Wojna cenowa rujnuje rynek, ale cieszy klientów

Łukasz Rawa
opublikowano: 2024-12-08 20:00

Po trudnych latach pandemii, wojny w Ukrainie i rozpędzonej inflacji spodziewano się, że 2024 r. przyniesie stabilizację na rynku handlu detalicznego. Tak się nie stało. Zapoczątkowana przez dyskonty wojna cenowa odciska piętno na wynikach sieci handlowych we wszystkich formatach.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak wojna cenowa wpływa na rynek handlu detalicznego w Polsce
  • jakie grupy uczestników rynku odczuwają skutki wojny cenowej najbardziej
  • jakie są prognozy dla rynku handlu detalicznego w kontekście świąt Bożego Narodzenia
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku rynek FMCG urósł wartościowo zaledwie o 3,9 proc., podczas gdy rok wcześniej dynamika wynosiła 12,9 proc. W przypadku dyskontów wzrost spadł z blisko 20 do 4,3 proc., a w kanale sklepów do 300 m kw. do 4,2 proc. — wynika z danych Centrum Monitorowania Rynku (CMR), które „Puls Biznesu” publikuje jako pierwszy. Należy jednak zauważyć, że ubiegłoroczny wzrost w większym stopniu był napędzany wzrostem cen niż tegoroczny.

Gra w promocje

Dyskonty od lat grają w innej lidze cenowej niż niezależni detaliści. Często ceny detaliczne w czołowych dyskontach są niższe niż te, które mniejsze sklepy płacą w hurtowniach. To sprawia, że drobni gracze sukcesywnie tracą na znaczeniu.

— Lidl i Biedronka mogą sobie pozwolić na kilka miesięcy słabszych wyników, ale dla mniejszych graczy z ograniczonym kapitałem bywa to nie do udźwignięcia. Obecnie nawet duże sieci odczuwają presję, bo akcjonariusze tracą cierpliwość, a ich akceptacja dla agresywnej strategii cenowej maleje wraz z kolejnymi raportami kwartalnymi. To prowadzi do spadku kursów akcji nawet w przypadku tych firm handlowych, które nie uczestniczą w wojnie cenowej — mówi Marek Zachalski, analityk CMR.

Ekspert podkreśla, że choć liczba transakcji w sklepach detalicznych w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy tego roku wzrosła, niekoniecznie jest to powód do optymizmu, bo wzrost wynika głównie z korzystnej pogody w okresie letnim, która napędziła sprzedaż napojów, lodów i innych produktów wrażliwych na temperaturę. Sezon letni się skończył, a wraz z nim wygasły sprzyjające warunki.

Mali w tarapatach

Sklepy małego formatu, które dominują w sprzedaży produktów impulsowych, takich jak przekąski czy artykuły śniadaniowe, najbardziej odczuły odpływ klientów do dyskontów. Widać to w strukturze transakcji. Mimo sprzyjających warunków pogodowych w sklepach poniżej 300 m kw. średnia wartość paragonu — a dominują tu transakcje poniżej 30 zł — wzrosła tylko o 6 proc.

Marek Zachalski wskazuje, że trudna sytuacja wymusza na mniejszych graczach wiele działań adaptacyjnych.

— Kurczy się tradycyjny kanał handlu detalicznego. Coraz więcej niezależnych sklepów dołącza do sieci franczyzowych lub grup zakupowych, które pozwalają im zwiększyć siłę negocjacyjną wobec producentów. Dyskonty natomiast — mocno okrojone z marży — prędzej czy później odbiją sobie ten okres motywowane przez akcjonariuszy — uważa ekspert.

Konsument zyskuje, rynek płaci

Choć konsumenci korzystają na wojnie cenowej, zyskując dostęp do tańszych produktów, sytuacja odbija się negatywnie na wynikach rynku.

— Dyskonty hamują nieco tempo wojny cenowej, co może zatrzymać wyraźnie hamujący trend wartościowy. Kluczowe jak co roku będą święta Bożego Narodzenia. W tym okresie kanał dyskontów szczególnie zyskuje na znaczeniu, a zatem delikatne poluzowanie reżimu cenowego może pozwolić nieco odbić wyniki roczne — mówi Marek Zachalski.

Według niego przegranym tego roku będą niezależne sklepy, a największym wygranym pozostaną konsumenci, którzy coraz lepiej wiedzą, gdzie szukać oszczędności.