Konfederacja Lewiatan, organizacja biznesowa skupiająca ponad 4 tys. firm, przedstawiła w piątek pakiet postulatów dotyczących transformacji energetycznej Polski. Jeden z nich dotyczy trudnych relacji łączących branżę wiatrową z wojskiem.
Kolizja na poziomie 100 metrów
Kiedyś relacje wiatrakowców z wojskiem były bardzo poprawne, ale zmieniła je pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę.
— Przekłada się to na utrudnienia w zakresie nowych inwestycji. Choć nie ma formalnego zakazu, wojsko odmawia uzgadniania planów dla danej lokalizacji, argumentując, że instalacja mierząca ponad 100 m koliduje z wymogami bezpieczeństwa ruchu lotniczego. Mamy sygnały od naszych członków, że jest to problem — mówi Joanna Bolesta, przewodnicząca rady OZE w Lewiatanie.
Według niej wojskowe ograniczenia mogą dotyczyć nawet 50 proc. powierzchni kraju.
— Nawet jeśli inwestor ma akceptację społeczną dla projektu, dialog z wojskiem jest trudny — dodaje Joanna Bolesta.
Wiatrakowcy chętnie wytłumaczą
Branży wiatrowej bardzo zależy na dialogu i tego dotyczy postulat Lewiatana.
— Potrzebny jest dialog między ministerstwami albo nawet powołanie zespołu międzyresortowego. Wiemy, że branża wiatru na morzu osiągnęła porozumienie z armią – mówi Joanna Bolesta.
Paulina Grądzik, zastępczyni dyrektora departamentu energii i OZE Konfederacji Lewiatan, dodaje, że branża wiatrowa ma dla wojska ciekawe propozycje.
— Jesteśmy na końcowym etapie ich opracowywania. Mają charakter techniczny, choć pewnie jeszcze będą wymagały pracy prawników — mówi Paulina Grądzik.
Sugeruje, że elektrownie wiatrowe mogłyby mieć np. zamontowane elementy infrastruktury wojskowej. Jej zdaniem wojsko nie do końca rozumie specyfikę działania energetyki lądowej. Branża jest gotowa tłumaczyć, że wiatrak można np. wyłączyć.
Taką moc mają wiatraki lądowe, które kręcą się obecnie w Polsce. Dla porównania, moc elektrowni węglowych sięga 28 GW.
