Polscy sadownicy zainwestują w Obwodzie Kaliningradzkim — obwieszcza rosyjski portal construction.ru. Relacjonuje spotkanie ministra rolnictwa regionu — Siergieja Liutariewicza z Ireneuszem Mulakiem, prezesem Top-Sadu, grupy producentów owoców — jabłek, gruszek, śliwek i borówek. W artykule mowa jest o założeniu sadów, przeszkoleniu lokalnych specjalistów i pomocy w odpowiednim wyposażeniu takiego biznesu. Przypomnijmy, że od sierpnia 2014 r. polscy sadownicy w związku z rosyjskim embargiem nie mogą sprzedawać na tym terenie jabłek, a to Rosja była kluczowym ich odbiorcą. Co innego jednak — produkować je na miejscu.

Wizja kusząca…
— Na razie nie podjęliśmy żadnych decyzji. Rozmawialiśmy o różnych biznesach — studzi doniesienia portalu w rozmowie z PB Ireneusz Mulak. Przyznaje, że kaliningradzka oferta jest kusząca.
— Ten region chce stać się w ciągu najbliższych lat samowystarczalny w produkcji jabłek. Ma przygotowany plan i jego finansowanie z propozycją dobrych dopłat do hektara na założenie sadu. Z jednej strony zdajemy sobie więc sprawę, że jeśli my się nie zdecydujemy, to zrobi to ktoś inny. Z drugiej strony — to bardzo poważna decyzja nie tylko biznesowa, ale i życiowa, bo oznaczałaby przeprowadzkę — mówi Ireneusz Mulak.
Tłumaczy, że jako obcokrajowiec nie może sam nabyć tam ziemi. W grę wchodzi więc założenie spółki z lokalnym partnerem i zakup albo dzierżawa hektarów.
— Jest też jeszcze inna strona tego medalu. Jeśli polscy sadownicy zbudują tam biznes, to sami nie będą w stanie już sprzedawać swoich jabłek, gdy embargo zostanie zniesione. Dlatego pod tym kątem to mało perspektywiczne działania — dodaje szef Top-Sadu. Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, przyznaje, że ambicje Obwodu są branży znane.
— Temat pojawił się po raz pierwszy około 5 lat temu. Teraz najwyraźniej powrócił. To nie jest region, który sprzyja uprawie roślin sadowniczych, więc będzie to trudny biznes — chodzi o ostre zimy, częste przymrozki, a do tego podmokłe gleby. Tego wszystkiego jabłka po prostu nie lubią. Jest więc kwestia dobrania odpowiednich odmian — niestety, najpopularniejsze wśród konsumentów nie będą w tych warunkach dobrze rosły. Oczywiście sady można założyć, ale zasadniczym pytaniem jest to o opłacalność takich inwestycji — uważa Mirosław Maliszewski. Jego zdaniem, inaczej wygląda sytuacja w innym regionie — okolicach Krasnodaru, który również ma duże sadownicze ambicje.
— Tam rzeczywiście sady się rozwijają. Polscy sadownicy nie biorą w tym jednak większego udziału — dodaje szef Sadowników RP.
...ale zdradliwa
Opowiada, że żaden z naszych producentów jabłek nie stworzył znaczących upraw poza krajem. Choć próby na Wschodzie już podejmowano.
— Znane są przykłady z Białorusi i Ukrainy, ale zakończyły się niepowodzeniem. Na Ukrainie zaważyły czynniki formalno-prawne — gdy sady zaczęły owocować, ukraiński partner nagle odsunął od spółki Polaków. Natomiast na Białorusi zaangażowali się szkółkarze — wnosili sadzonki jako swój wkład w lokalne spółki. Najwyraźniej jednak im się nie spodobało, bo obecnie po prostu eksportują tam drzewka bez zaangażowania w żadnej formie — opowiada Mirosław Maliszewski. Jego zdaniem, również w Kaliningradzie biznes mogą zrobić nasi szkółkarze.
— Tak, to ciekawa inicjatywa dla producentów sadzonek — przyznaje Roman Jagieliński, prezes Grupy Producentów Owoców Roja. On również zna pomysły z Obwodu. Według niego, dla sadowników również mogłaby to być ciekawa opcja.
— Wszystko zależy od szczegółów takiej umowy i możliwości posiadania udziałów w miejscowej spółce. Zainteresowanie sadami w tej części Europy jest duże. Do tej pory występowaliśmy głównie jako doradcy przy rozpisywaniu takich projektów — mówi Roman Jagieliński.
Czego nie dokonali jeszcze sadownicy, próbują producenci borówki amerykańskiej. Niedawno pisaliśmy o rodzinie Karwowskich, która założyła plantacje w Chorwacji, by wydłużyć dostępność owoców oferowanych przez swoje polskie plantacje. Dar Blue, bo tak nazywa się spółka założona z chorwackim partnerem, ma na razie 12 ha, ale w planach zakup gruntów w innej części Chorwacji. Pomysł Dar Blue wzbudził dyskusję nad kolejnym etapem polskiej produkcji owoców i warzyw, czyli prowadzeniem jej w różnych krajach. Próżno szukać tu jednak kolejnych przykładów inwestycji. Inną z opcji jest łączenie się grup producentów z różnych krajów. © Ⓟ