Choć niewolnictwo kojarzy się nam z zamierzchłymi czasami, według niektórych istnieje nadal i niestety ma się dobrze. Na stronie internetowej www.slaveryfootprint.org działacze kalifornijskiej grupy non-profit Fair Trade Fund, dofinansowanej przez amerykański Departament Stanu, udowadniają, iż praca niewolnicza oraz handel ludźmi nie są bynajmniej przeżytkiem. Wychodząc od definicji niewolnika jako „osoby, która jest zmuszana do pracy bez wynagrodzenia, wykorzystywana ekonomicznie i nie ma możliwości rezygnacji”, Departament Stanu szacuje, iż obecnie jest na świecie około 27 milionów niewolników. Przykłady wyzyskiwania pracowników dotyczą m.in. chińskich producentów piłek, gdzie pracuje się po 21 godzin dziennie przez cały miesiąc czy dzieci hinduskich wykorzystywanych w kopalniach miki, składnika produktów do makijażu.
Justin Dillon z Fair Trade Fund mówi, iż celem ich działalności nie jest atak na jakieś konkretne firmy, ale raczej uświadomienie konsumentom, które produkty mogą być rezultatem pracy niewolniczej. Zresztą organizacja ta założyła też inny portal internetowy www.chainstorereaction.com, gdzie producenci mają okazję odpowiedzieć na pytania klientów dotyczące kwestii etycznych wytwarzanych przez nich dóbr. Wszystkie te działania mają na celu nagłośnienie tematu oraz pokazanie przeciętnemu ‘kupowaczowi’, co się może kryć za zwykłym produktem, który wkłada, często automatycznie, do koszyka w sklepie. „To, co próbujemy zrobić, to sprawić, aby nie był to czyjaś tam sprawa, tylko sprawa wszystkich”, podkreśla Luis CdeBaca z rządowego Biura Monitorowania i Zwalczania Handlu Ludźmi.
Kwestia handlu ludźmi również jest poruszana przez organizację. Jedno z pytań ankiety dostępnej na ich stronie dotyczy seksu za pieniądze, gdyż zdaniem działaczy osoby, które płacą za tego typu usługi przyczyniają się do wzrostu handlu ‘żywym towarem’ w tej sferze. Cała ankieta natomiast ma nam dać odpowiedź na pytanie ‘jacy niewolnicy dla nas pracują?’. Na przykład Andrew Martin z „New York Times”, który odwiedził stronę Slavery Footprint, dowiedział się, iż w jego przypadku jest to 76 osób, czyli sporo ponad średnią (55).
Departament Stanu, który przeznaczył na utworzenie serwisu Slavery Footprints 200 tysięcy dolarów, ma nadzieję, iż pomoże on zwiększyć świadomość i odpowiedzialność konsumentów, a tym samym wyeliminować nieetyczne praktyki producentów, które często pozostają w ukryciu lub są zakamuflowane. Kolejnym krokiem, zapowiadanym przez Dillona, będzie uruchomienie aplikacji w telefonach, które pozwolą na wysyłanie przez klientów pytań do danej firmy na temat jej metod produkcyjnych oraz udostępnianie ich w serwisie Facebook. Zdaniem szefa Fair Trade Fund bezpośredni kontakt kupujących z producentem jest najlepszym sposobem na wywarcie presji i docelowe rozwiązanie problemu współczesnego niewolnictwa.