Akcje są już warte tylko 12 zł. Kapitalizacja eksportera spadła do 70 mln zł
Zbigniew Drzymała był niegdyś menedżerem roku i właścicielem spółki wartej ponad 800 mln zł. Dziś ma firmę o kapitalizacji niespełna 70 mln zł i problemy z wrocławskimi kibicami. Kurs jego Groclinu spadł do najniższego poziomu w historii.
Akcje producenta tapicerki samochodowej kolejną sesję zaliczają mocny spadek. Sięga on momentami nawet 7,3 proc., a kurs opiera się o poziom 12 zł. To najniższa cena, jaką kiedykolwiek płacono za papiery spółki z Wielkopolski.
Poprzedni dołek — 13,25 zł— zanotowano 10 stycznia 2001 r. Ale wtedy firma była u progu wielkiej giełdowej kariery. Miano czołowego polskiego eksportera, duże, wieloletnie kontrakty z takimi producentami samochodów, jak Porsche czy Volvo, klub piłkarski Dyskobolia w europejskich pucharach. To wszystko w połowie 2004 r. wykreowało wartość akcji Groclinu w pobliże 150 zł, a całej firmy powyżej 800 mln zł.
Szybkie umocnienie złotego diametralnie zmieniło jednak sytuację firmy, która w swoim „złotym okresie” 95 proc. produkcji lokowała za granicą. Dzisiaj Groclin nie zarabia już na swoich podstawowych kontraktach, zyski wykazuje głównie dzięki wyprzedaży majątku. A klub piłkarski przenosi się do Wrocławia, bo biznesmen uznał, że wielką piłkę można robić tylko w dużym mieście. Tyle że i tu nie brakuje problemów, bo kibice miejscowego Śląska nie chcą, by ich drużyna grała na licencji Dyskobolii. Doprowadziło to do tego, że Zbigniew Drzymała wycofał swój klub z rozgrywek Pucharu UEFA.
W giełdowej firmie biznesmen próbuje ratować sytuację, przenosząc produkcję na Ukrainę oraz poszerzając działalność spółki o sektor chemiczny. To jednak dużo kosztuje. Zdaniem audytora — za dużo. Ten w opinii do raportu rocznego zasugerował, że wskaźniki płynności Groclinu obniżyły się do niebezpiecznego poziomu. A w końcu czerwca spółka będzie musiała coś zrobić z 50 mln zł zadłużenia w BZ WBK. Szybki spadek jej kursu pokazuje, że inwestorzy wyciągają własne, konkretne wnioski z tej sytuacji.
Spora strata w IV kwartale 2007 r. i wynik z I kwartału tego roku sprawiły, że Groclin, mimo znacznego spadku kursu, nadal nie wygląda atrakcyjnie pod względem wskaźników. Cena/zysk (C/Z) zbliżył się do 60, podczas gdy dla grupy porównawczej 36 spółek z regionu wynosi 19. W przypadku polskich blue chipów C/Z to 10,5. Groclin nie może się pochwalić także marżą operacyjną, która wynosi w jego przypadku 1,45, podczas gdy konkurenci mają ją ponad cztery razy wyższą. Sytuacja może się jednak diametralnie zmienić na plus w kolejnych kwartałach. C/Z Groclinu powinien spaść dla obecnej wyceny poniżej 6, a marża operacyjna wzrosnąć do 3,7. Dla grupy porównawczej prognozy mówią o wartościach odpowiednio 11,2 i 5,7.
SPECJALNIE DLA PULSU
Bartosz Orzechowski
Rynek poszukuje wsparcia w aktywach
Od naszej ostatniej rekomendacji z końca stycznia („trzymaj” z 12-miesięczną ceną docelową 25,7 zł — red.), notowania Groclinu były pod presją galopującego silniejszego niż oczekiwaliśmy wzrostu złotego wobec euro oraz słabszych wyników. Od kilku miesięcy rynek rozważa inwestycję w akcje Groclinu, uwzględniając wartość księgową aktywów, co w przypadku oceny potencjału spółki produkcyjnej nie napawa optymizmem. Wskaźnik C/WK spadł przy aktualnej cenie rynkowej poniżej 0,3, ale trudno zakładać, że aktywa Groclinu mogłyby być sprzedane po cenie zbliżonej do wykazywanej wartości księgowej.
Również wyniki z ostatnich kwartałów nie pozwalają na jednoznaczne sformułowanie tezy, że obecna wycena giełdowa ma oparcie w fundamentach. W przypadku spółek przynoszących straty potencjał do odbicia kursu jest znaczący, ale rzadko odbiega od poziomu ryzyka inwestycji. W przypadku Groclinu potencjału do poprawy wyników należy szukać we wpływie kupionego niedawno Altaksu (producent chemii budowlanej), a w dłuższym okresie, być może w połączeniu piłkarskich drużyn Dyskobolii i Śląska Wrocław.