Chociaż pod względem wielkości PKO BP będzie bezkonkurencyjne, patrząc na wskaźniki — lekko mu nie będzie.
Największy polski detalista zajmie nie tylko słusznie należne mu miejsce w indeksie WIG20, ale przede wszystkim — biorąc pod uwagę najważniejsze wskaźniki — znajdzie się w gronie najskuteczniej działających banków giełdowych.
Po spodziewanej gorączce zakupów, gdy sytuacja okrzepnie, a PKO BP zacznie być traktowane jako jedna z wielu spółek z GPW, większość inwestorów zacznie patrzeć na bank pod kątem wskaźników i na tej podstawie podejmować decyzje inwestycyjne. PKO BP nie powinien mieć większych powodów do niepokoju, gdyż zarówno wskaźnik rentowności aktywów (ROA), jak i wskaźnik rentowności kapitału własnego (ROE) utrzymują go w ścisłej czołówce. Wyższy ROA ma tylko Pekao SA, ale 2 proc. wskazuje, że na tle giełdowych konkurentów PKO BP skutecznie wykorzystuje swój potencjał. Z kolei wysokość ROE, które jest miarą efektywności wykorzystania kapitału własnego, a przez inwestorów giełdowych traktowane jako podstawa do oceny jakości składników portfela inwestycyjnego, pozwala dziś prognozować dalszy rozwój banku. A co za tym idzie — możliwość uzyskiwania wysokich dywidend. Zresztą zarząd banku — jakby na zachętę — zarekomenduje wypłatę 20-40 proc. dywidendy z zysku za 2004 r., co przekłada się na wielkość wskaźnika.
Piętą achillesową PKO nadal są jednak wysokie koszty, chociaż w porównaniu z giełdową konkurencją bankową sytuacja giganta nie przedstawia się dramatycznie.
Niemniej — na GPW wejdzie bank, który nie musi się wstydzić wskaźników, ale z drugiej strony, powinien zadbać przynajmniej o ich utrzymanie i zacząć poważniej ścinać koszty działania.