Gotowy posiłek, wyskakujący po nakarmieniu automatu kilkoma monetami lub kartą kredytową, który wystarczy podgrzać w stojącej obok mikrofalówce. Automat, który za wrzuconą szklaną butelkę… wypłaca klientowi drobną sumę. To nie science fiction, lecz realia branży vendingu np. w USA czy Austrii. W Polsce rynek dopiero raczkuje. Maszyn vendingowych per capita mamy piętnaście razy mniej niż Holendrzy i pięć razy mniej niż Węgrzy, a kojarzą się nam głównie z kawą i batonami. Potencjał polskiego rynku branża ocenia jako ogromny i przekonuje, że rosnąć może dwucyfrowo, przynajmniej w niektórych kategoriach.
![Vending w Polsce jest młody, bo przed denominacją nie było u nas wartościowych monet, które są podstawą tego biznesu — mówi Jacek Czauderna, prezes Polskiego Stowarzyszenia Vendingu i szef vendingowej spółki Hello Coffee. Jego firma ma maszyny z napojami i przekąskami, a w fazie testów jest jej automat z lekami bez recepty. [FOT. TP] Vending w Polsce jest młody, bo przed denominacją nie było u nas wartościowych monet, które są podstawą tego biznesu — mówi Jacek Czauderna, prezes Polskiego Stowarzyszenia Vendingu i szef vendingowej spółki Hello Coffee. Jego firma ma maszyny z napojami i przekąskami, a w fazie testów jest jej automat z lekami bez recepty. [FOT. TP]](http://images.pb.pl/filtered/a2c87713-81ea-4b61-b6c8-f3f16c0c3490/750285ef-410d-515d-980d-5ea67355b7ab_w_830.jpg)
— Szacunkowa wartość tego rynku w 2012 r. to około 100 mln EUR. W ciągu pięciu lat może wzrosnąć o 30 proc. Automaty z kawą przeżywają wprawdzie stagnację, ale intensywnie rozwijają się maszyny z przekąskami — przekonuje Jacek Czauderna, prezes Polskiego Stowarzyszenia Vendingu (PSV) i szef spółki Hello Coffee, posiadającej 520 maszyn vendingowych.
— Branża ma dobre perspektywy rozwoju w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Wciąż jesteśmy w tyle wobec krajów zachodnich. Przed nami są również Czesi i Słowacy, co stawia przed nami spore wyzwania — dodaje Dorota Liszka, rzecznik Maspeksu Wadowice. Wadowicka spółka sprzedaje swoje produkty operatorom vendingowym, ale też rozwija własną sieć automatów i dystrybuuje w sektorze vendingu marki innychproducentów, jak Jacobs i Maxwell House (należące do Kraft Foods).
— Przewaga vendingu nad sklepami to brak kolejki i dostępność 24 h na dobę. Dzisiaj w Polsce koszty pracy i wynajmu wciąż są na tyle niskie, że opłaca się prowadzić kiosk czy przyzakładową stołówkę, ale z czasem będą rosnąć. W efekcie część takich placówek zastąpią automaty — twierdzi Jacek Czauderna.
Z danych PSV wynika, że w Polsce zarejestrowanych jest 350 przedsiębiorstw vendingowych, ale większość z nich to mali gracze z kilkoma maszynami.
— Duzi europejscy gracze, jak szwajcarska Selecta czy brytyjski Autobar, jeszcze się u nas nie pojawili. Barierą dla nich są zbyt niskie ceny produktów sprzedawanych w polskich automatach — twierdzi Jacek Czauderna. Zdaniem szefa PSV rozwojowi branży szkodzi to, jak postrzegana jest kawa z automatów.
— Potrzebna jest i lepsza jakość, i wyższa cena. Mnóstwo Polaków w kawiarniach kupuje kawę za minimum 7 zł, a w maszynach vendingowych za 1,5-2 zł. To będzie się zmieniać — dodaje Jacek Czauderna. Według Dariusza Gałęzewskiego, współtwórcy napojów izotonicznych Oshee, który kiedyś prowadził również firmę vendingową, barierą rozwoju jest długie oczekiwanie na zyski.
— Jest to biznes, którym trzeba zajmować się codziennie, uzupełniając i serwisując maszynę, a zyski pojawiają się po kilku latach, gdy spłaci się automat. Bardzo mało firm zajmuje się leasingiem maszyn vendigowych, więc często potencjalni przedsiębiorcy mają problem z dostępem do finansowania — opowiada Dariusz Gałęzewski. Zdaniem Jacka Czauderny, zaletą inwestycji w vending jest jej duża mobilność.
— Jeśli maszyna nie sprawdza się w danym miejscu, to łatwo ją przenieść. Zmiana lokalizacji sklepu jest znacznie trudniejsza i bardziej kosztowna — dodaje szef PSV. Obecnie Oshee testuje maszyny vendingowe tylko ze swoimi produktami. Zajmuje się nimi jednak zewnętrzny operator.
— Vending to nie tylko marże, ale też świetny marketing. Automaty stoją w miejscach, w których jest duży przepływ ludzi. Można sprzedawać w nich niemal wszystko, jedynym ograniczeniem są rozmiary produktu — dodaje Dariusz Gałęzewski.