Wybuch zmienności na FX

  • Marek Rogalski
opublikowano: 03-01-2019, 11:48

Kluczowe informacje z rynków:

USA / GOVERMENT SHUTDOWN: Bez przełomu po spotkaniu polityków w Białym Domu (Trump zaprosił liderów obu partii). Zdaniem szefa Partii Republikańskiej w Senacie nie osiągnięto postępów, a przewodnicząca Demokratów zapowiedziała, że jej partia przygotuje własne ustawy zmierzające do wznowienia finansowania administracji publicznej. Prezydent wyznaczył kolejne spotkanie na piątek.

USA / GIEŁDA: Apple podał po sesji, że obniża prognozę przychodów na I kwartał 2019 r. o 10 mld USD do 84 mld USD ze względu na „nieprzewidziane spowolnienie Chin”.

USA / CHINY: Prezydent Donald Trump powtórzył, że rozmowy handlowe z Chinami zapowiadają się bardzo dobrze, dodał, że „zobaczymy, co się wydarzy”. Nie poznaliśmy jednak nowych szczegółów. Tymczasem chiński bank centralny poluzował wczoraj warunki udzielania pożyczek przez banki komercyjne dla mniejszych podmiotów (kryterium oceny zostało podniesione dwukrotnie z 5 mln CNY do 10 mln CNY).

WIELKA BRYTANIA: Były minister ds. brexitu w rządzie premier May (David Davis) w opinii wyrażonej dla dziennika The Telegraph przyznał, że May powinna rozważyć odsunięcie w czasie terminu głosowania nad porozumieniem z UE, gdyż Bruksela mogłaby zgodzić się na dodatkowe ustępstwa. Davis uzasadnił to obawami UE o utratę 39 mld GBP płatności Londynu na rzecz UE w tzw. rachunku rozwodowym.

Opinia: Środa 2 stycznia 2019 r. już zapisała się na karcie historii rynków finansowych przywołując wydarzenia z lutego 2018 r. – tym razem to jednak nie rynki akcji były świadkiem ogromnej zmienności, a rynek walut. Od rana obserwowaliśmy wyraźne umacnianie się dolara względem pozostałych walut, z czego wyłamywał się tylko USDJPY. Ruch ten zakończył się przed północą ogromnym „wyładowaniem”, chociaż bardziej fachowe określenie to tzw. flash crash. Rzut oka na wykresy wystarczy zamiast większego komentarza. Przyczyny? Z reguły w takich sytuacjach nie ma jednego powodu. Teoretycznie można to powiązać z ujawnionym po sesji na Wall Street listem dyrektora generalnego Apple’a do inwestorów, który mocno zaskoczył wyraźną rewizją prognozy przychodów w dół o 10 proc. w I kwartale uzasadniając to „nieprzewidzianym spowolnieniem w Chinach”, oraz generalnie słabością głównych gospodarek, wysokim kursem dolara i mniejszą chęcią do zakupów nowych modeli telefonów przez klientów. To wpisało się, a w zasadzie podbiło „pesymistyczne wizje” rynku dla globalnej gospodarki, które „nakręcały” inwestorów od wczorajszego rana. Dobrym podłożem dla flash crashu okazała się jednak niska płynność (Japonia nadal świętuje i pracowały tylko rynki Antypodów), pękające stop-lossy i coraz bardziej aktywne algorytmy w handlu.

Co dalej? Z reguły tzw. „wyładowanie” zamyka pewien rozdział, dając podłoże do rozegrania nowych tematów. Na większości wykresów głównych walut potencjalne pesymistyczne scenariusze na najbliższe tygodnie zostały rozegrane wczoraj (co nie oznacza bynajmniej, że dało się je logicznie przewidzieć). Skupmy się, zatem na tym, co mogą nam przynieść kolejne dni.

Punkt pierwszy – goverment shutdown. Wczorajsze spotkanie Trumpa z liderami obu partii nic nie wniosło. Mitch McConnell stwierdził, że „nie osiągnięto żadnych szczególnych postępów”, a liderka Demokratów, Nancy Pelosi dała do zrozumienia, że jej partia przygotuje własne rozwiązania dla budżetu, co teoretycznie zwiększa tylko prawdopodobieństwo przedłużenia pata. Demokraci w nowym rozdaniu po listopadzie mają przewagę w Izbie Reprezentantów, ale Republikanie nadal kontrolują Senat. Szanse na osiągnięcie kompromisu zależą, zatem bardziej od tego, jak będą rozkładać się sondaże – według wcześniejszych badań społeczeństwo bardziej winiło Trumpa i Republikanów za zaistniałą sytuację z zamknięciem instytucji państwowych. Z wcześniejszych wypowiedzi prezydenta wynikało jednak, że nie odpuści on łatwo kwestii budowy muru z Meksykiem i będzie chciał zrobić z tego jeden z kluczowych tematów swojej kampanii w 2020 r. Reasumując – przedłużający się pat może raczej osłabić dolara.

Punkt drugi – istotne publikacje makro z USA (ISM i rynek pracy). Opublikowane wczoraj dane PMI dla przemysłu za grudzień nie wypadły szczególnie źle (spadek do 53,8 pkt. z 55,3 pkt. przy prognozie 53,9 pkt.). Może być to sygnał, że zaplanowany na dzisiejsze popołudnie odczyt przemysłowego ISM również nie wypadnie nazbyt źle – szacunki mówią o cofnięciu się do 57,9 pkt. z 59,3 pkt. Jutro kluczowe będą dane Departamentu Pracy – po słabszym listopadzie prognozy dla nowych etatów zakładają ich wzrost o 178 tys. poza rolnictwem, oraz 175 tys. w sektorze prywatnym. Rynek skupi jednak największą uwagę na dynamice płac (według oczekiwań ta nie powinna zejść poniżej 3,0 proc. r/r wobec utrzymanych 3,1 proc. r/r w listopadzie). Również jutro (godz. 16:15) inwestorzy otrzymają pierwsze w tym roku wystąpienie szefa FED, który weźmie udział w panelu dyskusyjnym stowarzyszenia ekonomicznego w Atlancie. Powell może chcieć „bilansować” swój przekaz, co może być i dobre i złe podbijając tym samym znaczenie w/w publikacji makro. Nie zapominajmy o tym, że rynek nazbyt pesymistycznie szacuje „możliwości” FED w tym roku. Reasumując – dane mają szanse wypaść korzystnie dla dolara, ale bez większego przekonania. Z racji tego, że USD, obok JPY, był beneficjentem „flash crashu” może ograniczać to pole do jego umocnienia.

Punkt trzeci – relacje handlowe USA-Chiny. Sam fakt, że Trump powtórzył, że liczy na korzystny obrót spraw po negocjacjach, jakie rozpoczynają się w najbliższy poniedziałek, może nie być przypadkowe – rynek może mylnie postrzegać tą kwestię tłumacząc to skłonnością prezydenta do rzucania „nazbyt optymistycznymi zwrotami”. W ostatnich wpisach zwracałem uwagę, że to Pekinowi może bardziej zależeć na odwilży z USA, gdyż Partia mogła ocenić, że jeszcze nie jest właściwy czas na gospodarczą (i nie tylko?) konfrontację z globalnym hegemonem, jakim są Stany Zjednoczone. Reasumując – paradoksalnie mamy asymetrię w stronę ryzyka większej reakcji na optymistyczne, niż pesymistyczne plotki nt. przebiegu rozmów handlowych. Warto też zwrócić uwagę na ostatnie ruchy chińskich decydentów – zapowiedzi kolejnych działań stymulacyjnych dla gospodarki, co ma zwiększyć scenariusz „łagodnego” spowolnienia kosztem twardszego lądowania. To wszystko może dawać preteksty to powrotu zainteresowania bardziej ryzykownymi walutami kosztem USD i JPY.

Punkt czwarty – spekulacje związane z Brexitem. Po zachowaniu się funta wczoraj można odnieść wrażenie, że inwestorzy zupełnie zignorowali wcześniejsze plotki podbijające scenariusz „przesunięcia” Brexitu o kilka miesięcy. Po części mogło to wynikać z tego, że jest on utożsamiany z „odwołaniem” Brexitu, które to działanie z kolei wymagałoby tak naprawdę zapowiedzi przeprowadzenia drugiego referendum, wobec czego brytyjska scena polityczna jest mocno podzielona, w tym też opozycyjna Partia Pracy. Wydaje się jednak, że tak czy inaczej brytyjscy politycy (po obu stronach) zostaną zmuszeni do podjęcia pewnych działań dla uniknięcia scenariusza Brexitu „bez porozumienia”, który byłby dla nich wszystkich politycznym samobójstwem. Problem w tym, że w opinii UE powinny zaistnieć uzasadnione czynniki, aby można było rozpatrzyć propozycję przesunięcia Brexitu o kilka miesięcy. W tym kontekście słowa byłego ministra Davida Davisa o scenariuszu przełożenia styczniowego głosowania w Izbie Gmin, mogłyby być takim prawnym wytrychem. Pozostaje, zatem uważnie śledzić rozwój wypadków w przyszłym tygodniu, kiedy to rozpocznie się parlamentarna debata (8-9 stycznia) nad wynegocjowanym w listopadzie porozumieniem z UE. Asymetria potencjalnych rynkowych reakcji jest przesunięta w stronę większej wrażliwości na pozytywne, niż negatywne informacje. To może dawać preteksty to powrotu zainteresowania bardziej ryzykownymi walutami kosztem USD i JPY.

Spójrzmy na wykresy. Na początek dwa koszyki dolara, które nieznacznie różnią się ze sobą składem. W przypadku tygodniowego BOSSA USD mamy odbicie od hipotetycznej linii kanału wzrostowego, ale jednocześnie budującą się świecę doji, świadczącą o przesileniu. Układy wskaźników nadal przemawiają za scenariuszem spadkowym. Drugi układ to tygodniowy koszyk FUSD (US DOLLAR INDEX), gdzie ostatni ruch można opisać jako powrotny do złamanych wcześniej wsparć. Tu też układy na wskaźnikach dają większe prawdopodobieństwo spadkom, niż wzrostom.

Kolejny wykres to USDJPY. Niewiele brakowało do tego, abyśmy przetestowali minimum z marca 2018 r. przy 104,63. Tyle, że wtedy wieńczyło ono okres ponad 3 miesięcznej przeceny. Teraz ruch wykonał się gwałtownie, a dzienne wskaźniki zeszły wyraźnie w obszar wyprzedania. Tyle, że technicznie USDJPY to bardzo trudny case do prognozy. Teoretycznie po takim rozchwianiu rynek powinien teraz odnaleźć poziom równowagi przy którym pozostanie przez jakiś czas. Tyle, że to raczej nie stanie się dzisiaj, lub jutro. Można jednak próbować estymować, że takowy zostanie osiągnięty z większym prawdopodobieństwem w przedziale 104,63-106,63, niż wyższym.

Zerknijmy jeszcze na EURUSD, chociaż case’ów jest dzisiaj wiele. Tutaj sytuacja techniczna jest „bardziej klarowna”. Wyraźna przecena (jak na jeden dzień handlu) została powstrzymana w obszarze wsparcia 1,1295-1,1315, skąd szybko zostało wyprowadzone odbicie. Niemniej układ na dziennym oscylatorze RSI 9 wygląda negatywnie. To może ograniczać w krótkim terminie pole do zwyżek EURUSD (ruch powrotny w okolice 1,14?), ale w szerszym kontekście (kilka tygodni) EURUSD ma szanse zachować układ wzrostowy (linia trendu przebiega w rejonie 1,13).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu