Włoskie nieba

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 26-10-2007, 00:00

Bogata kultura i wielowiekowa italska tradycja kusiła ją od zawsze. Gdyby, poza Polską, miała wybrać inne miejsce do życia, wskazałaby Włochy.

— Wracając z tegorocznego festiwalu w Wenecji, jeszcze w drodze na lotnisko szukałam baru, w którym mogłabym się napić ostatniego, włoskiego espresso z filiżanki — przyznaje autorka telewizyjnego programu „Kocham kino” Grażyna Torbicka.

Ale to tylko drobiazg z całego ciągu włoskich przyzwyczajeń i tęsknot.

Pierwsze kroki

Kiedy pod koniec lat 80. mężowi zaproponowano wyjazd naukowy do znajdującego się nieopodal Mediolanu małego miasteczka uniwersyteckiego Pawia — nie wahała się ani minuty.

— Choć wyjeżdżając, miałam pełną świadomość, że zostawiam TVP, w której pracowałam dopiero od dziesięciu miesięcy, nie miałam żadnych wątpliwości, podejmując tę decyzję — mówi Grażyna Torbicka.

Znalazła się w północnych Włoszech, w regionie Pianula Padana — w rozlewie rzeki Po, słynącym nie z pizzy i makaronów, ale z równie popularnego włoskiego risotto.

— Stamtąd, a dokładnie z Ferrary, pochodzi także Michelangelo Antonioni. I te jego filmy przepełnione klimatem mgły i tajemniczości, odzwierciedlają właśnie pogodę i atmosferę w tym regionie, szczególnie od stycznia do września — opowiada Grażyna Torbicka.

Przez pierwsze pół roku pobytu we Włoszech chłonęła dosłownie wszystko. Na lokalnym uniwersytecie uczyła się języka, którego wcześniej w ogóle nie znała.

— Po trzech, czterech miesiącach zaczęłam się zastanawiać i rozglądać, gdzie mogłabym odbyć jakiś staż zawodowy. I tak trafiłam do telewizji RAI — zdradza Grażyna Torbicka.

Wtedy też nawiązała kontakty zawodowe z „ludźmi Berlusconiego”, właściciela stacji i całego imperium medialnego. Obserwowała, jak działa telewizja komercyjna.

— Samego Berlusconiego osobiście poznałam na mediolanskim stadionie. Zaproszono mnie na mecz AC Milan, który grał chyba z Realem Madryt. Mecz… To było naprawdę wielkie przeżycie — tym bardziej dlatego, że jestem wielką fanką futbolu. Całe miasto wtedy zamiera. Pamiętam, że by zdążyć na czas, jechaliśmy na San Siro z eskortą policji — i to na sygnale — opowiada dziennikarka.

Przyjaciel stamtąd

Był rok 1995. Do Polski razem z nowym filmem „Po tamtej stronie chmur” przyjechał Michelangelo Antonioni. Prowadziła polską premierę tego filmu w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki. Przy tej okazji poznała też producenta, Felice Laudadio. Ujęło go w niej to, w jaki sposób panuje nad 3-tysięczną salą pełną widzów. Wkrótce został dyrektorem międzynarodowego festiwalu filmowego w Wenecji.

— Niedługo potem otrzymałam od niego list z propozycją współpracy przy tym festiwalu. Przez trzy lata prowadziłam konferencje prasowe i wieczór wręczenia Złotych Lwów. Potem — przez sześć lat — w sycylijskiej Taorminie, w tamtejszym amfiteatrze, prowadziłam też spotkania z artystami. Kiedy w tym roku zaproponowano mi, bym została dyrektorem artystycznym Festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu i Janowcu nad Wisłą, powiedziałam, że przyjmę tę propozycję, jeżeli Felice zgodzi się zostać członkiem rady programowej. Przystał na to, przyjechał do Polski, więc już nie mogłam odmówić — opowiada Torbicka.

Trochę o gustach

I półżartem przyznaje, że nie ma sprawiedliwości na świecie. Bo Pan Bóg niewielu tak szczodrze obdarował, jak właśnie Włochów. Mają piękną architekturę, wspaniałych artystów, cudowne morze, góry i jeziora.

— Uwielbiam włoskie wyspy. Archipelag Wysp Eolskich na północy Sycylii czy Sardynia to po prostu perełki — mówi Torbicka.

Na samym początku, kiedy pierwszy czy drugi raz przyjeżdżała do Italii, pragnęła obejrzeć wszystko, co każdy turysta powinien zobaczyć. Nadal lubi jednak powracać do tych miejsc — powszechnie znanych.

— Będąc na placu św. Piotra o wschodzie słońca, miałam poczucie jakby św. Piotr tam był i właśnie się budził. Lubię też Wenecję nocą, kiedy już śpi — wyznaje Grażyna Torbicka.

Teraz jednak bardziej koncentruje się na repertuarach włoskich teatrów, kalendarzach wystaw i koncertów. Jakiej muzyki słucha?

— Jestem wielbicielką autorskich ballad jazzowych w wykonaniu Paolo Comte — mówi krótko.

A o czym opowiadają te utwory?

— A o czym mogą opowiadać? O miłości, oczywiście — tej straconej i tej zdobywanej. Jak filmy. O czym są filmy? Filmy są najczęściej o miłości — mówi z przekonaniem Torbicka.

I może także dlatego tak bardzo lubi Włochy, bo jest w nich równie dużo piękna, namiętności, ciepła i emocji. l

Język

otwiera wszystkie drzwi

Prof. Adam Torbicki,

kardiolog

Żona zarazila mnie fascynacją Włochami i wszystkim, co włoskie. Po raz pierwszy pojechaliśmy tam turystycznie, z namiotem. Gdy pod koniec lat 80. zaproponowano mi półroczne stypendium naukowe w Pawii, pojechaliśmy razem. Pobyt — z planowanych sześciu miesięcy — wydłużył się do prawie dwóch lat. W pewnym momencie stanęliśmy przed dylematem — zostać, czy wracać do kraju. Ostatecznie zwyciężyła druga opcja, ale pasja pozostała. Często jeździmy do Włoch — prywatnie i zawodowo, latem i zimą. Mamy tam wielu przyjaciół. Odpowiada nam też włoskie poczucie humoru, choć chciałbym podkreślić, że aby dobrze zrozumieć ten kraj i ludzi, powinno się poznać ich język. Dopiero wtedy otwierają się wszystkie drzwi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu