Producent obuwia, mimo słabej sytuacji rynkowej, nadal chce wejść na giełdę. Ale jeśli spadki będą się pogłębiać — ma alternatywę.
Na giełdzie chaos, a Wojas, który produkuje obuwie i handluje nim w 64 salonach w kraju, planuje debiut na pierwszy kwartał tego roku. Z rynku chce zebrać 45-50 mln zł, pieniądze są potrzebne na rozbudowę sieci sklepów (około 20 mln zł), rozwój działu badawczo-rozwojowego (10 mln zł) oraz unowocześnienie parku maszynowego (15 mln zł). Właściciel i prezes spółki po upublicznieniu chce zachować 75 proc. akcji, oferującym będzie dom maklerski AmerBrokers z Warszawy. Na razie firma czeka na zatwierdzenie prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Decyzji spodziewa pod koniec lutego.
— Wtedy ocenimy sytuację rynkową, policzymy, ile realnie pieniędzy z giełdy będziemy mogli zebrać i podejmiemy ostateczną decyzję. Jeśli spadki będą silne, przełożymy debiut i uruchomimy plan B — mówi Wiesław Wojas, właściciel firmy.
Niezależnie od sytuacji na giełdzie, Wojas chce realizować inwestycje, choć w okrojonej formie.
— Jeśli nie uda się zdobyć pieniędzy z rynku, rozwój w tym roku będzie mniej dynamiczny, niż zapowiadaliśmy — informuje prezes.
Debiut w terminie oznacza, że Wojas otworzy 15-20 nowych salonów. Jeśli przełoży plany giełdowe, powstanie osiem sklepów z butami, za co firma zapłaci z kapitałów własnych.
Wojas ma też inne pomysły na sfinansowanie zaplanowanych inwestycji.
— Myślimy o emisji obligacji za blisko 40 mln zł lub o wzięciu kredytu — zaznacza prezes.
Szczegółów na ten temat na razie nie ujawnia. Mówi jednak o wynikach. Ubiegły rok Wojas zakończył z 80 mln zł przychodów i 4 mln zł zysku netto. Prognozy na ten rok wynoszą odpowiednio: 94 i 6,3 mln zł.
Dzięki pieniądzom z giełdy Wojas chciał wyruszyć za granicę. Zamierzał założyć spółki zależne w Czechach, na Słowacji, na Węgrzech i w Rosji i tam budować sieć sklepów. Jeśli debiut będzie przełożony, plany także poczekają na realizację.
Obecnie 20 proc. sprzedaży Wojas uzyskuje za granicą dzięki sklepom multibrandowym.