Wszyscy święci

Wojciech Surmacz
opublikowano: 29-10-2004, 00:00

Podobno w stolicy wyprzedaje się po cichu kamienice z zasobów miasta. Sprawdziliśmy:

fakt — nieruchomości ktoś w przetargach kupuje, ale całkiem jawnie. No, może z drobnym wyjątkiem…

— Niech pan posłucha... Jest sprawa. Od pewnego czasu w stolicy sprzedaje się — raczej po cichu! — atrakcyjne nieruchomości, należące do miasta. Niby organizowane są przetargi, ale — moim zdaniem — uczestniczą w nich tylko dobrze zorientowane firmy. Może pan to jakoś sprawdzić? — pyta stanowczo mężczyzna (znamy jego imię, nazwisko. funkcję. Wiarygodny).

Czemu nie?

Ludzka rzecz

— Nie rzucam słów na wiatr... Podam przykład — proponuje nasz rozmówca.

Nerwowym ruchem wyjmuje z tekturowej teczki jakiś dokument i odczytuje: „W dniu 10.08.2004 r. odbył się przetarg ustny nieograniczony na oddanie w użytkowanie wieczyste nieruchomości położonej przy ul. Czerniakowskiej 131 oznaczonej jako dz. ew. nr 53/1 o pow. 1306 mkw. z obrębu 1-03-02 wraz ze sprzedażą znajdującego się na gruncie budynku. Cena wywoławcza nieruchomości wynosiła ponad 2,3 mln zł. Do przetargu przystąpiły trzy firmy: Echo Investment, Dor i Zakłady Budownictwa Mostowego Inwestor Zastępczy. W wyniku licytacji przetarg wygrała firma Zakłady Budownictwa Mostowego Inwestor Zastępczy oferując cenę 2 475 001 zł. W dniu 8.09.2004 r. podpisano ze zwycięzcą przetargu akt notarialny oddania nieruchomości w użytkowanie wieczyste i sprzedaży budynku”.

— I co w tym takiego nagannego?

— Jak to? Przecież wygrała spółka pana Ławniczaka, uwikłana w tzw. aferę mostową! To daje do myślenia... — odpowiada lekko poirytowany informator.

— Nie przesadza pan?

— Pan mi nie wierzy? Proszę popytać w Biurze Gospodarki Nieruchomościami na Koszykowej. Przekona się pan... A jak już coś się uda ustalić, to może pan zadzwonić — wie pan, gdzie mnie szukać. I proszę pamiętać: to nie donos, tylko zwykła, ludzka uczciwość. Nie mogę na to bezczynnie patrzeć! — rzuca na pożegnanie.

Łakomy kąsek

W Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy nikt nie ukrywa, że nieruchomość przy Czerniakowskiej 131 nabyła spółka ZBM Inwestor Zastępczy. A i lista wszystkich miejskich przybytków przeznaczonych na sprzedaż jest powszechnie dostępna.

— Żadna tajemnica – śmieje się do słuchawki pani z Biura Gospodarki Nieruchomościami, Geodezji i Katastru.

I od razu dodaje, że o tych sprawach należy rozmawiać z Marcinem Bajko, zastępcą dyrektora biura. Ten bez przeszkód podejmuje temat:

— Jeśli tylko nie ma żadnych barier prawnych, to sprzedaż miejskich nieruchomości ma za każdym razem charakter licytacji powszechnej. Ogłoszenia dajemy w mediach ogólnopolskich („Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza”) i lokalnych (np. w tygodniku „Pasmo”). Zresztą te gazety wybraliśmy również w drodze przetargu. Poza tym w internecie na stronach urzędowych znajduje się pełna lista wszystkich nieruchomości przeznaczonych przez „miasto” do sprzedaży. Wszystko jest jawne i przejrzyste — tłumaczy spokojnie Marcin Bajko.

— A Czerniakowska 131?

— Tę licytację sam prowadziłem i nie zauważyłem, by było coś nie w porządku. Trzy firmy wpłaciły wadium i miały prawo w niej uczestniczyć. Wygrał oferent, który zaproponował najwyższą kwotę. Że to ZBM? Cóż... Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. To dla mnie najważniejsze — zapewnia dyrektor Bajko.

Jego zdaniem, choć rynek jest trudny, zbliżają się lepsze czasy dla miejskich nieruchomości („potencjał miasta” szacuje obecnie na 200 ofert rocznie). Do niedawna większość nabywców pochodziła z Polski. Od kiedy jednak weszliśmy do Unii — coraz więcej jest chętnych z zagranicy. Łakomym kąskiem będzie dla nich na pewno stara zajezdnia autobusowa przy Inflanckiej. Do przetargu dojdzie prawdopodobnie w grudniu 2004 roku.

— Mam sygnały, że pojawi się też firma spoza Europy. Wiem też, że interesują się nią fundusze emerytalne — uchyla rąbka tajemnicy Marcin Bajko.

Otwarta spółka

Krzysztof Stanisław Goller, prezes zarządu Zakładów Budownictwa Mostowego Inwestor Zastępczy mówi, że nie ma nic do ukrycia:

— Przy Czerniakowskiej 131 stoi kamienica do rozbiórki w stanie fatalnym — bród, smród i ubóstwo. Jesteśmy na etapie prac nad projektem. Zamierzamy postawić tam obiekt mieszkalno-usługowy. Prace chcemy rozpocząć na początku marca 2005 roku, ale zobaczymy, jak to będzie z pozwoleniami.

I narzeka:

— To trudna działka do zagospodarowania, ze względu na warunki graniczne. Sąsiadujemy z BOR-em!

— Ile chcecie tam wydać?

— W tej chwili nic konkretnego nie mogę powiedzieć. Jeśli panu zależy, zapraszam w przyszłym tygodniu. Wtedy skończymy prace nad projektem — spokojnie tłumaczy.

Ożywia się na pytanie o aferę mostową.

— Niektóre media kreują negatywny wizerunek — szczególnie „Gazeta Wyborcza” — mieszając nas w tzw. aferą mostową. A przecież jeszcze nikt do tej pory nie zdołał jej nawet ujawnić do końca. A co dopiero nasz udział udowodnić! To nieporozumienie!

— Ciągali pana po urzędach?

— Dobrze powiedziane — pewnie, że ciągali! Byłem kilka razy przesłuchiwany w prokuraturze — i nic, kontrola NIK też nic nie wykazała. To naprawdę męczące — skarży się prezes ZBM.

Serek bez rodzynków

Z dystansem do nieruchomościowej oferty Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy podchodzą fachowcy z branży. Mówią, że nie zachwyca bogactwem obiektów. A nawet jeśli się coś trafi, to i tak trzeba się liczyć z problemami. Nie wiążą się one jednak z dostępem do informacji.

Marek Stark, marketing manager w Hochtief Development:

— Wszystko zależy od specjalizacji dewelopera. Dla jednego liczy się lokalizacja, dla innego plany zagospodarowania. Ale myślę, że w tej ofercie miejskiej aż takich ogromnych rodzynków nie ma.

— I nie ma tam nic ciekawego?

— Nie chcę specjalnie zdradzać naszych zainteresowań. Takie mamy zasady korporacyjne.

— A są jakieś problemy przy przetargach?

— Problemy w przetargach? Czasami tak zwane warunki brzegowe są nie do spełnienia. Na przykład w przypadku pl. Piłsudskiego: problemem — z naszego punktu widzenia — był fakt, że w grę wchodził wynajem tylko na 30 lat. Dla nas to był zdecydowanie za krótki czas. Ale znaleźli się deweloperzy, którym to pasowało.

Maciej Jańczuk z firmy Polanowscy Nieruchomości:

— Trudno powiedzieć jednoznacznie, że w całości jest to oferta atrakcyjna. Ale na pewno jednym z bardziej ciekawych terenów będzie tzw. serek bielański — obszar między ulicami Marymoncką i Kasprowicza. Niedługo stanie tam stacja metra. Ale jest jeden warunek: ona będzie atrakcyjna, jeśli będą plany zagospodarowania przestrzennego. O ile wiem, jeszcze ich nie ma — komentuje Jańczuk.

Jego zdaniem, wiele warszawskich dzielnic nie ma takich planów — i to poważny problem. Dużo większy niż dostęp do informacji o przetargach.

— Myślę, że deweloperzy nie mają poważniejszego problemu ze zdobywaniem informacji — zrobią wszystko, by wiedzieć. Powiedziałbym w ten sposób: inwencja twórcza w tej dziedzinie jest ich mocną stroną — śmieje się Maciej Jańczuk.

A Marek Stark komentuje:

— Powiem tak: jak się jest zainteresowanym… to się wie wszystko. Poza tym miasto też potrafi aktywnie akwirować...

Nie tak

Nasz informator najwyraźniej był niepocieszony efektem rozmów „PB” z Marcinem Bajko i Krzysztofem Stanisławem Gollerem, bo obaj kompletnie podważyli jego zarzuty. Ich wyjaśnienia były dość przekonywające. Po pierwsze: pod adresem www.warszawa-biznes.pl/nieruchomośći.asp można rzeczywiście znaleźć zestawienia nieruchomości wystawionych przez warszawski urząd miasta. To lista jawna i dostępna dla wszystkich zainteresowanych. Po drugie: przetarg na nieruchomość przy Czerniakowskiej 131 miał charakter licytacji powszechnej — wygrała spółka, w której Wojciech Ławniczak jest członkiem rady nadzorczej. A o tzw. aferze mostowej napisano już wiele — teraz kolej na prokuratorów i kontrolerów NIK.

Komentarze ludzi z branży też nie potwierdzają podejrzeń informatora z urzędu, raczej je rozwiewają.

— Zaraz, zaraz... To nie tak! Nigdy nie twierdziłem, że mamy do czynienia z przekrętem. Prosiłem tylko o sprawdzenie, czy dzieje się coś złego, czy nie — wywołany do odpowiedzi nasz informator jest nieco zbity z tropu.

— Zatem wszystko gra?

— No, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

— Znowu pan zaczyna?

— Nie, ale mam coś jeszcze...

— Co znowu?

— Listę budynków wytypowanych do sprzedaży w drodze przetargu przez Biuro Gospodarki, Geodezji i Katastru — nie znajdzie pan ich w upublicznionych tabelach urzędu miasta...

Maciej Wnuk, radny — członek Komisji Rozwoju Gospodarczego i Infrastruktury przy Radzie Warszawy na wieść o istnieniu takiego zestawienia załamuje ręce:

— Trudno mi komentować takie informacje...

Po zapoznaniu się z treścią dokumentu, który do redakcji „Pulsu” dostarczył nasz związany z ratuszem rozmówca, ze zdziwieniem potwierdza jego wiarygodność. Mówi, że — teoretycznie — taką wiadomość może uzyskać każdy mieszkaniec stolicy — wygląda to na spis nieruchomości, które znajdują się dopiero w fazie przygotowań do wystawienia na sprzedaż. Sęk w tym, że nie każdy — bo nie są nigdzie opublikowane. Ale — jak widać — mogą być jednak dostępne...

— To może być związane z wciąż niewielką przejrzystością procedur w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy! Ale mnie niepokoi jeszcze jedno: że cały czas pojawiają się sugestie, że gdzieś działa zamknięty krąg zainteresowanych warszawskimi nieruchomościami. Bo nie chodzi o to, że coś sprzedano, tylko że być może sprzedano by drożej! Dlaczego do przetargu stają tylko trzy firmy, a nie dziesięć? Być może te ogłoszenia o przetargach trafiają jednak do zbyt wąskiego grona odbiorców? — zastanawia się głośno Maciej Wnuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu