Gdyby projekt nowego prawa wodnego wszedł w życie w obecnym kształcie, to energetykę kosztowałoby to słono. Tak twierdzi Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu odpowiedzialny za energetykę, który oszacował wpływ wprowadzenia opłat z tytułu poboru wody na sytuację energetyki wodnej i konwencjonalnej. „Dla firm energetycznych, które mają w aktywach elektrownie wodne lub elektrownie z otwartym obiegiem, zbyt wysoka stawka spowoduje konieczność uiszczania opłat w wysokości kilkudziesięciu milionów złotych rocznie” — alarmuje Zdzisław Gawlik w piśmie z uwagami skierowanymi do resortu środowiska.

Atom będzie droższy
Dotychczas energetyka była zwolniona z opłat za „korzystanie ze środowiska z tytułu poboru wody”, czyli np. za wykorzystywanie wody z rzek w celach chłodniczych. Sektor płaci jednak inne opłaty związane z użytkowaniem wody, np. za oddanie wody o temperaturze wyższej niż dopuszczalna czy konserwację powierzchni brzegowych. Zdaniem Zdzisława Gawlika, te opłaty są już teraz dużym obciążeniem. Nowe opłaty staną się jeszcze większym ciężarem, jeśli w Polsce powstanie elektrownia atomowa. Bo atom potrzebuje wody. „Chłodzenie bloków jądrowych odbywa się z wykorzystaniem mas wody znacznie przewyższających ilości zużywane w elektrowniach konwencjonalnych. Wprowadzenie opłat może zatem znacznie utrudnić realizację planów związanych z budową jednostek jądrowych” — uważa Zdzisław Gawlik.
W podobnym tonie wypowiedziało się Ministerstwo Gospodarki. Resort, odpowiedzialny za politykę energetyczną Polski, zaapelował o „utrzymanie warunkowych zwolnień z opłat za pobór wody na potrzeby energetyki wodnej i konwencjonalnej”.
Kluczowy szczegół
Zapytane przez nas firmy energetyczne wypowiadają się w tonie mniej dramatycznym niż nadzorujący je resort skarbu, który w skrajnych przypadkach wieszczy nawet „utratę rentowności niektórych elektrowni”.
Powściągliwość firm wynika z tego, że nieznany jest jeszcze poziom nowych opłat — mają zostać ustalone w osobnym rozporządzeniu, po wejściu ustawy w życie. W PGE, która jest rynkowym numerem jeden, przekonują, że opłaty będą istotne w zasadzie tylko dla elektrowni Dolna Odra, Pomorzany i Szczecin, bo tylko tam jest otwarty układ chłodzenia. W Tauronie przewidują, że zniesienie zwolnień z opłat za pobór wód będzie odczuwalne tylko dla elektrowni Stalowa Wola. Nowe prawo dotknie też Energę, która ma w portfelu m.in. największą w Polsce elektrownię wodną we Włocławku. „Wprowadzenie opłat za pobór wód do celów energetyki wodnej spowoduje znaczne obciążenie finansowe producentówenergii elektrycznej i w konsekwencji wpłynie negatywnie na sektor energetyczny w Polsce, a przede wszystkim na odbiorców końcowych energii, czyli konsumentów” — komentuje biuro prasowe Energi.
Niejasny nakaz z Europy
Na utrzymanie zwolnienia z opłat dla energetyki na razie się jednak nie zanosi. Po pierwsze, Ministerstwo Środowiska, odpowiedzialne za ustawę, chce za pomocą opłat zmusić firmy do ograniczenia zużycia wody i inwestycji w efektywność. Po drugie, ministerstwo powołuje się na przepisy europejskie. „Europejska ramowa dyrektywa wodna w art. 9 jednoznacznie stanowi, że wszyscy korzystający z usług wodnych mają za to płacić. Nie można nikogo w sposób odgórny z takich opłat zwolnić” — tłumaczy biuro prasowe resortu środowiska.
Odmiennie europejskie przepisy interpretują jednak firmy energetyczne, a także resorty skarbu i gospodarki. Powołują się m.in. na decyzje unijnego trybunału sprawiedliwości, a także na praktykę państw członkowskich, polegającą na niepobieraniu opłat za pobór wody na potrzeby energetyki wodnej oraz konwencjonalnej. Rozmowy w sprawie ustawy jeszcze potrwają. „Na ostatnich spotkaniach uzgodniono, że branża energetyczna przygotuje propozycje do nowego prawa wodnego, które uwzględnią specyfikę poszczególnych gałęzi energetyki z podziałem na hydroenergetykę i energetykę klasyczną” — informuje Ministerstwo Środowiska.
Drogocenna woda
Zgodnie z nowym prawem wodnym opłaty z korzystania za wodę będą musieli ponieść nie tylko dostawcy prądu, ale także hodowcy ryb. Podkreślali, że zagrozi to prowadzeniu, już teraz niskorentownej działalności. Resort środowiska zapewnia jednak, że w ramach konsultacji udało się porozumieć. „Producenci ryb łososiowatych objęci byliby opłatą roczną uzależnioną od ilości pobieranej wody, na podstawie pozwolenia wodnoprawnego: do 0,2 m3/s — 500 zł za rok, od 0,2 do 0,5 m3/s — 750 zł, powyżej 0,5m3/s — 1000 zł za rok” — napisano w informacji resortu. Urzędnicy podkreślają jednak, że jeśli hodowca w roku poprzedzającym wniesienie opłat zainwestował w utrzymanie i poprawę jakości wód i ekosystemów, zostaną one pomniejszone o te wydatki. Projekt zaniepokoił też samorządy, które będą odpowiadać za melioracje. Ich zdaniem, w urządzenia trzeba zainwestować 64 mld zł, tymczasem dotacja budżetowa w najbliższych 5 latach sięgnie 20,5 mln zł. 170 mln zł rocznie zyskają natomiast z opłat, które nałożą na właścicieli nieruchomości, na których funkcjonują urządzenia melioracyjne. Wzrostu obciążeń finansowych obawia się także żegluga śródlądowa. Resort środowiska zapewnia jednak, że rozważy zwolnienie z opłat za śluzowanie jednostek sportowo-turystycznych.
Drogocenna woda
Zgodnie z nowym prawem wodnym opłaty z korzystania za wodę będą musieli ponieść nie tylko dostawcy prądu, ale także hodowcy ryb. Podkreślali, że zagrozi to prowadzeniu, już teraz niskorentownej działalności. Resort środowiska zapewnia jednak, że w ramach konsultacji udało się porozumieć. „Producenci ryb łososiowatych objęci byliby opłatą roczną uzależnioną od ilości pobieranej wody, na podstawie pozwolenia wodnoprawnego: do 0,2 m3/s — 500 zł za rok, od 0,2 do 0,5 m3/s — 750 zł, powyżej 0,5m3/s — 1000 zł za rok” — napisano w informacji resortu. Urzędnicy podkreślają jednak, że jeśli hodowca w roku poprzedzającym wniesienie opłat zainwestował w utrzymanie i poprawę jakości wód i ekosystemów, zostaną one pomniejszone o te wydatki. Projekt zaniepokoił też samorządy, które będą odpowiadać za melioracje. Ich zdaniem, w urządzenia trzeba zainwestować 64 mld zł, tymczasem dotacja budżetowa w najbliższych 5 latach sięgnie 20,5 mln zł. 170 mln zł rocznie zyskają natomiast z opłat, które nałożą na właścicieli nieruchomości, na których funkcjonują urządzenia melioracyjne. Wzrostu obciążeń finansowych obawia się także żegluga śródlądowa. Resort środowiska zapewnia jednak, że rozważy zwolnienie z opłat za śluzowanie jednostek sportowo-turystycznych.