Rozpoczynający się tydzień będzie stał pod znakiem dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Już nie tylko inwestorzy z rynku obligacji i walut, ale też gracze giełdowi, a nawet politycy z niecierpliwością oczekują kolejnych posiedzeń rady. I każdy ma w ewentualnej decyzji RPP jakiś interes, czy to finansowy czy polityczny.
Partykularne interesy na szczęście nigdy, w krótkiej co prawda historii RPP, nie miały znaczenia. Ekonomiści zasiadający w radzie skupiają się na aktualnych danych i na perspektywach rozwoju sytuacji. A te zdają się jednoznacznie wskazywać, że obcinanie stóp już w tym tygodniu nie jest wskazane: inflacja stabilizuje się na dość niskim poziomie, ale już nie spada. Z kolei nie rośnie dynamika depozytów ludności. Produkcja co prawda nadal kuleje, a bezrobocie rośnie, ale zdaje się że poluzowywanie polityki monetarnej i tak nie jest panaceum na te bolączki.
Oczywiście nie oznacza to, że jeśli — zgodnie z oczekiwaniami — RPP nie obniży w środę stóp, wszyscy z godnością przyjmą tę decyzję. Chyba każdy z nas potrafi sobie wyobrazić polityczny galimatias, który powstanie po decyzji RPP. Nie będzie on niestety służył niczemu poza zbijaniem kapitału politycznego, ale o to w końcu politykom chodzi.
W tym miejscu warto pofantazjować, co by było, gdyby NBP udało się przekonać polityków do tego, że niska inflacja może nam tylko pomóc. Jakże wspaniale by było, gdyby z kolei politycy przekonali do tego wyborców i popierając dezinflacyjną działalność RPP w ten sposób zbierali kolejne punkty.
Mam wrażenie, że cel ten nie jest wcale trudny. Wystarczy trochę dobrej woli. Ot, choćby w ubiegłym tygodniu NBP wspólnie z OECD zorganizował konferencję, na której wybitni ekonomiści przekonywali, że z inflacją trzeba walczyć, a bank centralny powinien być niezależny. I tylko szkoda, że przekonywali siebie nawzajem, nie zapraszając do dyskusji przedstawicieli rządu i polityków.