To może sugerować, że w finansach publicznych sytuacja jest spokojna i stabilna. Ale to nie byłby słuszny wniosek. Stabilny dług to taki, który jest spójny ze stabilnym wzrostem gospodarczym i stabilną inflacją. Na razie nie mamy ani jednego, ani drugiego. Nie jesteśmy oczywiście Grecją, wbrew różnym strachom sianym w mediach, ale to nie znaczy, że wszystko gra.

Według najnowszych danych GUS (z poniedziałku) polski dług publiczny spadł w 2022 r. poniżej 50 proc. PKB, czyli jest na podobnym poziomie, co średnio w ciągu pięciu lat przed pandemią. Dokładnie wskaźnik wyniósł na koniec 2022 r. 49,1 proc., wobec 53,8 proc. na koniec 2021 r. Jak pokazuję na wykresie, Polska jest krajem wyjątkowo stabilnego wskaźnika zadłużenia – od momentu akcesji do UE utrzymuje się on między 45 a 60 proc. PKB. Chodzi tutaj, dla wyjaśnienia, o dług tzw. sektora instytucji rządowych i samorządowych, czyli wszystkich tych, które Eurostat zalicza do sektora publicznego. Przed tą metodologią nie ukryją się żadne (lub prawie żadne) fundusze stworzone przez rząd poza budżetem państwa.
Wskaźnik długu spadł pomimo tego, że rząd wprowadził duże cięcia podatków i dotacje do niskich cen energii. Deficyt w sektorze fiskalnym – czyli różnica między wydatkami a dochodami – wzrósł w 2022 r. do 3,4 proc. PKB, wobec 1,8 proc. w 2021 r. Jednak wskaźnik długu spadł ze względu na fakt, że realny wzrost PKB był bardzo wysoki średnio w roku (4,9 proc., wobec średniej historycznej rzędu 3,5 proc.), a jednocześnie bardzo wysoka była inflacja. Więc nominalny PKB, który jest mianownikiem we wskaźniku długu, zwiększył się w stopniu niewidzianym od 25 lat. Ponieważ nie byłoby inflacji bez wysokiego wzrostu gospodarczego, można powiedzieć, że do redukcji wskaźnika długu przyczynił się zarówno wysoka dynamika realnego PKB, jak i wysoka dynamika cen.
Czyli wszystko gra i możemy się rozejść? Na pewno z punktu widzenia bieżącej wiarygodności kraju nie widać na horyzoncie kryzysowych zjawisk. Rating jest stabilny, popyt na obligacje wysoki, inwestorzy nie panikują – wręcz przeciwnie, ostatnio nawet nastawienie do Polski się poprawiło.
Jednak o stabilności finansów publicznych nie świadczy sam wskaźnik długu publicznego. Ważne jest, czy rząd jest w stanie utrzymywać stabilny dług oraz deficyt w warunkach niskiej inflacji, stabilnego wzrostu gospodarczego i stabilnego bezrobocia. W zeszłym roku mieliśmy wyjątkowo wysoki wzrost PKB i wyjątkowo wysoką inflację. Realne oprocentowanie długu publicznego było wciąż głęboko ujemne. To nie były normalne warunki.
Największy problem z finansami publicznymi jest taki, że rząd bierze na siebie coraz więcej długotrwałych zobowiązań wydatkowych, a jednocześnie trwale obniża bazę podatkową poprzez istotną redukcję stawek podatkowych. Od strony wydatków mamy planowany znaczący wzrost nakładów na obronę narodową, ochronę zdrowia i zabezpieczenie społeczne. Od strony podatków mamy trwale niższy podatek PIT oraz zredukowane stawki VAT, które może być trudno przywrócić w warunkach ciągłej wojny politycznej.
To wszystko sprawie, że nominalny przyrost długu może być trudny do zatrzymania. W takiej sytuacji o stabilności finansów publicznych decyduje mianownik wskaźnika – czyli wzrost PKB. Jeżeli będziemy krajem o bardzo wysokim wzroście gospodarczym, to z długiem publicznym nie będzie żadnych problemów. Jeżeli jednak będziemy rozwijać się w umiarkowanym tempie i jednocześnie będziemy chcieli przywrócić niską inflację, to trudno może być zrealizować wszystkie założone cele – wzrost wydatków, niższe podatki, stabilne finanse publiczne i stabilną makroekonomicznie gospodarkę.
