Wydobywać z głową

Jacek Konikowski
opublikowano: 11-09-2009, 00:00

Niektórzy eksperci sugerują, że PGNiG, gdyby chciało, mógłoby wydobywać więcej gazu, ale nie chce. Lub nie może. To nie tak...

Zbyt intensywna eksploatacja grozi szybką utratą złóż

Niektórzy eksperci sugerują, że PGNiG, gdyby chciało, mógłoby wydobywać więcej gazu, ale nie chce. Lub nie może. To nie tak...

Z jednej strony, wydobycie ograniczają bowiem przepisy, z drugiej zaś — zdrowy rozsądek. Obecnie krajowe wydobycie gazu wynosi blisko 4,2 mld metrów sześciennych. Ma być więcej. Strategia PGNiG zakłada, że do 2015 r. zwiększy wydobycie gazu ziemnego do blisko 6,2 mld metrów sześciennych, w tym ze złóż z krajowych do poziomu blisko 4,5 mld metrów sześciennych. Mało to czy dużo? Skoro wiele mówi się o niedoborze gazu w Polsce, to chyba mało. Można by wydobywać więcej. Problem w tym, że gaz to nie woda, że wystarczy odkręcić kurek i leci. Czasem tego kurka odkręcić nie można, innym razem — po prostu się nie opłaca.

Z różnych powodów. Niekiedy prozaicznych. Często bywa tak, że co prawda złoże jest, ale przez lata niewykorzystane.

Przepisy i ludzie

— Często blokują nas przepisy — mówi Jarosław Polit, dyrektor w Biurze Eksploatacji i Robót Górniczych PGNiG SA.

Paradoks? Niejedyny.

— Ponad 25 lat temu w Zalesiu, obecnie to tereny Rzeszowa, odkryliśmy duże złoże wysokometanowego gazu, którego eksploatacja dawno szłaby pełną parą, gdyby nie sprzeciw okolicznych mieszkańców, którzy, wykorzystując wszelkie kruczki prawne, skutecznie blokują możliwość podłączenia istniejących odwiertów do wybudowanej kopalni. Mimo że oferowaliśmy duże pieniądze, nadal nie mamy odpowiednich zgód właścicieli.

— Dzięki szybkiemu postępowi technologicznemu w branży zarysowała się jednak możliwość pełnego wykorzystania możliwości kopalni Zalesie i w tym kierunku zmierzają intensywne prace. Czy te starania przyniosą wymierny efekt w postaci znacznego wzrostu wydobycia z tej kopalni, dowiemy się w najbliższym czasie — mówi Polit.

O tym się nie mówi, ale podobnych blokowanych złóż jest w Polsce kilka. Bardzo często argumenty oponentów dla inwestycji są takie: "Nie, bo nie" — dodaje Polit.

Właśnie dlatego PGNiG musiało przewiercić gazociąg zdawczy nie wokół, lecz pod Zalewem Rzeszowskim, ponosząc znaczne i dodatkowe koszty.

Czasem jednak się udaje.

— W rejonie Lublina na przeprowadzenie gazociągów w celu zagospodarowania jednego tylko złoża musieliśmy uzyskać zgodę ponad tysiąca właścicieli terenu. Wystarczy, że jeden odmówi i cały projekt leży, a wtedy biurokratyczna machina musi ruszyć od nowa, bo żeby zmienić zaprojektowaną trasę gazociągu, trzeba zrobić zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego gminy, znowu uzyskać zgody właścicieli działek. A to trwa tyle, co budowa autostrady. W obecnym porządku prawnym nie ma bowiem możliwości zmuszenia właścicieli działek do wyrażenia zgody — mówi Jarosław Polit.

Kiedyś było dokładnie na odwrót — właściciel ziemi nie miał nic do gadania. Ustrój się zmienił, wraz z nim prawo i dzisiaj sytuacja jest diametralnie odmienna.

— Brak złotego środka. Trzeba go szukać — dodaje Polit.

Tym bardziej że problem nie dotyczy tylko gazociągów. To samo jest z odwiertami. Może bowiem okazać się, że okolica śpi na gazie, lecz brak możliwości uzyskania terenu uniemożliwia prowadzenie prac poszukiwawczych. A to oznacza, że mimo odkrycia złoża, nie ma szans na jego zagospodarowanie i włączenie do eksploatacji.

Zresztą, nawet jeżeli "górnicy z gazowni" dogadają się z tym czy innym właścicielem terenu, wcale nie oznacza to jeszcze sukcesu. Bo na przeszkodzie może stanąć... biegus, krętogłów czy sójka modra.

Szczęściem w nieszczęściu jest dla PGNiG konieczność poszukiwania złóż gazu na obszarach objętych programem Natura 2000. Szczęście, bo z dużą dozą pewności wiadomo, że gaz jest. Nieszczęście — że nie można go wydobywać w takich ilościach, w jakich by się chciało.

— W tej chwili budujemy kopalnię w rejonie LMG (jedna z najbardziej ropo-gazonośnych działek w Polsce: Lubiatów-Międzychód-Grotów). I ciekawostka: jej budowa trwa tylko od późnej jesieni do wczesnej wiosny z uwagi na okres lęgowy ptactwa. Jednak teraz czekamy na zmianę, by inwestycja mogła trwać cały rok. Jesteśmy dobrej myśli — mówi Polit.

Kurki na full?

Oczywiście, przyczyną mniejszego, niżby niektórzy chcieli, wydobycia gazu z krajowych złóż nie są tylko protesty mieszkańców czy gniazda sójek. Prawdziwy problem ze zwiększeniem wydobycia tkwi znacznie głębiej. Dosłownie.

— Pewnie, że moglibyśmy zwiększyć wydobycie gazu i to znacznie. Niestety, na bardzo krótko. Po niedługim czasie większość złóż, zwłaszcza na południu oraz część na zachodzie kraju, utracilibyśmy bezpowrotnie. Zbyt forsowna eksploatacja prowadzi bowiem do zniszczenia złoża. Te, które mamy, i tak już są mocno wyczerpane, dlatego ich eksploatacja musi być prowadzona z dużym wyczuciem — mówi Polit.

Rzecz w tym, że największym wrogiem górników eksploatujących gaz jest woda.

— Chodzi o to, aby odwierty, które "produkują" gaz, nie uległy zawodnieniu. Przy zbyt forsownej eksploatacji większość z nich uległaby gwałtownemu zawodnieniu, co równa się wypadnięciu z produkcji. Efekt zwiększenia wydobycia byłby więc krótkotrwały — rok, może dwa zwiększonego wydobycia, po czym nagły spadek — mówi Polit.

Bo nie każdy przecież musi wiedzieć, że im więcej gazu wydobywa się ze złoża, tym bardziej rośnie stożek wodny, czyli więcej wody dopływa do złoża. A im więcej wody w złożu, tym mniejsza jest jego efektywność. Zalane złoże to martwe złoże, którego nie da się już uratować w żaden sposób. Finisz. Solanka.

— Poza tym, złoża gazu ziemnego "nie lubią" szarpanej eksploatacji. Ustala się optymalne tempo wydobycia, czyli takie, by w jak najkrótszym czasie wydobyć jak najwięcej gazu czy ropy naftowej, wykorzystując jak największą cześć zasobów złoża. Taki sposób postępowania reguluje polskie Prawo Geologiczne i Górnicze, na straży którego stoją Okręgowe Urzędy Górnicze. Każda przerwa, zatrzymanie czy gwałtowny wzrost wydobycia bardzo niekorzystnie odbijają się na właściwościach złóż gazu — mówi Polit.

Dlatego pytanie, czy rzeczywiście warto zwiększać wydobycie z istniejących odwiertów, czy lepiej gospodarować ich zawartością z głową, wydaje się retoryczne. Co nie oznacza, że nie da się zwiększyć wydobycia, eksploatując nowe złoża. Trzeba je jednak znaleźć. A to już inna bajka...

Piotr Gliniak, dyrektor departamentu poszukiwania złóż w PGNiG

Zwiększenie wydobycia to jeden z bardziej gorących tematów. Jest jednym z głównych filarów strategii PGNiG, natomiast ze względów technicznych pewnych spraw nie uda się załatwić w ciągu roku. Nawet gdybym bardzo chciał, nie powiem: "Panowie, jutro potrzebuję 1 mld m sześc. więcej", i już gaz płynie. Kopalnie muszą się przygotować. A to jest proces kilkuletni. Dlatego w najbliższej perspektywie wydobycie na poziomie 5 mld m sześc., rocznie to jest maksimum możliwości Polski. Na szczęście rozpoczęliśmy realizację projektów, które pozwolą na zwiększenie wydobycia krajowego. Ten sztandarowy, to zagospodarowanie złóż Lubiatów-Międzychód-Grotów, największych w Polsce. Inwestycja się rozpoczęła, jej zakończenie umożliwi znaczne zwiększenie wydobycia ropy naftowej oraz wzrost wydobycia gazu ziemnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu