Woźniak: Gazociąg Północny groźny dla Bałtyku

opublikowano: 2007-05-28 13:59

Gazociąg Północny zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Polski, stwarza zagrożenie ekologiczne dla Bałtyku, niesie zagrożenie wywiadowczo-militarne - uważa minister gospodarki Piotr Woźniak.

Woźniak był w poniedziałek jednym z prelegentów na międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez marszałka Senatu Bogdana Borusewicza oraz przewodniczącego senackiej Komisji Rolnictwa i Ochrony Środowiska Jerzego Chróścikowskiego - na temat zagrożeń ekologicznych dla Morza Bałtyckiego.

Woźniak przypomniał, że w rosyjskim dokumencie z 2003 r., dotyczącym przemysłu gazowego napisano, iż jednym z pięciu priorytetowych zadań dla tego przemysłu jest "uprawianie polityki Federacji Rosyjskiej w Europie".

Jego zdaniem, plany konsorcjum Nord Stream, którego udziałowcem jest rosyjski Gazprom, dotyczące planu położenia na dnie Morza Bałtyckiego gazociągu, są wyrazem stosowania tej zasady.

"Polska nie godzi się z takim stwierdzeniem, ale skoro ono już istnieje, to musimy się do niego dostosować" - powiedział szef resortu gospodarki.

Gazociąg Północny, omijający terytorium Polski, ma połączyć rosyjskie złoża gazu w okolicach Wyborga z niemieckim Greifswald.

Piotr Woźniak powiedział, że polskie obawy dotyczą m.in. tego, że nie wiemy, z jakich źródeł zaopatrywany ma być nowy gazociąg. Jego zdaniem, może istnieć niebezpieczeństwo, iż bałtycka rura stanie się "substytutem" dla dwóch istniejących lądowych gazociągów - jamalskiego i południowego.

O zagrożeniach dla ekologii Bałtyku mówił minister środowiska Jan Szyszko, który przypomniał, że jest to morze "specyficzne", bo izolowane od systemu mórz i oceanów, stosunkowo niewielkie i płytkie, w którym całkowita wymiana wody następuje raz na kilkadziesiąt lat.

Już obecnie dochodzi w tych wodach do niebezpiecznej kondensacji metali ciężkich i substancji chemicznych, co powoduje spadek bioróżnorodności. Stąd - jak podkreślił Szyszko - każda nowa inwestycja musi zostać bardzo poważnie rozważona pod kątem ekologicznym.

Prof. Jan Hupka z Politechniki Gdańskiej powiedział, że na dnie Bałtyku leżą pojemniki ze śmiertelnie niebezpiecznymi gazami bojowymi - iperytem (gazem musztardowym) i tabunem.

"W Bałtyku leży ok. 13 tys. ton iperytu, który (...) w stanie nietkniętym, w postaci skawalonych brył - jak się przypuszcza - może istnieć nawet do 400 lat" - powiedział.

Zatopione w Bałtyku gazy bojowe, produkowane przez Niemców w okresie międzywojennym i w czasie II wojny światowej, znajdują się w pociskach, bombach i beczkach.

Te ostatnie są szczególnie niebezpieczne, bowiem z biegiem lat uległy korozji i iperyt wydostaje się z nich w postaci brył. Jak powiedział Hupka, w 1997 r. rybacy z Władysławowa wyłowili taką bryłę iperytu.

Prof Tadeusz Kasperek z Akademii Marynarki Wojennej uważa, że naruszenie skorodowanej amunicji, zawierającej broń chemiczną, przyśpieszy uwalnianie się środków trujących do środowiska morskiego i spowoduje wzrost ich stężenia w wodzie.

Do podobnych wniosków doszli szwedzcy eksperci wojskowi, którzy ostrzegają szczególnie przed zatopionymi pociskami i pojemnikami zawierającymi iperyt.

W raporcie szwedzkiego zespołu ekspertów napisano m.in.: "Siły zbrojne nie posiadają wiedzy na temat skutków, jakie dla środowiska może mieć wydobywanie (z dna morskiego) bojowych środków chemicznych, a szczególnie niestabilnych zasobników z gazem musztardowym, zaopatrzonych w zapalniki".

Konkluzją raportu jest zalecenie: "Siły zbrojne wyrażają opinię, że nie należy takich ładunków ani wydobywać, ani przemieszczać; powinny pozostać nienaruszone na miejscu, w którym zostały znalezione".(PAP)

drag/ je/ gma/