TP Emitel ściga Polskie Radio za długi, a TVP ściga Emitela
40 mln zł roszczeń Emitela może zrujnować Polskie Radio. Ale także TP Emitel może mieć problemy — warte dziesięć razy więcej.
Polskie Radio procesuje się z należącym do Telekomunikacji Polskiej TP Emitelem. To ryzykowna gra, która może doprowadzić publicznego nadawcę do bankructwa.
— W obecnej sytuacji Polskiego Radia każde tąpnięcie na stosunkowo niewielką kwotę jest poważnym zagrożeniem dla rozgłośni — mówi Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Ra- dy Radiofonii i Telewizji (KRRiT).
Płacić czy nie płacić
Emitel przez lata dyktował publicznym mediom zawyżone stawki, co stwierdził w 2007 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Uzbrojone w jego decyzję Polskie Radio przestało płacić Emitelowi na początku 2008 r. Radio uznało, że nie płacąc (czy też — jak mówi — płacąc przez potrącenie), odbije sobie nadpłacone przez lata należności — w sumie 125 mln zł. Emitel ma w rękach ważne umowy, na podstawie których pobierał opłaty. Polskie Radio — decyzję urzędu antymonopolowego. Nie mogąc się porozumieć z publiczną rozgłośnią, władze Emitela wniosły sprawę do sądu we wrześniu ubiegłego roku.
— Niestety, w obecnej skomplikowanej sytuacji, jaka wytworzyła się w Polskim Radiu, trudno nam jest znaleźć właściwego partnera do rozmów i uzyskać kompromis. W naszej ocenie Polskie Radio traci na sporze z TP Emitel, a przedłużający się spór może mieć poważne konsekwencje dla nadawcy — mówi Przemysław Kurczewski, prezes należącej do TP spółki.
Pod koniec lutego ma się odbyć pierwsza rozprawa w tej sprawie w warszawskim Sądzie Okręgowym. Roszczenia Emitela urosły do prawie 40 mln zł. Prawomocny wyrok sądu to poważny problem dla Polskiego Radia. Jest ono w katastrofalnej sytuacji finansowej — zarząd obawia się, że będzie miał 60 mln zł dziury budżetowej w tym roku, co oznacza, że w wakacje może zabraknąć na wypłaty. Ponadto panuje w nim dwuwładza — w ubiegłym tygodniu sąd rejestrowy odmówił zmian w zarządzie. Krzysztof Czabański i Jerzy Targalski są więc prezesami, choć zawieszonymi. Nowy zarząd z Robertem Wijasem też uważa się za prawomocny. W takiej sytuacji trudno o podejmowanie kluczowych dla firmy decyzji. A czas nagli. Zwłaszcza że Polskie Radio prawdopodobnie nie utworzyło rezerw na roszczenia TP Emitel.
TVP może więcej
Ale konflikt z Polskim Radiem to też problem dla Emitela. Krzysztof Czabański uważa, że nadawcy publiczni mogą domagać się od spółki 600-700 mln zł. Jako członek rady nadzorczej Telewizji Polskiej zlecił audyt, który wyliczył ewentualne roszczenia publicznego nadawcy. Przez lata TVP płaciła Emitelowi ponad 100 mln zł rocznie, ponad dwa razy więcej niż komercyjne stacje telewizyjne. Teoretycznie TVP może żądać nawet około pół miliarda.
— Rada nadzorcza stoi na stanowisku, że te kwoty trzeba wyegzekwować — mówi Piotr Wawrzeński, sekretarz RN TVP.
Zdaniem Macieja Ramusa, doradcy zarządu PR, Emitel w takiej sytuacji powinien utworzyć rezerwy na kilkaset milionów złotych.
— To jest demagogia pana prezesa Czabańskiego, a nie stanowisko mediów publicznych w Polsce. Nie ma podstaw, by tworzyć rezerwy — mówi Andrzej Kozłowski, rzecznik Emitela.
Może więc uda się osiągnąć kompromis. Szef KRRiT ofiarował się jako mediator i chce wkrótce zorganizować spotkanie zwaśnionych stron.
Magdalena Wierzchowska