowego Mirbudu). Tuż za nim — z cenami wysokości 500 oraz 643 mln zł — znalazło się konsorcjum Budimeksu, Strabaga i Moty Engil.

— Mówię: sprawdzam. Chcę przekonać się, czy drogowa dyrekcja, jak dotychczas, wybierzeoferty z najniższą ceną i konsorcjum bez doświadczenia w realizacji dużych autostradowych kontraktów w Polsce, czy też zdecyduje się na ceny nieco wyższe, ale proponowane przez firmy z dużym potencjałem wykonawczym, od lat działające na naszym rynku — komentuje Dariusz Blocher, prezes Budimeksu. Branżowi eksperci jednak podkreślają, że włoskie Salini jest dużą firmą. Ma portfel zamówień wart ponad 10 mld EUR. Jej ubiegłoroczne przychody to prawie 1,5 mld EUR, a EBITDA 182 mln EUR.

— Jednak w Polsce nie mają doświadczenia. Te ma wchodząca w skład konsorcjum Kobylarnia — podkreśla Wojciech Malusi, szef Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. Atutami Kobylarni są znajdujące się w pobliżu A1 wytwórnie mas bitumicznych oraz betonu. Trzeba jednak zaznaczyć, że spółka córka Mirbudu realizowała dotychczas lokalne kontrakty. Część specjalistów dziwi się, że tak mało firm ubiega się o kontrakt od dyrekcji, choć od miesięcy menedżerowie narzekają, że rynek budowlany zamiera.

— GDDKiA proponuje trudne warunki współpracy i większość ryzyka przerzuca na wykonawców. Straty, które przynoszą obecnie realizowane kontrakty, spowodowały, że niewiele firm jest w stanie finansowo udźwignąć nowe, duże zlecenia. Banki i firmy ubezpieczeniowe, które sparzyły się na nierentownych umowach drogowych, coraz bardziej restrykcyjnie podchodzą do finansowania — tlumaczy Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Tym dziwniejsze wydaje się, że w nowych przetargach na A1 firmy złożyły znacznie niższe oferty niż kosztorysy GDDKiA. Dyrekcja ocenia wartość prac odpowiednio na 713 oraz 870 mln zł (30-35 proc. wyżej od ofert wykonawców).

— To zaskakujące. Być może firmy przewidują aż tak głęboki dołek, że proponują bardzo niskie ceny — przypuszcza Wojciech Malusi.

— Nie patrzymy na kosztorysy dyrekcji. Przygotowujemy oferty na podstawie własnej analizy — podkreśla Dariusz Blocher. Przyznaje jednak, że oferta jego konsorcjum przewiduje jedynie „kilkuprocentowe marże”.

Niskim ofertom nie dziwi się GDDKiA.

- Obecnie średnia cena budowy 1 km drogi szybkiego ruchu w Polsce to ok. 10 mln Euro. Jest zbliżona do cen europejskich a jeszcze do niedawna budowano u nas drogi po najwyżej w Europie cenie. Był to skutek ograniczonej liczby podmiotów, które kreowały rynek, windując ceny.  Dzięki otwarciu rynku ( w 2008 r) ceny się urealniły i teraz jesteśmy w stanie wybudować drogi za 50-60 procent kosztorysów - twierdzi Urszula Nelken, rzecznik GDDKiA.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy