,,Frank polski”Atrakcyjne
oprocentowanie i większa kwota uzyskanego kredytu, w połączeniu z przekonaniem o
kursowej stabilności, spowodowało, że to frank szwajcarski zaczął dominować w
strukturze zobowiązań finansujących mieszkalnictwo w Polsce. Wiosną i latem 2008
r. szwajcarska waluta stała się prawdziwym ,,suwerenem” krajowego rynku
hipotecznego. Udział kredytów zaciąganych we frankach na te cele kształtował się
na poziomie 74-78 proc., przy 20-24 proc. kredytów złotowych i ok. 0,5 proc. w
euro. Na przeszkodzie petryfikacji tych preferencji stanął jednak kryzys.
W obliczu paniki jaka wybuchła na rynkach finansowych po upadku Lehman Brothers jesienią 2008 r., frank jako ,,bezpieczny port” stał się kategorią deficytową, a dla polskiego sektora bankowego praktycznie (czasowo) niedostępną. Z pomocą musiał pośpieszyć NBP, który pozyskał frankowe linie kredytowe od swego helweckiego odpowiednika. Część rodzimych bankowców udała się po wsparcie do zagranicznych centrali swoich spółek – matek. W efekcie w ciągu kilku następnych kwartałów nastąpiła gruntowna konwersja struktury walutowej dla tego typu kredytów. Udział franków spadł do niespełna 12 proc. i zrównał się z kredytami w euro, a ok. 76 proc. stanowiły już kredyty udzielane w złotych.
Ogólna wartość zadłużenia gospodarstw domowych z tytułu kredytów hipotecznych wyniosła na koniec września 2009 r. ok. 209,5 mld zł, z czego, ostrożnie szacując, mniej więcej połowa rozliczana jest we frankach. Gdyby nie zaaplikowany rynkowi ,,pakiet zniechęcający” zarówno ze strony tzw. czynników administracyjnych, jak i banków, to reguła o zadłużaniu się w walucie kraju w którym się zarabia miałaby w Polsce charakter drugorzędny. Można się jednak spodziewać, że zaostrzająca się w sektorze bankowym walka o klienta przyczyni się do renesansu szwajcarskiej waluty.
Pojętni uczniowie Templariuszy?
Rola helweckiego sektora
bankowego w rozwoju Szwajcarii jest trudna do przecenienia. To bankierzy
uczynili swoje państwo jednym z najbardziej rozwiniętych na świecie. Stymulowali
rozwój przemysłu (np. chemicznego, spożywczego), jubilerstwa i zegarmistrzostwa.
Budowali nowe szlaki komunikacyjne, drogi i linie kolejowe. Warto przypomnieć,
że tunel pod Przełęczą Św. Gotharda finansował Schweizerische Kreditanstalt,
protoplasta dzisiejszego Credit Suisse.
Jedna z legend o genezie szwajcarskiej bankowości głosi, że ubodzy mieszkańcy tych ziem okazali się pojętnymi uczniami osiadłych w tej części Alp Templariuszy - średniowiecznych mistrzów sztuki wojennej a zarazem ekonomii i finansów. Bez względu ile jest w tym prawdy, pozostaje faktem, że tamtejsi wieśniacy przeszli w XIV wieku niesłychaną przemianę, i to wtedy, gdy zakonni rycerze popadli w niełaskę króla Francji i papieża.
W branży bankowej pracuje w Szwajcarii ok. 6 proc. wszystkich zatrudnionych, wypracowując 10 – 12 proc. produktu krajowego brutto. Wprawdzie niemal co druga placówka bankowa jest instytucją zagraniczną, to należy przypuszczać, że z kryzysu spora część przedstawicieli krajowego sektora może wyjść wzmocniona. Dotyczy to m.in. 24 banków kantonalnych, specyficznych helweckich instytucji prawa publicznego funkcjonujących na warunkach całkowicie rynkowych. Ich udział w rynku kredytów wynosił w ubiegłym roku 32 proc. Beneficjentami mogą okazać się również szacowne domy bankowe, z których większość nie zajmuje się już działalnością par exellence bankową, ale posiada, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, sztukę zarządzania majątkiem (franc. gestion de fortune).
Polityka słabego franka
Status ,,najbezpieczniejszej kasy
świata” wpisany jest w doktrynę systemu społeczno – ekonomicznego Szwajcarii,
lecz nie mniej istotne są też inne cele zapewniające pomyślny rozwój gospodarki.
W tym tworzenie korzystnych warunków sprzyjających rozwijaniu eksportu. W ponad
80 proc. realizowany jest on na obszarze Europy, a głównymi rynkami zbytu są
Niemcy, Włochy i Francja, na które przypada łącznie ok. 55 proc. sprzedaży za
granicę. Ujemny PKB Szwajcarii w 2009 r. (ok. -1,9 proc.) przypisać należy
dekoniunkturze u jej partnerów handlowych. Niezależna polityka stóp procentowych
odpowiadających potrzebom Szwajcarii jest podstawą strategii ekonomicznej.
Utrzymywanie głównych stóp procentowych na poziomie niższym (obecnie 0,25 proc.)
niż w strefie euro (1,0 proc.) jest jedną z podstawowych przyczyn dla której
(przynajmniej oficjalnie) Szwajcarzy nie chcą przystąpić do Unii
Europejskiej.
W przeszłości, pragnąc ograniczać a de facto opóźniać trwałą aprecjację
franka uciekano się do różnych, czasem wysoce niestandardowych, rozwiązań. By
zapobiec inwazji zewnętrznych kapitałów (zwłaszcza spekulacyjnych) wprowadzono
nawet ujemną stopę procentową od zagranicznych wkładów bankowych. Pobierano co
trzy miesiące – swoisty haracz w wysokości 3 proc. od zdeponowanej sumy. Innym
instrumentem ograniczającym rolę zagranicy było upowszechnienie instytucji akcji
pozbawionych prawa głosu. Nie ulega wątpliwości, że nagłaśniany ostatnio rzekomy
upadek - pod presją światowej opinii - instytucji tajemnicy bankowej, to ruch
przemyślany, który ograniczy nadmierny napływ kapitałów. Mało kto, szczególnie w
Polsce wie, że wprowadzone pod koniec lat 90. szwajcarskie procedury w zakresie
zapobiegania praniu brudnych pieniędzy i finansowaniu terroryzmu stały się po 11
września 2001 r. wzorem dla innych państw.
Interwencje realne czy werbalne?
Wprowadzając w 1971
r. ,,Akt monetarny” władze Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) zagwarantowały
sobie prawo do zmiany parytetu franka oraz interwencji na rynku walutowym.
Problem w tym, że w ostatnich dwóch latach termin ten jest najwyraźniej
nadinterpretowany, w czym niestety celują także nasi obserwatorzy rynku. W
umiejętnościach posługiwania się pieniędzmi Szwajcarzy są, w porównaniu do
reszty świata, o jedną ,,generację” do przodu i doskonale wiedzą, że realne
działanie w skali i częstotliwości, które przypisuje im rynek byłoby jak na
efekty zbyt kosztowne i krótkotrwałe. Orędownikiem takiej orientacji był na
pewno Jean – Pierre Roth prezes SNB w latach 2001 – 2009, którego zastąpił od
tego roku Philipp Hildebrand. Do potwierdzonej interwencji doszło już w 1995 r.
co było częścią wspólnej akcji najważniejszych banków centralnych. Ostatnią zaś
w pełni autonomiczną interwencję poprzedzającą obecny kryzys - przeprowadzono we
wczesnych latach 80. ubiegłego wieku.
Innymi słowy Schweizerische Nationalbank permanentnie interweniuje, ale przede wszystkim słownie. Jeśli już dochodzi do rzeczywistych działań to jedną z praktycznych metod zapobiegania nadmiernej wartości franka są operacje na trzymiesięcznej stawce LIBOR (zobacz aktualne stawki LIBOR dla franka) i oddziaływanie na kurs transakcjami repo, czyli krótkoterminowymi operacjami otwartego rynku. Tym formom wpływania na rynek sprzyja fakt, że szwajcarski pieniądz nie jest szczególnie eksponowany w międzynarodowych przepływach finansowych. Jego udział w globalnych obrotach walutowych w latach 1992 - 2007 kształtował się średnio na poziomie od 3 - 4 proc. Ustępował więc nie tylko dolarowi (41 – 43 proc.), marce niemieckiej (15 – 20 proc.) a potem euro (18 – 20 proc.), ale także jenowi (9 – 12 proc.) i funtowi szterlingowi (5 – 9 proc.).
Dzieje się tak, ponieważ frank cechuje się właściwościami tezauryzacyjnymi. Jego związki ze złotem mają często charakter komplementarny. Długookresowa dodatnia korelacja ze złotem sięga 75 – 80 proc. i nie wynika tylko z tego, że 27,4 proc. szwajcarskich rezerw walutowych utrzymywanych jest w kruszcu (33,44 mln uncji, tj. 1037,8 ton na koniec 2009 r.) Wzrost cen złotego metalu i aprecjacja franka, to przede wszystkim pochodna ,,zintegrowanego bezpiecznego portu”. Posiadacze frankowego zadłużenie powinni również pamiętać, że w Szwajcarii w przeciwieństwie do wielu innych krajów decyzje w sprawie stóp mogą być podjęte każdego dnia, a nie np. podczas comiesięcznych komitetów monetarnych.
* autor to główny ekonomista INVESTcon GROUP SA, członek zwyczajny Rynku
eWGT S.A. Warszawskiej Giełdy Towarowej S.A.
Tekst pochodzi z ostatniego wydania miesięcznika Kapitałowy
