Wprowadzenie euro to finał żmudnych przygotowań

opublikowano: 2001-12-31 14:55

Wprowadzenie euro do obiegu może umocnić kurs wspólnej waluty, uważa Pedro Solbes, komisarz UE ds. gospodarki i finansów. Jego zdaniem, Polska nie powinna wcale się spieszyć z wchodzeniem do EMU.

Pedro Solbes, komisarz ds. gospodarki i finansów, przez ostatni rok nieustannie mierzył puls europejskich finansów i stopień przygotowania banków i instytucji do wprowadzenia euro.

- Nie powiedziałbym, że czuję strach, może pewną troskę. Przede wszystkim mam poczucie, że uczestniczę w historycznej chwili. Jedyna rzecz, którą można porównywać z tą operacją, choćmówimy o innej skali, to zniesienie fizycznych granic między państwami Unii w 1993 r. - przyznaje komisarz.

Nie będzie Argentyny

Jego zdaniem, argentyński scenariusz jest dzięki wspólnej walucie niemożliwy do powtórzenia w strefie euro.

- Mamy system, który umożliwia nam wspólną pracę. To oznacza, że akceptuje się pewne decyzje, które zatwierdzamy razem. Prowadzimy wspólną politykę monetarną, ale to także oznacza, że trzeba być koherentnym z punktu widzenia polityki podatkowej i polityki reformy strukturalnej gospodarki. Trudno, żeby sytuacja taka jak w Argentynie powstała w jednym z krajów Unii, ponieważ unijni partnerzy pilnują się nawzajem i to nieustannie. To rodzaj takiej ciągłej, dawanej sobie nawzajem rekomendacji, żeby działać zgodnie z polityką całej Unii - uważa Pedro Solbes.

Czego nie widzą

Przeciętny mieszkaniec UE nie zdaje sobie sprawy, że euro już przeniknęło do gospodarczego obiegu Unii. Z kampanii informacyjnych dowiadywał się głównie, że od 1 stycznia będzie mógł za euro kupować towary w sklepie obok własnego domu. Tymczasem budowa systemu wymagała o wiele więcej pracy niż wydrukowanie nowych banknotów. Pedro Solbes przypomina, że euro miało już duży wpływ na gospodarkę Unii. Wśród dobroczynnych efektów wymienia sposób prowadzenia polityki gospodarczej bardzo korzystnej z punktu widzenia wzrostu i tworzenia nowych miejsc pracy.

- Stworzyliśmy fundamentalną równowagę zmiennych ekonomicznych w Europie, jesteśmy bardziej niż kiedykolwiek chronieni przed szokiem gospodarczym z zewnątrz. Stworzyliśmy o wiele szerszy rynek, który daje przedsiębiorstwom większe możliwości budowania firm międzynarodowych, bo mają większe pole manewru. Redukcja stóp procentowych to tylko margines, który widzą Europejczycy - mówi Pedro Solbes.

Najpierw gospodarka

Według unijnego komisarza, kraje kandydujące do Unii nie muszą i wcale nie powinny spieszyć się z wchodzeniem do strefy euro. Jak podkreśla teraz jest czas na budowanie prawdziwie rynkowych gospodarek i dostosowanie się do unijnego prawa, a na euro czas przyjdzie później. Zgodnie z przyjętymi przez państwa UE zasadami, nawet przy idealnie funkcjonującej gospodarce wejście do strefy euro jest możliwie najwcześniej w dwa lata po wejściu do UE.

- Myślę, że kraje kandydujące do UE powinny się spieszyć, aby dostosować swoje gospodarki do gospodarki rynkowej. Nie myślę tylko o normach i prawach, ale o realności tej gospodarki, żeby cały system rzeczywiście funkcjonował, z zachowaniem zasad konkurencji, stabilnym prawem i rządami. Dla mnie problem krajów kandydujących w tym momencie to nie euro - mówi komisarz.

Efekt psychologiczny: Do tej pory euro było walutą wirtualną. Teraz zaczyna być prawdziwą dźwięczącą monetą i to pozwoli wyzbyć się różnych rodzajów niepewności. Moim zdaniem główne elementy wpływające na kurs euro do dolara są związane z sytuacją gospodarczą Europy i USA, ale to prawda, że zlikwidowanie tej niepewności po wprowadzeniu monet i banknotów może pomóc i mieć pozytywny wpływ - ocenia Pedro Solbes, komisarz UE ds. gospodarki i finansów.

Więcej o nowej europejskiej walucie w naszym serwisie EURO 2002. Znajdziesz go tutaj.

Inga Rosińska, [email protected]