Wyboista droga nowinek

Świdośliwa czy jagoda kamczacka miały przynieść zmiany na dawno podzielonym rynku owoców. Na razie producenci dojrzeli do… promocji.

Co jakiś czas na rynku pojawiają się nowości, które mają dokonać rewolucji. W ostatnich latach do serc, rąk i portfeli konsumentów ustawiły się m.in. świdośliwa, jagoda kamczacka czy minikiwi. Miały być alternatywą dla plantatorów ponoszących straty z powodu upraw owoców, których jest na rynku za dużo (np. porzeczek) czy dywersyfikacją dla tych, którzy boją się bańki (np. na rynku prężnie rozwijającej się borówki amerykańskiej).

Jagoda kamczacka, minikiwi czy świdośliwa — to owoce, o
których istnieniu dopiero dowiadują się konsumenci w Polsce. Choć lokalnie
produkowane, to wyjeżdżają już w formie przetworów za granicę — jagoda jako
wino dla japońskich odbiorców.
Zobacz więcej

LOKALNIE, A MIĘDZYNARODOWO:

Jagoda kamczacka, minikiwi czy świdośliwa — to owoce, o których istnieniu dopiero dowiadują się konsumenci w Polsce. Choć lokalnie produkowane, to wyjeżdżają już w formie przetworów za granicę — jagoda jako wino dla japońskich odbiorców. Fot. Fotolia

Wino zamiast mrożonek

Tomasz Michalski z Gospodarstwa Ogrodniczego Haskap (japońska nazwa jagody kamczackiej) w 2012 r. zaczął zamieniać hektary porzeczkowe na jagodowe. Trzy lata temu wysyłał zamrożone jagody głównie do Japonii, a o sprzedaży nad Wisłą nie myślał. Sporo się jednak zmieniło.

— Jagoda kamczacka zaczyna powoli pokazywać się w kraju. Jeszcze w zeszłym roku nie można nią było u nas legalnie handlować ani w formie świeżej, ani przetworzonej, bo jako nowy owoc była niewystarczająco przebadana. Dopiero od grudnia zeszłego roku została oficjalnie wprowadzona na rynek — tłumaczy Tomasz Michalski.

Sam jednak na razie rozwija tylko eksport, choć w zupełnie innej formie.

— Zaczynaliśmy od mrożonych owoców, ale przestawiliśmy się na produkt bardziej przetworzony, a więc z większą wartością dodaną, a przez to wyższą ceną — wino z jagody kamczackiej, które trafia do Japonii, i liofizat produkowany na inne zagraniczne rynki — opowiada Tomasz Michalski.

Przekonuje, że to bardzo perspektywiczna uprawa. — W Polsce obserwujemy wzrost nasadzeń. Owoce są zbierane już z 2,1 tys. ha. Ich silne właściwości zdrowotne nie są jednak w Polsce szeroko znane, podobnie jak same owoce, więc jest problem ze sprzedażą na rynku lokalnym. Stworzyliśmy więc stowarzyszenie plantatorów i chcemy ruszyć z promocją spożycia — dodaje Tomasz Michalski. Podobnych ruchów nie wykonali producenci świdośliwy, o której słychać dłużej niż o jagodzie kamczackiej. — Z roku na rok rośnie dostępność sadzonek, ale nie rośnie poziom ich zakupów. Plantatorzy boją się ryzykować i wybierają owoc, który daje dziś gwarancję zarobku, czyli borówkę amerykańską.

Producenci świdośliwy nie zrobili odpowiedniej promocji i nie zbudowali rynku jak minikiwi. Brakuje reklamy, nie widać jej w detalu, więc też nie ma większego wzrostu produkcji. Ja sam oprócz roślin sprzedaję jej owoce i czuję brak zainteresowania i wiedzy konsumentów o takim produkcie. Jednocześnie przetwórcy owoców zaczynają powoli dodawać świdośliwę do soków, więc może w ten sposób się przebije — mówi Tomasz Kącki z Kwalifikowanej Szkółki Roślin Jagodowych Kąccy.

Naukowcy z praktykami

Piotr Latocha, profesor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, który na minikiwi przeznaczył wiele lat zawodowego życia, przekonuje, że w przypadku każdej nowinki sukces to kwestia dokładnych i bardzo długich przygotowań.

— Część takich owoców od dawna próbuje się przebić do świadomości, ale na początku potrzebna jest współpraca nauki z producentami i bardzo metodyczne podejście. Chodzi o wypracowanie procedur, zasad, know-how na temat uprawy, zbiorów, testowania na kolejnych hektarach, wprowadzania zmian, dopracowywania odmian itd. Później zaś zorganizowania łańcucha — od producentów przez podmioty skupujące do sieci handlowych oraz, przede wszystkim, edukacji konsumentów, która jest kluczowa — przekonuje Piotr Latocha.

Problemem w Polsce jest to, że producenci przeprowadzają analizy produkcyjne między sobą, bez konsultacji z konsumentami i bez zaplanowania kampanii edukacyjnych i promocyjnych owoców.

— Branżowe stowarzyszenia promują spożycie lokalnych owoców jagodowych, w których produkcyjnie jesteśmy potęgą w UE, a konsumpcyjnie — na szarym końcu unijnego spożycia. Mówimy i o truskawkach, i borówkach amerykańskich, ale też porzeczkach i jagodzie kamczackiej — twierdzi naukowiec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy