Wolą łączyć firmy

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2003-11-20 00:00

Ekonomiści ganią rząd za administracyjną konsolidację. Przekonują, że o fuzjach powinni decydować przedsiębiorcy.

Rząd Leszka Millera nie prywatyzuje. Dlaczego? Wiesław Kaczmarek, obejmując stanowisko ministra skarbu, deklarował, że aby firmy znalazły silnych inwestorów, a budżet mógł zarobić na ich sprzedaży, niezbędna jest konsolidacja i restrukturyzacja. Nie jest już ministrem, ale jego koncepcja znalazła godnych naśladowców, o czym świadczy ujawniony wczoraj przez „PB” plan połączenia spółek z sektora stoczniowego.

Nie tędy droga

Scenariusz realizowany przez resort skarbu nie znajduje jednak uznania wśród ekspertów.

— Urzędnicy nie powinni zajmować się restrukturyzacją i konsolidacją. Patrząc na wskaźniki mikroekonomiczne widać wyraźnie, że kapitał prywatny jest znacznie bardziej efektywny od państwowego, dlatego też jak najszybciej trzeba wrócić do prywatyzacji — mówi Rafał Antczak, ekonomista CASE.

Podkreśla, że w spółkach prywatnych wydajność jest znacznie wyższa niż w państwowych.

— Warto też zwrócić uwagę, że płace w sektorze państwowym są wyższe o 18 proc. niż w przedsiębiorstwach prywatnych. Kolejny argument za prywatyzacją to dane dotyczące wskaźników eksportowych. Udział firm prywatnych w obrotach handlu zagranicznego jest znacznie wyższy niż państwowych. Często jednak administracyjne konsolidowanie i restrukturyzowanie jest korzystne dla polityków — dodaje Rafał Antczak.

Stąd silne lobby sprzeciwiające się dynamicznym przekształceniom własnościowym. A jedną z metod na opóźnianie prywatyzacji jest właśnie konsolidacja.

— Prywatyzacja powinna poprzedzać restrukturyzację. Prywatni właściciele podejmują bardziej trafne decyzje niż urzędnicy. Jeśli połączenie firm ma ekonomiczne uzasadnienie, to z pewnością skorzystają z takiej szansy — podkreśla Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

Przykłady konsolidacji

Jego zdaniem administracyjna restrukturyzacja i konsolidacja jest zazwyczaj motywowana ratowaniem przed bankructwem firm, które nie są w stanie samodzielnie funkcjonować na wolnym rynku. Efekty natomiast są takie, że na urzędniczych fuzjach tracą zdrowe firmy, ponieważ ich pozycję rynkową osłabia połączenie z niedoszłymi bankrutami. O przykłady nietrudno.

— Po co było powoływać Polski Cukier? Grupa już zwróciła się o wsparcie rządu, bo nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować — uważa Jeremi Mordasewicz.

Wyjątkiem od reguły mogą być natomiast Polskie Huty Stali, bo dzięki fuzji udało się sprywatyzować huty. W tym przypadku zdania też są jednak podzielone. Rafał Antczak i Jeremi Mordasewicz uważają bowiem, że być może lepiej było sprzedać huty kilka lat temu za symboliczną złotówkę niż przez lata dokładać miliardy złotych w postaci pomocy publicznej i godzić się na dublowanie inwestycji.