W pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku rynek FMCG urósł wartościowo zaledwie o 3,9 proc., podczas gdy rok wcześniej dynamika wynosiła 12,9 proc. W przypadku dyskontów wzrost spadł z blisko 20 do 4,3 proc., a w kanale sklepów do 300 m kw. do 4,2 proc. — wynika z danych Centrum Monitorowania Rynku (CMR), które „Puls Biznesu” publikuje jako pierwszy. Należy jednak zauważyć, że ubiegłoroczny wzrost w większym stopniu był napędzany wzrostem cen niż tegoroczny.
Gra w promocje
Dyskonty od lat grają w innej lidze cenowej niż niezależni detaliści. Często ceny detaliczne w czołowych dyskontach są niższe niż te, które mniejsze sklepy płacą w hurtowniach. To sprawia, że drobni gracze sukcesywnie tracą na znaczeniu.
— Lidl i Biedronka mogą sobie pozwolić na kilka miesięcy słabszych wyników, ale dla mniejszych graczy z ograniczonym kapitałem bywa to nie do udźwignięcia. Obecnie nawet duże sieci odczuwają presję, bo akcjonariusze tracą cierpliwość, a ich akceptacja dla agresywnej strategii cenowej maleje wraz z kolejnymi raportami kwartalnymi. To prowadzi do spadku kursów akcji nawet w przypadku tych firm handlowych, które nie uczestniczą w wojnie cenowej — mówi Marek Zachalski, analityk CMR.
Ekspert podkreśla, że choć liczba transakcji w sklepach detalicznych w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy tego roku wzrosła, niekoniecznie jest to powód do optymizmu, bo wzrost wynika głównie z korzystnej pogody w okresie letnim, która napędziła sprzedaż napojów, lodów i innych produktów wrażliwych na temperaturę. Sezon letni się skończył, a wraz z nim wygasły sprzyjające warunki.
Mali w tarapatach
Sklepy małego formatu, które dominują w sprzedaży produktów impulsowych, takich jak przekąski czy artykuły śniadaniowe, najbardziej odczuły odpływ klientów do dyskontów. Widać to w strukturze transakcji. Mimo sprzyjających warunków pogodowych w sklepach poniżej 300 m kw. średnia wartość paragonu — a dominują tu transakcje poniżej 30 zł — wzrosła tylko o 6 proc.
Marek Zachalski wskazuje, że trudna sytuacja wymusza na mniejszych graczach wiele działań adaptacyjnych.
— Kurczy się tradycyjny kanał handlu detalicznego. Coraz więcej niezależnych sklepów dołącza do sieci franczyzowych lub grup zakupowych, które pozwalają im zwiększyć siłę negocjacyjną wobec producentów. Dyskonty natomiast — mocno okrojone z marży — prędzej czy później odbiją sobie ten okres motywowane przez akcjonariuszy — uważa ekspert.
Konsument zyskuje, rynek płaci
Choć konsumenci korzystają na wojnie cenowej, zyskując dostęp do tańszych produktów, sytuacja odbija się negatywnie na wynikach rynku.
— Dyskonty hamują nieco tempo wojny cenowej, co może zatrzymać wyraźnie hamujący trend wartościowy. Kluczowe jak co roku będą święta Bożego Narodzenia. W tym okresie kanał dyskontów szczególnie zyskuje na znaczeniu, a zatem delikatne poluzowanie reżimu cenowego może pozwolić nieco odbić wyniki roczne — mówi Marek Zachalski.
Według niego przegranym tego roku będą niezależne sklepy, a największym wygranym pozostaną konsumenci, którzy coraz lepiej wiedzą, gdzie szukać oszczędności.
