Wyciskanie podatku od firm poczeka

Bartek GodusławskiBartek Godusławski
opublikowano: 2015-11-29 22:00

Planowane zmiany w CIT zderzyły się z kalendarzem. Nie wejdą w życie w przyszłym roku, co oznacza brak ekstramiliardów w budżecie.

Gdy przyszło do realizacji przedwyborczych obietnic, słowa z piosenki Marka Grechuty „Nie od razu, miły, nie od razu” brzmią coraz głośniej. Kosztowne menu obietnic wyborczych już ustawia w nowym szyku priorytety gabinetu Beaty Szydło. Na pewno wejdzie w życie program 500 zł na dziecko, który w przyszłym roku obciąży budżet 15,5 mld zł.

Marek Wiśniewski

W sygnałach płynących z partii coraz wyraźniej przebija się jednak nuta, że resztę rachunku za wzrost kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł i obniżkę wieku emerytalnego przyjdzie zapłacić w kolejnych latach. Paweł Szałamacha, minister finansów, dwoi się i troi z nową drużyną współpracowników, jak pokryć ekstrawydatki, żeby nie znaleźć się na cenzurowanym Brukseli z powodu nadmiernego deficytu. Z podatków sektorowych fiskus chce ściągnąć około 10 mld zł, ale prawdziwych skarbów spodziewa się w uszczelnieniu systemu podatkowego. Pierwsza kłoda pod nogami urzędników z ul. Świętokrzyskiej już się znalazła.

— Mamy przygotowaną ustawę o CIT, gwarantującą nam 7 mld zł wpływów w przyszłym roku, której nie możemy wprowadzić. Nie możemy jej wprowadzić, ponieważ nie pozwala na to kalendarz. Po prostu takie są terminy — nie kryje rozczarowania Konrad Raczkowski, wiceminister finansów odpowiedzialny za podatki. Takimi informacjami podzielił się w ubiegłym tygodniu z senatorami. Jeszcze przed wyborami Henryk Kowalczyk, koordynator programu gospodarczego PiS, a dzisiaj minister i szef Komitetu Rady Ministrów, informował, że plan zmian w CIT miał dawać około 4 mld zł rocznie ekstradochodu.

Jak? Dzięki wprowadzeniu obowiązku informowania fiskusa o optymalizacji podatkowej, żeby urzędnicy mogli sprawdzić, czy jest zgodna z prawem. Najważniejsza miała być jednak zmiana przepisów o cenach transferowych. Na radarze skarbówki miały się znaleźć firmy transferujące za granicę koszty w przypadku spółek powiązanych. Kalendarz jest jednak nieubłagany, a efekt będzie taki, że zmiany w CIT kokosów już nie przyniosą.

— Niewprowadzenie ustawy oznacza, że nie ma wpływów, a wprowadzenie jej w takim kształcie w kolejnym roku nie da nam tych 7 mld zł, może najwyżej 500 mln zł od tzw. firm gapowiczek, które nie zgłosiły się do biur doradztwa podatkowego — wyjaśniał w Senacie Konrad Raczkowski. Przy okazji oberwało się też doradcom podatkowym, którzy pomagają przedsiębiorcom uciekać przed fiskusem.

— Jest taka agresywna optymalizacja, w tej chwili słynna: podział poprzez wydzielenie. Usługa kosztuje mniej więcej 3 mln zł, ale dla korporacji są to niewielkie pieniądze, bo zarabia się na tym kilka do… zazwyczaj kilkudziesięciu razy więcej — podkreślał wiceminister finansów. Na pocieszenie pozostaje nowa ustawa o VAT, której owoce mają przynieść wyższą efektywność poboru tej daniny nawet o 19 mld zł rocznie, oraz 8 mld zł z akcyzy dzięki walce z papierosowo-alkoholową szarą strefą.

W centrum uwagi będzie jednak podatek od towarów i usług, którego zmiana ma nastąpić w pierwszych 100 dniach rządu. W przedwyborczym projekcie PiS odkrył karty, informując, że chce centralnego rejestru faktur i podatników, likwidacji odwróconego mechanizmu obciążenia podatkiem oraz płatności innych niż miesięczne. Zakłada też obowiązek faktycznej zapłaty w przypadku importu określonych towarów, np. paliw, oraz split payment na żądanie kontrahenta.