Wbrew rynkom globalnym GPW spadała przez ponad 4 miesiące. Tłumaczono to realizacją zysków po zwyżkach z 2012 r., bardzo słabymi danymi makro i w końcu ryzykiem rozwiązania OFE. Lecz jeśli spojrzymy na całą sytuację z nieco szerszej perspektywy i oddzielimy racjonalne myślenie od emocji, to obraz rynku idealnie wpisuje się w podręcznikową definicję dołka cyklicznego.
Dane makro są najgorsze od wielu kwartałów, żyjemy w środowisku rekordowo niskich stóp procentowych, nastroje uczestników na rynku są bardzo negatywne (patrz: zamykanie kolejnych biur maklerskich), a od początku roku małe i średnie spółki są bardzo silne na tle WIG20. Jak sięgnę pamięcią wstecz, ostatnio takie otoczenie rynkowe obserwowałem na przełomie 2002/2003 r. Déją vu? Tego wszystkim życzę w najbliższych kwartałach.