Włosi z niższym ratingiem

Marek Rogalski
opublikowano: 2014-12-08 19:24

Teoretycznie temat nie jest nowy, bo decyzja agencji S&P została opublikowana jeszcze w piątek wieczorem. Włochy otrzymały niższy rating – tym razem BBB- wobec BBB wcześniej, co uzasadniono obawami związanymi ze zbyt niskim wzrostem gospodarczym, oraz niskim poziomem konkurencyjności, co może rzutować na możliwość radzenia sobie z wysokim długiem.

 Zdaniem S&P włoska gospodarka może w przyszłym roku wzrosnąć zaledwie o 0,2 proc., a średnie tempo wzrostu w latach 2014-17 wyniesie 0,5 proc. 

Nerwowej reakcji na rynkach jednak nie było. Minęły już czasy, kiedy decyzje S&P potrafiły zatrząść notowaniami euro, a także rynkami długu.  Inwestorzy nie powinni jednak czuć się mocno. Bo pytanie, czy decydenci w Europejskim Banku Centralnym będą na tyle chętni, aby kupować włoski dług w ramach programu QE, który może zostać ogłoszony na jesieni. Tak naprawdę to sytuację Włoch należałoby za kilka miesięcy zestawić z innymi krajami PIIGS, także z Grecją, która ponoć robi postępy, tylko, że eksperci Troiki wciąż mają wątpliwości… Problem leży jednak gdzieś indziej – to Europa powinna wypracować sposób na wyjście z pętli gospodarczego marazmu i utrwalającej się zbyt niskiej inflacji. Głosów jak to zrobić, jest jednak tyle, ile ekonomistów…

Na rynku wspólnej waluty mamy teraz wyczekiwanie na publikacje oczekiwań przed czwartkowym przetargiem T-LTRO, czyli tanich pożyczek dla europejskich banków z ECB. Jednak tym razem Mario Draghi postawił twardy warunek, że środki mają zostać wykorzystane na rzeczywiste rozruszanie akcji kredytowej. Podczas pierwszej aukcji w październiku banki nie były zbyt chętne – zaciągnięto pożyczki na 82,6 mld EUR, chociaż zgłosiło się po nie aż 255 instytucji. Jak będzie teraz. Wydaje się, że kwoty poniżej 150 mld EUR będą odebrane jako rozczarowujące. Ciekawa może być natomiast reakcja rynku – mniejsze zainteresowanie T-LTRO, to większa skala QE? Czy to nie za pokrętna logika?

Europejska waluta była dzisiaj najchętniej kupowana w relacjach do NZD, AUD i CAD, ale to jest wynik bardziej słabości tamtejszych walut ze względu na taniejące surowce, a także oczekiwania względem polityki RBA, RBNZ (w tym przypadku mamy posiedzenie RBNZ w środę), a także BOC (teoretycznie Stephen Poloz nie był ostatnio zbyt „gołębi”, no ale surowce nadal ważą wiele). Na drugim końcu pozostawały EUR/JPY i EUR/GBP.

Natomiast na wykresie EUR/USD mamy próbę odreagowania ostatniej przeceny.  Powrotu ponad poziom 1,2280 nie należy jednak traktować jako sygnału do formacji 2B mogącej odwrócić trend. Sentyment jest pro-spadkowy, a rejon 1,2357 zbyt silnym oporem.