Wrzesień może przynieść ożywienie

Tomasz Furman
opublikowano: 2002-06-17 00:00

Małe ostatnio wahania giełdowych indeksów to przede wszystkim efekt sytuacji gospodarczej kraju i wydarzeń na rynkach zagranicznych. Inwestorów do większej aktywności nadal nie zachęcały stosunkowo wysokie stopy procentowe — uważa Radosław Solan, analityk BDM PKO BP. Kolejnym czynnikiem, który nie zachęca do wchodzenia na rynek akcji, jest nie najlepsza sytuacja na giełdach światowych. Zmniejszona aktywność wszystkich grup inwestorów to także skutek mistrzostw świata w piłce nożnej.

— W ostatnich dniach do wzrostu cen na warszawskim parkiecie nie przyczyniły się nawet informacje o przekazaniu przez ZUS znaczących środków do OFE. Dodatkowo, ze względu na zbliżające się wakacje, trudno oczekiwać, aby na giełdzie obecne tendencje uległy istotnej zmianie. W tej sytuacji do wzrostów może dojść dopiero we wrześniu — mówi Radosław Solan.

Jego zdaniem, do jesiennych wzrostów na GPW w głównej mierze powinno przyczynić się oczekiwane w czwartym kwartale ożywienie gospodarcze. Pozytywny wpływ na rynek będą miały również działania OFE, które pod koniec roku zazwyczaj dokonują zmian w portfelach. Do zgłaszania większego popytu mogą również skłaniać sygnały płynące z rynków zagranicznych.

— Pozytywnie na GPW nie wpływają za to informacje płynące zza oceanu, zwłaszcza możliwość kolejnych zamachów terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych, która wywiera negatywny wpływ na tamtejsze parkiety, a w konsekwencji na kursy papierów wartościowych na całym świecie — twierdzi Radosław Solan.

Według analityka BDM PKO BP, na ożywieniu w gospodarce w pierwszej kolejności zarobią akcjonariusze spółek informatycznych. Stabilną branżą nadal będą banki — o ich atrakcyjności przede wszystkim decyduje planowane na 2004 r. wejście Polski do UE oraz dobre fundamenty. Ze względu na hossę, w której znajduje się ten segment rynku, zwyżki mogą mieć jednak mniejszy charakter niż dotychczas. Obecny rok powinien okazać się za to rozstrzygający dla spółek telekomunikacyjnych.

— Krajowi operatorzy telefonii przenośnej z opóźnieniem w stosunku do telekomów europejskich wprowadzą UMTS. Sytuacja ta może jednak wyjść im na dobre — powinny uniknąć błędów zachodnich telekomów, oraz istotnie ograniczyć koszty — mówi specjalista z BDM PKO BP.

Spośród krajowych przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, zaliczanych do indeksu WIG 20, do niedawna w bardzo złej sytuacji znajdowała się Netia. Dziś przedsiębiorstwo najgorsze ma prawdopodobnie już za sobą. Dodatkowo, jeżeli zaplanowana konwersja długu dojdzie do skutku, to w ciągu roku Netia może nawet osiągnąć rentowność. Inwestycje w jej akcje cały czas wiążą się jednak z dużym ryzykiem i dziś trudno prognozować, jak będzie zachowywał się kurs w najbliższych miesiącach. Mimo przeprowadzonych działań naprawczych nadal w trudnej sytuacji jest Elektrim.

— Wprawdzie holding zaliczany jest do branży telekomunikacyjnej, jednak docelowo jego działalność będzie oparta na energetyce. Starania w sprawie zawarcia ugody z wierzycielami na razie przyczyniają się jedynie do oddalenia groźby bankructwa. Z tego powodu cena akcji Elektrimu będzie ulegać dużym wahaniom — twierdzi Radosław Solan.

Zdecydowanie bardziej stabilnie, w porównaniu z Elektrimem czy Netią, powinien zachowywać się kurs TP SA. Z jednej strony, narodowy operator dokonał już wielu niezbędnych zmian, z drugiej jednak, aby był konkurencyjny, potrzebuje jeszcze około dwóch lat. W związku z tym nadal musi inwestować ogromne sumy w restrukturyzację i rozwój, tak, aby wskaźniki osiągały przynajmniej poziom zbliżony do norm obowiązujących w krajach Europy Środkowej. Do ważnych inwestycji spółki niewątpliwie należy wprowadzenie systemu obsługi klienta (CRM) i wymiana sytemu billingowego.

— Moja wycena akcji TP SA wskazuje, że jeden walor warty jest dziś 13,7 zł, a w związku z tym fundamenty nie wskazują na to, aby ich kurs mógł rosnąć. Z powodu największej płynności papierów narodowego operatora na GPW nie można jednak wykluczyć takiego scenariusza. Dużą zwyżkę może zwłaszcza przynieść znaczne osłabienie kursu złotego — twierdzi analityk BDM PKO BP.