Wściubiak jest zdesperowana

KZ
opublikowano: 2012-04-05 15:49

"Zarząd Alchemii jest zdesperowany do zamknięcia rurowni i przeniesienia produkcji do innych zakładów" - napisała w oświadczeniu Karina Wściubiak-Hankó, prezes spółki, kontrolującej Hutę Batory.

W Hucie Batory trwa protest, a pracownicy przerwali pracę.

- W związku z przerwaniem pracy przez załogę Huty Batory oświadczam, że zarząd spółki robi wszystko co w jego mocy, by doprowadzić do zakończenia konfliktu i deklaruje gotowość do dalszych rozmów z umocowanymi osobami reprezentującymi załogę. Jednocześnie chcę podkreślić, że jestem zdumiona polaryzacją stanowiska pracowników Huty Batory poprzez włączenie do nielegalnego i niezgodnego z prawem protestu strony związkowej (NSZZ Solidarność) oraz kibiców Ruchu Chorzów. To nic innego jak świadome działanie zmierzające do upolitycznienia oraz eskalacji konfliktu w taki sposób, by stał się on medialnym widowiskiem, a nie prowadzonym w zgodzie z prawem protestem - napisała w oświadczeniu prezes Alchemii.

Dodała, że ponieważ protest jest całkowicie nielegalny, pracownicy biorą na siebie coraz większe ryzyko związane z możliwością zamknięcia stalowni.

- W dalszej kolejności, w przypadku braku chęci dialogu ze strony pracowniczej, zarząd Alchemia jest zdesperowany do zamknięcia rurowni i przeniesienia produkcji do innych zakładów. Sytuacja na rynku produktów stalowych jest trudna i konkurencyjna. Nielegalne działania pracowników dają kolejny powód do zastanowienia się nad sensem ekonomicznym utrzymywania zakładu w Chorzowie. Zarząd Alchemia robi wszystko, by Huta Batory miała szansę przetrwać na trudnym rynku. Szukamy nowych możliwości sprzedaży produktów, zarówno w kraju, jak i za granicą. Nasze działania nie ograniczają się tylko do cięcia kosztów, ale intensywnie pracujemy nad zwiększeniem sprzedaży. Apeluję o powrót do pracy i wzmocnienie działań zarządu do poprawy ekonomicznej sytuacji zakładu. Apeluję również do mediów o nie podsycanie konfliktu, gdyż w ostatecznym rozrachunku najwięcej na zaistniałej sytuacji stracą sami pracownicy - napisała Karina Wściubiak-Hankó.