13 sierpnia Wicher, pierwsza z trzech fregat programu Miecznik, znalazł się na wodzie. Co ten moment oznacza dla stoczni i polskiego przemysłu okrętowego?
Przede wszystkim przemysł stoczniowy i Marynarka Wojenna znów znalazły się w centrum uwagi. Nie przypominam sobie, by po zakończeniu PRL-u w jakimkolwiek wydarzeniu w zakładzie przemysłowym uczestniczyli jednocześnie prezydent i premier naszego kraju. To najlepiej pokazuje rangę programu Miecznik i jego znaczenie dla całego państwa.
Dla nas to również moment, który pozwala zamknąć trudny rozdział związany z programem Gawron, którego realizacja ciągnęła się przez kilkanaście lat. Dziś otwieramy nowy. Realizujemy najbardziej skomplikowany projekt okrętowy, z jakim mierzyła się nasza stocznia, mamy dostęp do najnowszych technologii i zdobywamy doświadczenie, które jeszcze niedawno było dla polskich stoczniowców niedostępne. To zmienia perspektywy całej branży.
Stocznia nie zwalnia tempa – po wodowaniu Wichra jego miejsce w hali montażowej zajął blok śródokręcia Burzy, która ma zostać zwodowana za 18 miesięcy. Jak doświadczenia z budowy pierwszej fregaty przekładają się na prace przy Burzy i Huraganie?
Wicher jest jednostką prototypową, dlatego to na nim skupiają się koszty zaprojektowania okrętu, opracowania technologii i przygotowania stoczni do jego budowy. Burza i Huragan będą już jednostkami seryjnymi, więc dużą część tej pracy mamy za sobą. Przy Wichrze cały zespół – od inżynierów i technologów po dostawców i kooperantów – przeszedł przez ten proces po raz pierwszy. Dziś wiemy już, jak prowadzić i organizować poszczególne prace, żeby przebiegały sprawniej. Burza, a później Huragan, będą korzystać z tych doświadczeń.
Program Miecznik to ogromne przedsięwzięcie dla polskiej Marynarki Wojennej, ale też punkt zwrotny dla samej PGZ Stoczni Wojennej. Jak zmieniła się stocznia, żeby móc realizować projekt tej skali?
Skalę tej zmiany najlepiej widać, kiedy spojrzymy na punkt wyjścia. W 2017 r. stocznia była w upadłości likwidacyjnej i została kupiona przez PGZ od syndyka. Kiedy ponad dwa lata temu przychodziłem do stoczni, pracowało tu około 500 osób, dziś jest ich 1200. To przede wszystkim efekt dwóch dużych programów – Miecznika i Ratownika.
Miecznik pozwolił nam zbudować potencjał, którego wcześniej nie mieliśmy. Powstała nowa infrastruktura, zainwestowaliśmy w maszyny, sprzęt do projektowania i szkolenia pracowników. Do niedawna PGZ Stocznia Wojenna była przede wszystkim stocznią remontową. Miecznik oznaczał przejście do dużych nowych budów, a to wymaga zupełnie innego sposobu pracy – wieloletniego planowania, przygotowania i organizacji całego procesu. Musieliśmy więc zmienić nie tylko infrastrukturę, ale też sposób myślenia i funkcjonowania stoczni.
Miecznik jest dziś największym programem realizowanym przez stocznię, ale Ratownik to dla niej równie istotny projekt. Co będzie wyróżniało tę jednostkę i jakie nowe możliwości zapewni Marynarce Wojennej?
Takiego okrętu jak Ratownik nie ma dziś na Bałtyku. Będzie służył m.in. do zabezpieczania działań okrętów podwodnych, dlatego jest mocno powiązany z programem Orka, w ramach którego Polska pozyska od Szwecji jednostki A26. Będzie też przystosowany do pracy nurków saturowanych na głębokościach przekraczających 100 metrów i wyposażony w kompleks komór hiperbarycznych. Zastąpi ORP Lech i ORP Piast, które mają już około 50 lat.
Co ważne, Ratownik jest w 100 proc. polską myślą techniczną – został zaprojektowany przez polskie biuro projektowe, a nadzór nad budową sprawuje Polski Rejestr Statków. To daje mu potencjał eksportowy. Jesteśmy po rozmowach ze stroną szwedzką i widzimy możliwość budowy takiej jednostki także dla Szwecji. Jeśli do tego dojdzie, Ratownik może stać się jednym z ciekawszych polskich produktów eksportowych przemysłu obronnego.
Wspomniał pan o programie Orka. Co może on oznaczać dla PGZ Stoczni Wojennej i szerzej – dla polskiego przemysłu?
W przypadku Orki nie chodzi o to, żeby budować okręty podwodne w Polsce. Nie miałoby sensu tworzenie całego potencjału produkcyjnego tylko po to, żeby zbudować trzy czy cztery jednostki. Pamiętajmy jednak, że budowa okrętu to dopiero pierwszy krok – później przez 40–50 lat trzeba zapewnić jego utrzymanie i sprawność operacyjną. I właśnie w tym widzimy rolę PGZ Stoczni Wojennej. Chcemy, żeby nasi inżynierowie, technolodzy i pracownicy produkcji, byli obecni podczas budowy okrętów w Szwecji, poznawali proces i wykorzystywane technologie. Dzięki temu będziemy mogli przygotować się do późniejszego serwisowania tych jednostek. Zgodnie z umową zdolność do utrzymania okrętów ma zostać zbudowana w Polsce.
Musimy wykorzystać nasze pięć minut. Boom na nowe budowy nie będzie trwał wiecznie, dlatego docelowo stocznia powinna stać na dwóch nogach. Jedną będą nowe budowy, drugą – serwis i utrzymanie okrętów bojowych. To pozwoli nam zachować ciągłość działalności po zakończeniu obecnej fali dużych zamówień.
Nowe budowy i serwis to jednak nie wszystko. Jaką rolę w działalności stoczni mają odgrywać własne technologie i projekty badawczo-rozwojowe?
Chcemy rozwijać przede wszystkim technologie i systemy wykorzystywane na okrętach. Mocno inwestujemy w nasz Ośrodek Uzbrojenia, m.in. w obszarze łączności i nawigacji. Ważnym kierunkiem są również systemy dronowe i antydronowe. W wielu obszarach korzystamy też z potencjału całej Polskiej Grupy Zbrojeniowej i współpracujemy z polskimi firmami technologicznymi. Stocznia jest przede wszystkim integratorem i nie musi sama tworzyć każdego urządzenia czy systemu. Kluczowy jest dla nas local content i silna sieć polskich dostawców, kooperantów i serwisantów. Im więcej technologii i kompetencji pozostanie w kraju, tym większa będzie nasza niezależność technologiczna.
Do realizacji tych wszystkich planów potrzebni są ludzie. Których specjalistów najtrudniej dziś znaleźć?
Wraz z kolejnymi etapami budowy zmieniają się nasze potrzeby kadrowe. Potrzebujemy ludzi z bardzo różnych dziedzin – od spawaczy i monterów po elektroników czy specjalistów od systemów mechanicznych. Brakuje nawet stolarzy okrętowych, których na rynku jest dziś bardzo niewielu.
Przez lata przemysł stoczniowy kojarzył się w Polsce ze strajkami, upadłościami i likwidacją zakładów. Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Pracujemy z zaawansowanymi technologiami, potrzebujemy specjalistów od mechaniki, elektryki czy IT. Podczas wodowania Wichra powiedziałem, że zawód stoczniowca przeżywa renesans, i naprawdę w to wierzę. Dlatego zachęcam młodych ludzi: wybierajcie szkoły i uczelnie techniczne, bo ten przemysł daje dziś zupełnie inne perspektywy niż kilkanaście lat temu.
Jak w takim razie chcecie zapewnić sobie kadry na kolejne lata?
Nie możemy czekać, aż potrzebni specjaliści sami pojawią się na rynku, dlatego mocno angażujemy się w edukację. Wspólnie z Akademią Marynarki Wojennej uruchomiliśmy kierunek inżynierski Technologiczne Wsparcie Budowy Okrętów. Współpracujemy też z Zespołem Szkół Chłodniczych i Elektronicznych w Gdyni, w Conradinum w Gdańsku mamy dedykowaną klasę, a z Kuratorium Oświaty staramy się zainteresować kształceniem technicznym młodych ludzi także spoza Trójmiasta.
Jestem też ogromnie wdzięczny dyrektorom szkół technicznych i władzom uczelni, które w najtrudniejszych dla przemysłu stoczniowego latach nie zlikwidowały kierunków związanych z naszą branżą. Nawet gdy kandydatów było niewielu, zachowały kadrę i potencjał naukowy. Dziś to procentuje i pozwala nam kształcić kolejne pokolenie stoczniowców.
Gdzie widzi pan PGZ Stocznię Wojenną za 10–15 lat?
Jeżeli wykorzystamy swoją szansę, a jestem przekonany, że tak się stanie, PGZ Stocznia Wojenna będzie silnym i stabilnym partnerem nie tylko dla Marynarki Wojennej i Sił Zbrojnych, ale szerzej – dla bezpieczeństwa państwa. Szybko zdobywamy nowe kompetencje technologiczne i mamy świetnych inżynierów. Nie osiągniemy jednak tego sami. Za sukcesami stoczni stoją przede wszystkim nasi stoczniowcy, a ramię w ramię z nimi pracują kooperanci, dostawcy i partnerzy. To stocznia jest zwykle w centrum uwagi, ale bez całego tego zaplecza nie moglibyśmy realizować projektów tej skali.
Wierzę, że wspólnie w ciągu najbliższych 10–15 lat przywrócimy PGZ Stoczni Wojennej jej dawne miejsce wśród pereł przemysłu okrętowego i staniemy się jednym z najnowocześniejszych zakładów tego typu w Europie.



