Firmy próbują się bronić przed zdradą i lenistwem pracowników. Czy nie przekraczają granicy między kontrolą a inwigilacją?
Co piąta firma w USA nagrywa rozmowy telefoniczne pracowników. 40 proc. dużych amerykańskich przedsiębiorstw nadzoruje ich pocztę elektroniczną. To nie wątki z filmu fantasy ani Orwellowskiego „Roku 1984”, ale wyniki badań w 500 amerykańskich firmach, które przeprowadziło Amerykańskie Stowarzyszenie Zarządzania (AMA) i e-Policy Institute. Powodem tych działań jest obawa przed utratą firmowych tajemnic.
Mania szpiegowania zaczyna się również w Polsce. No bo wyobraźmy sobie — dwie firmy toczą wojnę o rynek. Zarząd jednej podejrzewa, że rywal przekupił jej pracownika. Stawką jest receptura technologiczna nowego wyrobu.
To przypadek z życia, a nie fabuła powieści kryminalnej.
— Firma miała podejrzenia co do wycieku tajnych informacji. Musieliśmy rozpocząć obserwację pracownika, monitoring jego poczty i billingów telefonicznych. Sprawca został przyłapany i zwolniony z pracy — mówi Aleksander Wojciechowicz, właściciel agencji detektywistycznej Tora.
Związane ręce
Aleksandra Minkowicz-Flanek, z kancelarii Salans podkreśla, że szefowie, którzy chcą kontrolować pracowników, mają poważny problem — polskie prawo.
— Tego typu praktyki nie są w naszym kraju prawnie uregulowane. To stwarza pole do dyskusji, jak daleko pracodawca może się posunąć — mówi prawniczka.
Wątpliwości, zdaniemi Pawła Litwińskiego z kancelarii Traple Konarski Podrecki, nie budzą blokady stron internetowych. Firma może przecież dysponować sprzętem i to ona reguluje dostęp do internetu. Gorzej jest z monitoringiem poczty, czy zawartości twardych dysków komputerów. W takich przypadkach sprawa może nawet otrzeć się o kodeks karny.
— Raf prawnych, na które można się natknąć, jest wiele. Kodeks pracy mówi o obowiązku poszanowania godności i innych dóbr osobistych pracownika, kodeks cywilny podaje katalog dóbr osobistych, do których należy m.in. tajemnica korespondencji — mówi Mikołaj Illukowicz z kancelarii M. Illukowicz i Partnerzy.
Prawnicy są zgodni co do tego, że pracodawcy nie mogą monitorować prywatnych skrzynek mailowych pracowników. Inaczej sprawa ma się ze służbowymi.
— Maile o charakterze służbowym z firmowych skrzynek można czytać. Nie wolno otwierać takich, których nagłówek, albo tytuł wskazuje na treści prywatne — mówi Paweł Litwiński.
Wyjęte spod firmowej kontroli muszą być również dokumenty i foldery opisane jako „osobiste”, czy „prywatne”, które znajdują się na pulpicie komputerów.
Mikołaj Illukowicz podkreśla, że z braku polskiego orzecznictwa sądowego podgląda się wyroki, które zapadły w innych krajach Unii.
Tajemnica korespondencji
— We Francji sąd uchronił od zwolnienia z firmy pracownika, który skonfigurował służbową skrzynkę, utworzył na niej prywatny folder i stamtąd wysyłał zdjęcia modeli samochodów. Tajemnica korespondencji — mówi Mikołaj Illukowicz.
Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, informuje, że według standardów europejskich, aby uniknąć procesów, pracodawca winien poinformować pracowników o podejmowanych działaniach „wywiadowczych”.
— Podwładni muszą być uprzedzeni o instalacji programów monitorujących czas i sposób pracy na komputerze, o przeglądaniu poczty elektronicznej i dysków. Nie jest potrzebna ich zgoda na takie praktyki. Jednak uzyskanych informacji nie wolno udostępniać innym osobom ani publikować — mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak.
Najlepiej jest wprowadzić do umów o pracę, albo regulaminów wewnętrznych firmy zakaz wykorzystywania służbowego sprzętu do celów prywatnych.
A jeśli w osobistych folderach pracownik gromadzi firmowe dane, przesyła je z prywatnej poczty?
— Jeśli pracodawca ma wyraźny powód — na przykład podejrzewa wyciek poufnych danych — to może zaryzykować i zajrzeć do prywatnej korespondencji. Wtedy musi liczyć się ze strony podwładnego z pozwem o ochronę dóbr osobistych. Znalezione dowody nielojalności może jednak potem przedstawić w sądzie — mówi Paweł Litwiński.
W grę wchodzą przecież informacje warte czasem miliony.