Woda życia da zarobić w piwnicy

opublikowano: 03-05-2016, 22:00

Podaż cennego koniaku nie wzrośnie, dopóki typowy inwestor będzie się nim częstował. Albo — ostatecznie — częstował też drugiego inwestora

Analizowanie rynku inwestycyjnych koniaków ma krótszą historię niż spekulacja na giełdzie wina, ale to nie oznacza, że niedoszacowany trunek może umknąć uwadze inwestorów, którzy zamierzają urozmaicić aktywa. Kolekcjonerzy, którzy dominują na rynku wysokoprocentowych alkoholi, to zwykle znawcy tematu, którzy zamiast dzielić się wynikami z arkusza, chętniej rozprawiają o smakowych walorach trunku, chociaż ten — jako inwestycja — zamiast wypełniać kieliszki, powinien czekać do następnej aukcji w piwnicy. Wzrost jego wartości można przewidywać wtedy, kiedy spełnia kilka podstawowych warunków, czego sprawdzenie nie wymaga w dodatku wiele czasu, bo większość niezbędnych informacji da się odczytać z etykiety na butelce.

FOTOLIA

Czytaj etykiety

Sprowadzenie wyboru aktywów do zapoznania się z treścią naklejki byłoby jednak zbyt dużym uproszczeniem, bo wszystkie te zapisy trzeba przecież do czegoś odnieść — a inwestycyjny potencjał koniaku zależy nie tylko od prestiżu producenta i wieku, ale też od długości wypuszczonej na rynek serii i cen osiąganych na aukcjach. Ponadstuletni koniak wystawiony będzie na przykład na majową licytację alkoholi w Bonhams i — według szacunków domu aukcyjnego — prawdopodobnie sprzeda się za równowartość 180-230 tys. zł.

Tak naprawdę nie chodzi o starą butelkę, która przeleżała wiek w zapomnieniu, tylko o 1200 destylatów, które dojrzewały odpowiednio długo, zanim pomieszano je na potrzebę produkcji koniaku. W przeciwieństwie do wina, po zabutelkowaniu trunek już nie dojrzewa, więc z jednej strony inwestycja może mieć charakter bardzo długoterminowy, a z drugiej, wymaga sprawdzenia dodatkowego parametru, czyli okresu leżakowania w beczce.

Kody, które temu odpowiadają, to na przykład V.S.O.P, od Very Superior Old Pale, oznaczający 4 lata leżakowania, oraz E.X. — Extra Superior — którego użycie od 2016 r. wymaga dojrzewania przez dekadę. Same destylaty, które nazywa się eaux- -de-vie, uzyskiwane są natomiast z konkretnego białego wina, a poza mnóstwem reguł obowiązujących przy ich produkcji warunkiem dojrzewania jest na przykład wykonanie beczki z dębów wybranych gatunków, które rosły prosto i nie krócej niż wiek.

Perła jest jedna

Wiedząc, że jeden koniak może tworzyć bardzo wiele „wód życia” w różnym wieku, warto zwrócić szczególną uwagę na te sprzed tzw. plagi filoksery. Mimo że inwazja mszyc, mająca miejsce w połowie XIX w., nie wygląda na temat, od którego zależeć miałby stan inwestycyjnego portfela, to właśnie domieszki rzadkich destylatów sprzed tego epizodu podnoszą ceny najlepszych limitowanych edycji. Znaczenie, jakie ma wcześniejsze pochodzenie, wynika z tego, że przed pojawieniem się szkodników w Europie, do produkcji koniaku wykorzystywano głównie szczep folle blanche, a już po zniszczeniach zastąpiono go odporniejszym, ale mniej szlachetnym trebbiano, czyli ugni blanc.

Chociaż ceny kolekcjonerskich butelek wynoszą często kilkadziesiąt tysięcy złotych, te z destylatów sprzed 1850 r. nie muszą być mniej osiągalne, bo w ofercie zdarzają się też takie za kilka tysięcy złotych — przy czym na rynku wina cena takiego rocznika byłaby prawdopodobnie sześciocyfrowa.

Oprócz tego, że podaż wiekowych „wód życia” jest ograniczona, nowa produkcja również nie rozrośnie się na nieprzewidywalną skalę, głównie ze względu na to, że koniak pochodzi tylko z okolic noszącego tę nazwę francuskiego miasta. Połączenie bariery terytorialnej z surowymi rygorami wytwarzania można w dodatku wzmocnić jeszcze bardziej, wypuszczając na rynek bardzo wąskie edycje, zwykle do 300 butelek. Wśród popularnych marek, które oferują co jakiś czas takie limitowane serie, należą m.in. znany producent Hennessy, Courvoisier, Martell czy chociażby Rémy Martin, którego koniak Louis XIII Black Pearl licytowany będzie właśnie w Bonhams. W czasie ostatniego światowego kryzysu finansowego dom koniakowy — jak nazywa się producenta — postanowił zaoferować serię Louis XIII Black Pearl w Chinach, co początkowo wywołało zdziwienie środowiska, ale w czasie krótszym od miesiąca wszystkie z ponad 700 oferowanych karafek sprzedano za cenę 10 tys. EUR.

Jeszcze 3 lata temu butelkę z koniakiem Black Pearl kupić można było na aukcji w Bonhams za równowartość 65,5 tys. zł, a teraz cena u pośredników wynosi około 200 tys. zł — co wpasowuje się w przedział estymacji, który dom aukcyjny wyznaczył na maj. 1,5 litra koniaku, poza lakonicznym opisem samego trunku, opatrzone jest ponadto prawdziwie wyczerpującym opisem kryształowej karafki, która swoją fascynującą lustrzanością ma się skojarzyć z królową pereł, czyli czarną perłą.

Miłą opowieść warto jednak przeczytać ku przestrodze, bo na rynku alkoholi nie brakuje też podobnie porywających opisów opakowań, w których koniakowe aromaty są identyczne z inwestycyjnymi, a więc prawie dadzą zarobić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane