Dobrze przygotowana inwestycja to 80 proc. powodzenia. Gdy inwestor i wykonawca się dogadają — sukces jest całkowity.
"Puls Biznesu": Walczycie, o to, aby umowy między inwestorem i wykonawcą dawały obu stronom takie same uprawnienia. Dlaczego to takie ważne?
Janusz Zaleski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa: Cofnę się do 1989 r., gdy w Polsce obowiązywały tzw. ogólne warunki realizacji inwestycji — wzorzec dla przedsiębiorstw państwowych. Potem wprowadzono swobodę kontraktów. Artykuł 353 kodeksu cywilnego, ustęp pierwszy, mówi, że strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według własnego uznania, byleby jego treść nie sprzeciwiała się właściwości (naturze) stosunku i zasadom współżycia społecznego. Ten zapis reguluje wszystkie umowy zawierane w Polsce.
To dobrze czy źle?
Źle, bo na podstawie tych przepisów buduje się zarówno domek jednorodzinny, jak i stadion. Swoboda zawierania kontraktu jest różnie pojmowana i mylona z samowolą. W praktyce z przepisów kodeksu cywilnego wynika jedynie, że obie strony kontraktu mają te same prawa, a jeżeli się tego nie przestrzega, narusza się normy. Nic z tego nie wynika, bo w kodeksie nie ma jednoznacznych zapisów dotyczących umów o roboty budowlane.
Na czym polega specyfika umowy między inwestorem i wykonawcą?
Zawiera się ją, gdy nie ma obiektu, a trzeba przewidzieć wszystko, co wiąże się z budową. Tymczasem inwestor przygotowuje umowę według własnego uznania — mimo że ogólne zapisy kodeksu cywilnego dają obu stronom te same uprawnienia. Inwestycja powinna być partnerska, a często nie jest.
Jakie mogą być skutki?
Inwestor stara się wykluczyć z umowy niewygodne dla siebie zapisy i przerzuca całe ryzyko na wykonawcę. Firma wykonawcza, by nie doprowadzić swej spółki do upadłości, musi te czynniki przeliczyć na złotówki. To podraża koszty inwestycji. Chodzi m.in. o rewaloryzację cen materiałów, ewentualne zmiany podatkowe itd. Szkoda, że tak się dzieje, bo dobrze przygotowana inwestycja to 80 proc. powodzenia, ale gdy inwestor i wykonawca mają ten sam cel, to sukces zapewniony jest w 100 procentach. Wózek muszą ciągnąć obie strony.
Cały wywiad we wtorkowym PB
Wózek łatwiej ciągnąć we dwójkę
Janusz Zaleski uważa, że inwestor i wykonawca powinni się dogadać co do zasad.