Socjaldemokracja chce wyborów, a nie rządu Marka Belki. Zamieszanie polityczne może tylko zaszkodzić złotemu, giełdzie i gospodarce.
Powodzenie misji Marka Belki, prezydenckiego kandydata na premiera, jest coraz bardziej wątpliwe. Ma on utworzyć rząd, który sprawowałby władzę do wyborów wiosną 2005 r. Socjaldemokracja Polska (SdPl) zapowiedziała tymczasem, że domaga się wyborów jesienią i poprze tylko rząd przejściowy.
— Jeśli nie dojdzie do porozumienia w tej sprawie, będziemy głosować przeciwko rządowi — twierdzi Marek Borowski, lider SdPl.
Cień nadziei
Marka Belkę popiera tylko SLD (158 posłów) oraz warunkowo Unia Pracy (15) i Federacyjny Klub Parlamentarny (15). SLD może też liczyć na poparcie części posłów niezrzeszonych (jest ich 22) oraz ewentualnie któregoś z malutkich ugrupowań.
— Szanse są nadal pół na pół — twierdzi prezydent Kwaśniewski.
Krzysztof Janik, lider SLD, zapowiedział, że nadal będzie szukał poparcia dla prezydenckiego kandydata, a sojusz opowiada się za wyborami na wiosnę przyszłego roku.
Wysoki koszt
Ekonomiści i przedsiębiorcy z niepokojem obserwują sytuację. Henryka Bochniarz, szefowa Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, twierdzi, że dla polskiej gospodarki lepszym rozwiązaniem byłaby kontynuacja reform gospodarczych przez rząd Marka Belki niż niestabilność związana z wcześniejszymi wyborami. Niepewność zagraża obecnej koniunkturze gospodarczej.
— Aby wzrost był trwały w dłuższym okresie, muszą pojawić się inwestycje — twierdzi Krzysztof Rybiński wiceprezes NBP.
Jego zdaniem, wciąż zbyt wiele jest negatywnych czynników (w tym ryzyko polityczne), które hamują decyzje inwestycyjne firm.
Po oświadczeniu SdPl złoty lekko osłabł, a giełda zakończyła dzień dużymi spadkami.