Wybory rozhuśtają rynek długu

opublikowano: 25-02-2019, 22:00

Polskie obligacje potaniały po konwencji PiS. Należy jednak pamiętać, że ostatnio były bardzo drogie, a budżet jest w dobrej kondycji. Można się więc raczej spodziewać większej zmienności niż gremialnej przeceny

Wzrostem rentowności obligacji skarbowych rozpoczął się ostatni tydzień lutego. W sobotę odbyła się konwencja wyborcza Prawa i Sprawiedliwości (PiS). Partia rządząca zapowiedziała rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko poprzez likwidację kryterium dochodowego, wypłatę 13-stej emerytury wysokości 1,1 tys. zł, likwidację podatku PIT dla osób do 26 roku życia, zwiększenie kosztów uzyskania przychodu w podatku dochodowym od osób fizycznych oraz przywracanie lokalnych połączeń autobusowych.

— To jest jedyny powód wzrostu rentowności polskich obligacji skarbowych. Inwestorzy widzą, że już za kilka miesięcy pojawi się dodatkowa podaż, gdyż będą wydatki, których dotychczas nie brali pod uwagę. W 2019 r. wyniosą około 19 mld zł, w 2020 r. — około 40 mld zł. To dużo, więc zapał do kupowania polskich obligacji za wszelką cenę spadł — komentuje Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

Nasi rozmówcy zwracają jednak uwagę, że drastycznej przeceny polskich obligacji nie należy się spodziewać.

— Reakcja rynku obligacji na zapowiedzi PiS nie dziwi, bo wzrosną potrzeby pożyczkowe państwa, a wraz z nimi podaż obligacji. Jednocześnie bodźce fiskalne mogą pozytywnie wpłynąć na gospodarkę. Ponadto, z globalnego punktu widzenia, Polska ma szansę pozostać atrakcyjnym emitentem obligacji. Z perspektywy inwestorów zagranicznych trzymany w ryzach deficyt budżetowy jest czymś normalnym. Nie spodziewam się więc, żeby po okresie przejściowych, przedwyborczych wahań, oprocentowanie „skarbówek” miało kontynuować drogę na północ — komentuje Wojciech Górny, dyrektor zespołu zarządzania papierami dłużnymi NN Investment Partners TFI.

— Nie ma dużo więcej miejsca na przecenę polskich obligacji skarbowych. Tegoroczny budżet wygląda bezpiecznie. Nawet z tymi agresywnymi obietnicami PiS grubo ponad 50 proc. potrzeb pożyczkowych jest już sfinansowane. W 2020 r. deficyt sektora finansów publicznych będzie nieco wyższy, ale też wyraźnie poniżej granicy 3 proc. PKB. To, co się zmieniło, to ryzyka skrajne. Po dwóch latach spadającego deficytu jest ruch w drugą stronę z szansą na więcej. Zwłaszcza gdyby sondaże opinii publicznej okazywały się niekorzystne dla partii rządzącej, mogą pojawić się inne kosztowne pomysły. To oznacza, że przewidywalność polskiego budżetu jest dużo mniejsza — komentuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Trzy miesiące umocnienia

Według Mariusza Adamiaka, dyrektora biura strategii rynkowych PKO Banku Polskiego, rentowności polskiego długu będą w 2019 r. delikatnie rosły i mogą przekroczyć 3 proc. Zarówno on, jak i Rafał Benecki zwracają jednak uwagę, że polski dług był ostatnio po prostu drogi. Nawet taka zmiana rentowności oznacza więc powrót do stanu, który utrzymywał się przez wiele miesięcy. W ciągu zaledwie trzech miesięcy poprzedzających ostatni wzrost rentowności, spadła ona o ponad 0,5 pkt. proc.

— Dotychczas polski dług był uważany za bardzo bezpieczny i wyceniany bardzo drogo, więc teraz musi się przecenić, by ktoś się nim zainteresował — dodaje Rafał Benecki. Jeśli nie liczyć epizodu z kwietnia 2018 r., to od 2017 r. rentowność polskiego długu przekraczała 3, a nawet 3,2 proc. Od połowy listopada 2018 r. obligacje jednak systematycznie drożały (rentowność spadała). W ubiegłym tygodniu spadła nawet poniżej 2,65 proc. Stało się to po wypowiedzi Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego, który powiedział, że w pewnych okolicznościach istnieje nawet miejsce do dalszych obniżek stóp procentowych.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Wzrost rentowności wiązałbym pośrednio z zapowiedziami, jakie padły na konwencji PiS. Przy czym nigdy nie jest to jednoczynnikowa zależność. Zacząć należy od tego, że od połowy listopada 2018 r. do piątku mieliśmy potężny spadek rentowności obligacji spowodowany kombinacją czynników globalnych i lokalnych. Po pierwsze nastąpił olbrzymi spadek rentowności obligacji amerykańskich, związany z tym że Fed zaczął się wycofywać z podwyżek stóp procentowych. Po drugie, dane makroekonomiczne z Europy były raczej słabe i Europejski Bank Centralny też zmienił retorykę na bardziej ostrożną. Jeżeli chodzi zaś o Polskę, to wzrost gospodarczy nie rozczarowywał, ale wyraźnie w dół przesunęły się oczekiwania inflacyjne. Dopiero pod wpływem tych wszystkich czynników, mocno spadły rentowności polskich obligacji skarbowych, ale jak zawsze w przypadku tak dużych ruchów, nawet jeśli są uzasadnione, rynek dojrzewa do korekty i szuka dla niej pretekstu. Można powiedzieć, że taki pretekst znalazł się w weekend — wyjaśnia Mariusz Adamiak.

Specjalista tłumaczy, że dotychczas większość prognoz wzrostu PKB na 2019 r. mieściła się w dolnych granicach przedziału 3,5-4 proc. Przedstawione pomysły mogą być jednak impulsem zwiększającym konsumpcję. To zaś może pchnąć wzrost gospodarczy powyżej 4 proc., ale też przyczynić się do wzrostu inflacji, a co za tym idzie, w jakiejś perspektywie skłonić NBP do podnoszenia stóp procentowych.

Globalna rozgrywka

Poprawę perspektyw wzrostu gospodarczego mogą też sugerować ostatnie informacje o zbliżaniu się do kompromisu w wojnie handlowej miedzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Spowolnienie w Chinach to pośrednio również spowolnienie w Europie, w tym w Niemczech, które są bardzo ważnym partnerem dla Polski.

— Jeżeli Amerykanie z Chińczykami dojdą do porozumienia, to powinno się to ogólnie przełożyć na lepsze dane z europejskiej gospodarki. Powinno to sprzyjać normalizacji polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny, który wciąż przecież utrzymuje ujemne depozytowe stopy procentowe. To pośrednio wpłynie na nasze obligacje. Nie handluje się nimi w próżni, kontekst międzynarodowy ma znaczenie. Dlatego spodziewam się, że w tym roku ich rentowności będą delikatnie rosły. Mogą przekroczyć 3 proc. — mówi Mariusz Adamiak.

— Wchodzimy w okres przedwyborczy i można się spodziewać, że obietnice obciążające budżet państwa będą z rezerwą przyjmowane przez inwestorów. Staje się powoli jasne, że Polska z kraju o solidnym wzroście gospodarczym, niskiej inflacji i zbilansowanym budżecie, stanie się z krajem z deficytem budżetowym. Jeżeli zrealizowanie obietnic wyborczych będzie kosztowało ok. 40 mld zł, mówimy prawdopodobnie o dodatkowym deficycie rzędu 2 proc. PKB. Jeżeli w wyniku spowolnienia gospodarczego, tempo wzrostu PKB spadnie, deficyt może sięgnąć 3 proc. PKB. Trudno na tym etapie oszacować jego skalę, bo wciąż nie wiadomo kto wygra wybory i jaką część obietnic wyborczych zrealizuje. Jednocześnie jednak może się okazać, że ekspansja fiskalna, w obliczu spadającej dynamiki wzrostu PKB, wesprze zwalniającą gospodarkę. W tym roku jest więc szansa na zestrojenie cyklu politycznego z cyklem gospodarczym, inaczej niż było w przypadku wprowadzania 500+, kiedy gospodarka rozwijała się dynamicznie i nie potrzebowała dodatkowych bodźców — podsumowuje Wojciech Górny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy