Wojna na górze niebezpieczna dla państwa

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-02-10 18:25

Dotychczas w okresach nawet nie kohabitacji, lecz konfrontacji prezydenci ścierali się z premierami, a marszałkowie stali gdzieś w tle za bliskimi im szefami rządów.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Rada Bezpieczeństwa Narodowego (RBN) wpisana została w 1997 r. do Konstytucji RP jako kopia analogicznego organu ze Stanów Zjednoczonych Ameryki, czyli z innego ustroju. Podobnie nazywające się organy doradcze bardzo silnego prezydenta USA oraz mało decyzyjnego prezydenta RP to jednak zupełnie inne byty. W Waszyngtonie spikerzy izb Kongresu w posiedzeniach nie uczestniczą, natomiast w Warszawie jak najbardziej z ekipą poselsko-senatorską. Posiedzenia naszej RBN w dziejach III RP bywały bardzo różne, najczęściej nijakie i bez konkretnych efektów. Nigdy jednak nie zdarzały się tak konfrontacyjne, na jakie zapowiada się to wyznaczone na 11 lutego. Do ostatniej chwili trwały starcia werbalne na tzw. haki między prezydentem Karolem Nawrockim a marszałkiem Włodzimierzem Czarzastym. Dotychczas w okresach nawet nie kohabitacji, lecz konfrontacji prezydenci ścierali się z premierami, a marszałkowie stali gdzieś w tle za bliskimi im szefami rządów. Wymiana dysponenta laski marszałkowskiej z koncyliacyjnego Szymona Hołowni na zadziornego Włodzimierza Czarzastego zmieniła relacje na szczytach państwa. Właściwie to nawet logiczne — mamy ustrój parlamentarno-gabinetowy z domieszką prezydencką, zatem ten pierwszy składnik pozycjonuje się jako jeszcze jeden samodzielny byt decyzyjny.

Konstytucyjny paradoks polega na tym, że marszałek Sejmu nie ma istotnych kompetencji. Przewodniczy obradom izby, strzeże jej praw oraz reprezentuje Sejm na zewnątrz (analogiczne jest umocowanie marszałka Senatu). Konstytucja zawęża jego urząd do kierowania organem kolegialnym i reprezentowania Sejmu, a nie państwa. Najważniejszym uprawnieniem spersonifikowanym jest zastępowanie w razie czego prezydenta RP, co III RP przećwiczyła raz w 2010 r. po tragicznej katastrofie w Smoleńsku. W związku z awaryjnym zastępowaniem marszałek tytułowany jest drugą osobą w państwie, ale mocno na wyrost, albowiem najsilniejsze portfolio decyzyjne należy przecież nie do prezydenta RP, lecz do prezesa Rady Ministrów.

Przy okazji objawił się wątek legitymizacji obu zwalczających się stron. Sławomir Cenckiewicz, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN), wyliczył, że marszałkowi Sejmu w kwestii decydowania o przedmiocie i tematyce środowego posiedzenia RBN brakuje 10 584 545 głosów, jakie powinien otrzymać w wyborach prezydenckich. Od 10 606 877 głosów, które Karol Nawrocki zebrał w całym kraju 1 czerwca 2025 r. (tak naprawdę nieco mniej, ale PKW wciąż utrzymuje nieskorygowane wyniki), szef BBN po prostu odjął 22 332 głosy Włodzimierza Czarzastego, które lider Lewicy otrzymał 15 października 2023 r. do Sejmu w sosnowieckim okręgu numer 32. Takie zestawienie wyników dwóch całkowicie innych głosowań jest oczywiście absurdem, ale daje po oczach. Naprawdę ciekawsza od żonglowania cyferkami jest okoliczność, że niepopularny i nijaki wizerunkowo szef Lewicy wystartował w najkorzystniejszym dla jego partii okręgu — generalnie słaba lista zdobywa tam aż dwa z dziewięciu mandatów — i wszedł do Sejmu ponownie, tak jak w 2019 r., ale tym razem z wynikiem drugim. Jako tzw. jedynka okazał się znacznie słabszy od umieszczonego na końcu listy Lewicy popularnego społecznika. Oczywiście liczy się, że Włodzimierz Czarzasty ponownie zdobył mandat, zresztą w relacjach Sejmu czy Senatu nie ma absolutnie żadnego znaczenia konkretny wynik danego posła czy senatora w urnie wyborczej. Niemniej sytuacja, że na czele 460-osobowej izby parlamentarnej państwa stoi spiker, którego partia posiada 21 posłów, czyli zaledwie… 4,57 proc. całego składu, to polityczno-proceduralno-arytmetyczny absurd nienotowany w dziejach Polski po odzyskaniu w 1918 r. niepodległości, a chyba także w kronikach demokracji parlamentarnych na świecie.

Arytmetyczna marność nie zmienia oceny doskonałej decyzji marszałka w sprawie wniosku dotyczącego Donalda Trumpa. Podrzucony przez klientelę prezydenta USA kuriozalny gotowiec z poparciem przyznania mu pokojowego Nobla nie zasługiwał na podpisanie. Wystarczyłoby jednak upowszechnione proste zdanie „Odmówiłem podpisania, dziękuję państwu”. Całkowicie zbędny wywód Włodzimierza Czarzastego z argumentacją wywołał obrażalstwo ambasadora USA z powodu „skandalicznych obelg” wobec prezydenta. Niestety, jest to żaba, którą RBN w menu posiedzenia 11 lutego będzie musiała jakoś przetrawić.