Wydajność pracy w USA argumentem za mocnym dolarem

PRZEDSIĘBIORSTWO MODERNIZACJI URZĄDZEŃ ENERGETYCZNYCH "REMAK" S.A.
opublikowano: 2002-03-22 16:56

Pratima Desai

LONDYN (Reuters) - Europejscy politycy i przedstawiciele amerykańskiego przemysłu mogą narzekać, ale rynki finansowe zdają się wiedzieć lepiej - dolar nie jest za mocny, a euro nie jest za słabe.

Zaskakująca decyzja prezydenta George'a Busha o wprowadzeniu 30- procentowych ceł na stal importowaną do USA wywołała spekulacje, że rząd Stanów Zjednocznych ugnie się pod presją i osłabi kurs dolara.

Jednak zdaniem ekspertów walutowych wydajne wykorzystanie siły roboczej i kapitału w USA to główny czynnik, który przesądza o tym, że inwestorzy będą nadal lokować swoje środki w amerykańskich akcjach i obligacjach, umacniając dolara.

"Od 1995 roku wydajność produkcyjna w USA rośnie. Nie ma wątpliwości, że jej tempo będzie wyższe niż w strefie euro i Japonii" - powiedział Neil MacKinnon, analityk walutowy z Merrill Lynch.

Zdaniem ekonomistów, w ostatnim kwartale 2001 roku wydajność pracy - czyli produkcja przypadająca na jednego pracownika - w strefie euro nie zmieniła się.

W USA była natomiast o 5,2 procent wyższa niż rok wcześniej. Tempo wzrostu była największe od drugiego kwartału 2000 roku.

Prezes amerykańskiego banku centralnego, Alan Greenspan tak skomentował ostatnie dane: "Otrzymujemy coraz wyraźniejsze potwierdzenie, że coś bardzo ważnego wydarzyło się w drugiej połowie lat 90-tych".

Chociaż w ostatnim czasie przedstawiciele amerykańskiego przemysłu wytwórczego narzekali głównie na osłabienie kursu jena wobec dolara, to od czasu swojego powstania w 1999 roku euro straciło na wartości aż 30 procent.

W ubiegłym tygodniu wiceprezes Europejskiego Banku Centralnego (ECB), Christian Noyer powiedział, że decyzja o podwyższeniu ceł na stal w USA wiąże się z kwestią właściwego kursu waluty. Dodał też, że jego zdaniem euro jest niedoszacowane, a dolar za mocny.

W październiku 2000 roku kurs euro spadł do najniższego w swojej krótkiej historii poziomu, czyli 82,25 centa. Od tego czasu waluta zdołała się nieco umocnić, a jej kurs kształtuje się w okolicach 88 centów.

Tym niemniej nawet wprowadzenie waluty do powszechnego obiegu tylko na krótko ją wzmocniło.

PRZYJMOWANIE I ZWALNIANIE PRACOWNIKÓW

"Rynki wyraźnie reagują na dane o wydajności pracy. Moim zdaniem jej wzrost, czyli tempo tworzenia miejsc pracy i wartość produkcji w strefie euro wyraźnie spadły" - powiedział Patrick Minford, profesor ekonomii z Uniwersytetu w Cardiff.

Jednym z czynników poprawiających wydajność produkcji amerykańskich firm jest elastyczność, z jaką mogą one działać, niższe podatki, a także łatwość w przyjmowaniu i zwalnianiu pracowników.

"Tym co najbardziej różni USA i Europę jest rynek pracy. Europejskie firmy mają znacznie większe problemy z przeprowadzeniem restrukturyzacji kosztów. W tej grze USA jest wyraźnie z przodu" - uważa Hans Guenter Redeker, analityk walutowy z BNP Paribas.

Zdaniem ekonomistów nadmierna ochrona pracowników i konsumentów w Europie stanowi część problemu.

"Nie ma nic gorszego dla małej firmy niż biurokracja na rynku pracy" - powiedział Minford.

PŁACZ WYTWÓRCÓW

Słabszy kurs euro, który działa na korzyść europejskich eksporterów niepokoi jednak Narodowe Stowarzyszenie Wytwórców (NAM) w USA. NAM uważa, że zbyt wysoki kurs dolara kosztował gospodarkę amerykańską 400.000 miejsc pracy.

Jednak eksperci walutowi przestrzegają, że słabszy dolar może zagrozić znacznemu napływowi zagranicznego kapitału, na którym polega amerykański biznes.

"Musimy patrzeć na kwestię kursu waluty w kontekście całej gospodarki. Nie możemy skupiać się tylko na wytwórcach mówiąc, że potrzebują słabszego dolara" - powiedział Redeker z BNP Paribas.

Przemysł wytwarza tylko 20 procent amerykańskiego produktu krajowego, a wpływ sztucznego osłabienia dolara mógłby być bardzo negatywny dla całej gospodarki. USA są znaczącym importerem kapitału pod inwestycje oraz konsumentem dóbr i usług.

Jeżeli dolar miałby osłabnąć, wzrosłyby koszty inwestycyjne, co nie tylko negatywnie odbiłoby się na kondycji wytwórców, ale także sektora usług.

"Sprowadziłby to wszystko do słów wypowiedzianych kilka lat temu przez Rubina" - powiedział Redeker, odwołując się do wypowiedzi amerykańskiego sekretarza skarbu w administracji Clintona. W 1995 roku Rick Rubin powiedział, że silny dolar leży w interesie amerykańskiej gospodarki.

Analitycy odebrali słowa Rubina jako pewnego rodzaju zapewnienie, że nawet przy wysokim kursie dolara, rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących nie będzie stanowić problemu, o ile wydajność pracy w USA będzie rosnąć szybciej niż w innych państwach świata.

Inni twierdzą, że aby USA mogły wyprowadzić świat z recesji potrzebny jest mocny dolar, który utrzyma pod kontrolą inflację i zapewni niskie koszty pieniądza.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))